Wiosna w tym roku mocno opóźniona i jakaś taka… No, nie rozpieszcza nas. Niemniej jednak sezon ogórkowy już daje się odczuć. Coraz trudniej o zajmujący temat do felietonu. Przez dwa tygodnie korzystałem z pomocy pewnej gazety codziennej, ale czas przestać, bo jeszcze zostanę posądzony o kryptoreklamę. Wprawdzie Szanownych Czytelników nie muszę przekonywać o absurdalności takiego zarzutu, ale w dzisiejszym świecie nieustającej zmiany odrobina powściągliwości nie zaszkodzi. Cóż, w takim układzie pozostają dwa niezawodne źródła: ulica (tematy na niej, jak wiadomo „leżą”, wystarczy się schylić) oraz Internet.
Zatem po kolei! Zakończył się remont ulicy, którą codziennie dojeżdżam do „miasta”. I fajnie! Tyle, że nie całej… U nas najwyraźniej inwestycje przeprowadza się według zasady, którą dobrze pamiętam z dzieciństwa. Kupowało się wtedy w sklepie cukierków… za złotówkę. Zmuszając przy tym panią sprzedawczynię do skomplikowanego obliczania, ile deko zważyć, by wyszło akurat „za złotówkę”. Jakoś sobie radziły (jeszcze nie było w sklepach kalkulatorów, tylko kartka i ołówek), a i specjalnie nikt poprawności tych obliczeń nie sprawdzał. Dziś byłoby pewnie trudniej, biorąc pod uwagę umiejętności matematyczne obecnych absolwentów… Ale wróćmy do dróg. Otóż wszystko wskazuje na to, że remontuje się od punktu A za półtora miliona (na przykład). I mamy taką sytuację, że jedziemy pięknie odnowioną ulicą i nagle stop! Zwężenie i wjeżdżamy… Do peerelu! Mieszkańcy się już oswoili, ale dla tych, co przejeżdżają tamtędy „gościnnie” musi to być niezły szok…
I to by było na tyle, jak mawiał klasyk! Oczywiście „w temacie” (to inny cytat z klasyka) podniesionym z ulicy. Przejdźmy do Internetu. A tam na czołówkach ekshumacja! Choć właściwie trudno powiedzieć, by ostatnio ujawnione przy tej okazji fakty mogły kogoś szczególnie zaskoczyć. Jeśli już, to niektóre komentarze. Zwłaszcza pewne wypowiedzi pochodzące z kręgów ówczesnej władzy. Na przykład ministra w kancelarii premiera: Trzeba z powagą i szacunkiem wobec śmierci i dramatu osób, które zginęły, ale także tych, które zostały, i ich cierpieniem, trzeba powiedzieć „przepraszam” za to, że okazuje się teraz, jak duża była skala tych pomyłek. Pomyłek??? Panie Ministrze! Przypadek, że człowiek ma dwie głowy, albo trzy ręce zdarza się w przyrodzie na tyle rzadko, że nawet ktoś bardzo nieuważny i działający w stanie skrajnego wzburzenia, pod presją okoliczności i czasu, na tego rodzaju „szczegóły” powinien jednak zwrócić uwagę…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze