Procesje Bożego Ciała jak na razie przebiegają bez zakłóceń. Nie licząc przypadku pewnego „lotnego” osobnika, który w kostiumie motylka „latał” wokół procesyjnego orszaku. Taki „żarcik” … Ale do rzeczy! To znaczy wydarzeń, które są ostatnio zakłócane regularnie. Spokojnie, nie będę roztrząsał racji stron konfliktu. W końcu to tylko felieton. Skupię się na jednym incydencie. Oczywiście ilustrującym szersze zjawisko. Policja musiała wynieść siedzącego na ulicy znanego działacza peerelowskiej opozycji i byłego polityka. Musiała, albowiem odmawiał wykonania polecenia, stawiając przy tym „czynny opór”. O karierze politycznej naszego bohatera zamilczę. Dziś o stosunku do organów niepodległego państwa, o które nasz bohater walczył. I szerzej, o relacjach obywatel – policja. Dość zawiłe to wszystko, toteż upraszczam. Niedopuszczalne jest, by w porządnym państwie trzeźwy (na ciele i umyśle) obywatel szarpał się z policjantem wykonującym czynności służbowe. Ma się bezwzględnie podporządkować poleceniom, a jeśli uważa, że „władza” działa bezprawnie, dochodzić swoich racji przed sądem. Bo oczywiście policja też ma swoje za uszami (patrz wydarzenia w komendzie wrocławskiej), ale to temat na odrębny felieton. Ze względu na zaszłości historyczne nie cieszy się też w narodzie nadmiernym szacunkiem, ale rolą polityków, również byłych, jest nad budową tego szacunku pracować.
A teraz o medialnych „popisach” innego przedstawiciela „klasy” politycznej (cudzysłów zamierzony). Jeśli ktoś spośród Szanownych Czytelników nie oglądał tego „iwentu”, to krótko: pan poseł zaproszony do studia przyszedł po to, by zepsuć „zabawę” prowadzącemu. Przy okazji ignorując fakt, iż nie jest jedynym gościem… To nie pierwsze tego typu zdarzenie z jego udziałem. Był m.in. głównym sprawcą pamiętnych zajść w parlamencie na przełomie poprzedniego i bieżącego roku. Oczywiście to fajnie, jeśli młody człowiek ma poczucie humoru. Jesteśmy wszak krajem ponuraków… Ale młodzieniec ów jest posłem, nie artystą kabaretowym. Płacimy mu, my podatnicy, za pracę nad stanowieniem prawa. Toteż taką pracę jest zobowiązany wykonywać w parlamencie, a także występując w mediach, o ile nie jest zapraszany do programów rozrywkowych. A jeśli uważa, że wykonywanie mandatu posła jest w obecnych warunkach niemożliwe, to jest tylko jedno wyjście. Należy się tego mandatu zrzec! I na koniec winien jestem Szanownym Czytelnikom wyjaśnienie, co moim zdaniem łączy oba opisane przypadki. Otóż odpowiedź jest prosta. Piaskownica! Historia numer trzy. Zosia mozolnie stawia babki z piasku. Zawsze znajdzie się jakiś Jasio, który babek nie buduje, bo nie ma wiaderka i łopatki. Toteż znajduje sobie inną zabawę. Jasio po prostu Zosi te babki zburzy. I będzie udawał, że to taka fajna zabawa. A cóż pozostaje Zosi? Może się pogodzić z losem. Albo wykorzystać swoją łopatką w sposób alternatywny. Zdzielić nią Jasia w mózgownicę. Może mu się jakaś klapka otworzy?
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze