Mobilizacja!
No i doczekaliśmy się. Pani premier Kopacz ogłasza niby-mobilizację w postaci dobrowolnego szkolenia wojskowego dla mężczyzn. Romuald Szeremietiew straszy Warszawę bombą atomową, a generał Koziej prorokuje marsz armii rosyjskiej na Zachód. Pisarz Jan Polkowski w tygodniku “w Sieci” na użytek propagandy wojennej rewiduje “Lalkę” Prusa. Teraz mamy ją czytać…, a raczej unikać czytania, bo to powieść prorosyjska. Na prawicowych portalach internetowych od dawna trwa histeryczna mobilizacja do wojny z Rosją. Umierać za Krym i Donbas to nasz moralny obowiązek. Zdewastować Polskę, byle tylko obronić wschodnie regiony Ukrainy zamieszkane w większości przez Rosjan to najwyższy dziś wyraz patriotyzmu. Politycy i dziennikarze wszystkich opcji beztrosko szczują do izolacji Rosji sankcjami, wspierania Ukrainy bronią z Zachodu, a nawet NATO-wskimi żołnierzami. My mielibyśmy być oczywiście pośrednikiem w tych humanitarnych przedsięwzięciach. Nikt się nie zająknie, nawet partie pobożne, o kościelnym nauczaniu, wedle którego konflikty należy rozwiązywać na drodze dialogu – długiego, wytrwałego, cierpliwego. Zamiast tego mamy podsycanie nienawiści do Rosji.
Nie podzielam tej histerii antyrosyjskiej, podsycanej przez cały zachodni świat, który sprytnie rozgrywa na Ukrainie swoje ekonomiczne interesy w komitywie z oligarchami trzymającymi w garści naród ukraiński. Nie przekonuje mnie, że to Rosja dąży do podboju całego świata, raczej widzę, że robi to ktoś inny, kto poważył się kusić naród ukraiński, by oddał mu się w opiekę i zasilił 45 milionami nowych konsumentów gigantyczny unijny rynek. Nie wierzę także w rzekomo czarodziejskie umiejętności prezydenta Lecha Kaczyńskiego, które się przypomina przy każdej okazji, że to niby przewidział, że Rosja po Gruzji połknie Ukrainę, kraje nadbałtyckie, a na końcu Polskę. To są brednie bez jakiegokolwiek pokrycia. Konflikt na Ukrainie sprowokowała nie Rosja, ale Unia Europejska, która chciała zbyt pospiesznie wchłonąć ten duży kraj z przepotężnym rynkiem zbytu dla swoich towarów. Nie słyszałem o jakimkolwiek ukraińskim referendum na temat chęci wstąpienia w struktury europejskie.
Trzeba także pamiętać, że Ukraina to kraj prawosławny, przynależący do innej cywilizacji, który tak łatwo jak my nie przełknie tych wszystkich liberalnych nowinek, którymi Unia zatruwa nas na co dzień. Podzielam pogląd, że konflikt ukraiński to sprawa między Ukrainą i Rosją i od mądrości ukraińskich polityków zależy jak go rozwiążą. Na razie tej mądrości nie wykazują, dlatego mają to, co mają. Niewiele też zapowiada, że zmądrzeją. Liczenie na to, że Zachód ich uzbroi, a nawet przyśle żołnierzy, to prowokowanie wojny na potężną skalę, to skrajna nieodpowiedzialność i zapowiedź dewastacji połowy znanego nam świata z naszym krajem na czele. Nie są tego warte ani Krym, ani Donbas, oba rejony kulturowo ciążące ku Rosji. Radziłbym jednak uważniej czytać “Lalkę” i szukać zgody, a nie prowokować wojny.
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze