Mamy wreszcie lato (kalendarzowe) i wakacje (szkolne). W dawnych czasach w mediach zaczynał się w tym momencie „sezon ogórkowy”. Przede wszystkim ze względu na uwarunkowania klimatyczne. Upał nie sprzyja aktywności w żadnej dziedzinie, toteż pracują z zapałem ci, którzy muszą oraz ci, którym się opłaca. Posucha, nomen omen, panuje w kulturze (zamknięte teatry), sporcie (nie grają piłkarze) i, rzecz jasna, w polityce. Toteż i publicyści włączają niższy bieg, bo o czym tu pisać? Zarysowany powyżej krajobraz jednak nie bardzo pasuje do dzisiejszej rzeczywistości. Jeszcze parę lat temu owszem, ale dziś… Wszystkiemu oczywiście winien klimat. Wskutek „globalnego ocieplenia” lato mamy zazwyczaj jakieś niewyraźne, bardziej przypominające klimaty jesienno – wiosenne (zimy zresztą też). Odeszły w niebyt czasy, kiedy to od czerwca do połowy sierpnia z nieba lał się skwar, przeplatany od czasu gwałtownymi ulewami czy burzami.
Toteż i aktywność, zwłaszcza „klasy politycznej”, coraz częściej trwa nieprzerwanie przez cały rok. Nawet jeśli parlament zrobi sobie przerwę od sesji, to w mediach tego za bardzo nie widać. Zresztą wydarzenia sejmowe nie są w „życiu medialnym” państwu politykom za bardzo potrzebne. Życie owo bowiem polega na wygłaszaniu „komentarzy do wypowiedzi”. Rzadko mamy w mediach, zwłaszcza tych internetowych, do czynienia z poważnymi dyskusjami na poważne tematy. Pisze się na różnych „fejsbukach” czy „tłiterach” o tym co powiedział ten pan albo tamta pani, ubierając komentarz w słowa typu „oburzający”, „skandaliczny”, „porażający”, i tak dalej i tym podobne… Zdaniem wygłaszających te „perełki”, mają one skutecznie utrzymywać odbiorcę „pod parą”, zachęcać do śledzenia tak prowadzonej „debaty” …
Jak widać, świat wirtualny skutecznie się od realnego uniezależnił. Na tyle, że „sezon ogórkowy” wydłużył się w zasadzie do dwunastu miesięcy w roku. Owszem, są wydarzenia wielkiej wagi, które znajdują odzwierciedlenie w dyskusjach „wirtualnych”, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że dla „dyskutantów” stanowią bardziej łyżkę dziegciu w beczce miodu, niż mannę z nieba… Oraz nieśmiało nasuwającej się myśli, że dla odbiorców owej internetowej i medialnej papki również!
I na koniec, życząc Szanownym Czytelnikom udanych wakacji w wymarzonym czasie i miejscu, pozostaje mi przeprosić, że jakże skutecznie udało mi się dostosować do opisanych powyżej medialnych trendów i „wyprodukować” niniejszy tekst „z głowy, czyli z niczego”.
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze