Liberalny duch synodu
Biskupi Kościoła powszechnego zgromadzeni na synodzie w Rzymie opowiedzieli się za „potrzebą uczynienia procedury unieważnienia małżeństwa”, tego rdzenia cywilizacji europejskiej, „bardziej elastyczną i dostępną”. Brawo! To się nazywa pójście z duchem czasu. Czasy są kapitalistyczne, a duch liberalny, to i procedury muszą być „elastyczne i dostępne”. Skoro małżeństwa będzie można „elastycznie” rwać, to namysł nad ich zawieraniem będzie z pewnością także coraz bardziej „elastyczny”. Tego to nawet nie zalecał odsądzany od czci i wiary przez Kościół demon Marks. A ponieważ odkąd umarł ksiądz profesor Tischner, nikt z hierarchów i duchownych profesorów już Marksa nie czyta, bo wiedzą bez czytania, to biedny Karol stał się łatwym wytrychem, którym można usprawiedliwić każdą zgniliznę, jaka zagnieździ się w świecie kapitału, i wziąć pieniążki z Brukseli, bez narażenia się na uwagi, że kto „krytykuje, ten nie bierze”. Ja jednak wolę przeczytać, dlatego wiem, że oskarżany o patronowanie „ideologii” gender Karol Marks żył przez całe życie w monogamicznym związku i, mimo że zgadzał się na rozwody, to jednocześnie postulował, by dostęp do nich był jak najmniej „elastyczny” i za to też musiał uciekać z kapitalistycznych Prus. Nie zanosi się na to, by biskupi za promocję uelastycznienia procedur rwania małżeństw musieli uciekać z Unii Europejskiej.
Nie będą też z pewnością musieli uciekać za naukę o związkach homoseksualnych, które pod czcigodnym panowaniem papieża Franciszka cieszą się coraz większym uznaniem, a synod zwołany dla ratowania rodziny ogłosił, że znajdujące się w kryzysie rodziny europejskie mogą się nauczyć wiele dobrego od par homoseksualnych. To musi być bardzo ciekawe, czego to rodziny chrześcijańskie będą mogły się nauczyć od par homoseksualnych? Ojcowie synodalni nie zadali sobie zbytniego trudu, by stworzyć szczegółowy katalog owych dobrodziejstw, jakie płyną z homoseksualności, ale nie da się ukryć, że na ich szczycie stoi bezpłodność. Świat się trudzi nad wymyśleniem skutecznych metod utrudniających poczęcie, bo ludzi do podziału dóbr jest zdecydowanie za dużo, a nie ma lepszej metody na bezpłodność jak współżycie homoseksualne.
Straci na popularyzowaniu tej metody przemysł antykoncepcyjny, ale zyska ogólna kondycja człowieka. Żeby założyć tradycyjną rodzinę, zrodzić dzieci, ubrać je, wyżywić, wykształcić, trzeba się naprawdę poświęcić. A tu biskupi roją coś o duchu ofiary, którego wzór można spotkać w związkach homoseksualnych. Oczywiście już pojawiły się tłumaczenia, sprostowania, zamiany słów na mniej rażące, ale niesmak i tak pozostanie. Niestety, byt społeczny kształtuje świadomość, także świadomość biskupów, którzy, jak widać, chcą coraz bardziej dostosować Kościół do „elastycznej” mentalności wolnego rynku. Skoro wszyscy nie mogą mieć dóbr tego świata, to niechaj przynajmniej osłodzą sobie czymś te niedostatki. A z rodziną są same kłopoty, więc najwięcej potrzebujemy dyskusji, jak uelastycznić jej rwanie i jak uatrakcyjnić współżycie homoseksualne, by nie było okupione takim ostracyzmem jak dotąd. Brawo Papież, brawo biskupi!
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze