Sąd Najwyższy orzekł, że prezydent Andrzej Duda, strażnik konstytucji, złamał ustawę zasadniczą, ułaskawiając niezgodnie z prawem głównego szefa oraz paru innych szefów CBA, wobec których toczyło się niezakończone postępowanie sądowe. Siedmioro najwyższych sędziów jednogłośnie orzekło, że prawo łaski może być stosowane wyłącznie wobec skazanych prawomocnie, a jego zastosowanie przed prawomocnym wyrokiem nie wywołuje skutków procesowych, czyli wobec „ułaskawionych” w tak nieprawidłowy sposób może być, albo nawet musi być w dalszym ciągu prowadzone postępowanie sądowe, dopóki nie zostanie ostatecznie potwierdzona wina podejrzanego, wobec którego do końca procesu stosuje się zasadę domniemania niewinności. Nie można przecież stosować łaski wobec człowieka niewinnego, tę winę trzeba udowodnić, wyczerpując przewidziane w tym celu procedury. Na takie dictum Sądu Najwyższego obrońcy prezydenta szybko znaleźli słuszną odpowiedź: Sąd Najwyższy nie ma uprawnień, aby badać akty urzędowe prezydenta. Może to robić jedynie Trybunał Konstytucyjny, a w Trybunale nam już nie podskoczycie. W tej sytuacji stworzony został fikcyjny stan faktyczny, czyli „uniewinnienie”, winnego bądź niewinnego, w sposób niezgodny z obowiązującymi zasadami. Zasady zostały złamane, stan faktyczny pozostał.
To upokarzające dla szerokich rzesz postępowanie władzy przypomina ostatnie posunięcia działaczy Polskiego Związku Piłki Nożnej, którzy oczywiście stoją na straży czystości polskiego sportu i rywalizacji opartej na zasadach „fair play”, ale kiedy ostatnio działacze jednego z klubów złożyli słuszny protest po tym, jak przeciwnik zdobył bramkę ręką (w dyscyplinie sportowej zwanej piłką nożną), to okazało się, że zasady kończą się tam, gdzie zdobywa się bramki. Bramka nieprawidłowo zdobyta, czyli taka, której de facto nie powinno być, której nie było, została uznana, ponieważ decyzje sędziego są ostateczne i protesty ich nie obejmują, mimo że decyzje te stwarzają tak samo fikcyjne fakty jak decyzje Prezydenta.
W obu opisanych przypadkach obrońcy fałszywego, zakłamanego stanu rzeczy formą uderzają w treść, a zakres posiadanej władzy usprawiedliwia w ich mniemaniu tak dalece posuniętą samowolność. Doraźna pragmatyka polityczna przyćmiewa rozum, pozwala na to, by nie przejmować się tym, że takie postępowanie posiada potężne walory antywychowawcze. Sprawa się komplikuje jeszcze bardziej, kiedy się zważy, że tym politykom jest po drodze z władzą duchowną, a ta nie zważa na to, jak wiele traci, nie karcąc, nie upominając, nie przeciwstawiając się takim niemoralnym nawykom rządzących, z jakiejkolwiek by nie pochodzili opcji politycznej, a ma w tym względzie naprawdę piękne wzorce choćby w postępowaniu prymasa Wyszyńskiego. Ale kto by dziś zaprzątał sobie głowę prymasem Wyszyńskim, kiedy w modzie jest krótkowzroczny koniunkturalizm. W tej skomplikowanej sytuacji największym wygranym ostatnich dni wydaje się być prezydent naszego miasta, który nie dopuścił do tego, by Opole przenieść do Płocka na życzenie obecnej władzy. Tu przynajmniej obroniona została tak rzadko już dzisiaj ceniona zasada przyzwoitości. Brawo!
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze