Reklama

Felieton – W obronie cywilizacji

29/08/2017 09:22

Zachodnioeuropejscy terroryści islamscy do niedawna przyzwyczaili nas do tego, że atakują rzadko, ale bardzo spektakularnie. Pamiętamy może jeszcze zamach na dworcu kolejowym w Madrycie z 11 marca 2004 roku, w którym zginęło 191 osób, a tysiące zostały ranne, potem był zamach w Londynie w lipcu 2007 roku, który odebrał życie ponad 50 osobom… i długo, długo nic, nie licząc pojedynczych incydentów, zazwyczaj z użyciem broni palnej lub noża… i dopiero wszystko się zmieniło w roku 2015. Od stycznia tego roku, czyli od zamachu w redakcji czasopisma „Charlie Ebdo” częstotliwość zamachów znacząco wzrosła, obejmując także coraz szersze terytorium, niemal już całej Europy. Niektórzy nawet zauważyli, że zbiegło się to w czasie z napływem coraz większej ilości tzw. „uchodźców” w ilościach przekraczających wszelkie dotychczasowe pojęcia o uchodźstwie. I wtedy zamachów zrobiło się jakby więcej, zaczęły występować coraz częściej, przybierać coraz bardziej zróżnicowane formy i zbierać coraz bardziej krwawe żniwo. Największe z nich to zamachy w Paryżu, Nicei, Brukseli, Berlinie i Manchesterze, które pochłonęły od parudziesięciu do ponad stu ofiar i setki rannych. Oprócz tego szerokim echem odbiły się w świecie przypadki masowego napastowania kobiet przez muzułmańskich uchodźców w Kolonii i innych miastach niemieckich.
W ostatnich dniach aktywność dżihadystycznych terrorystów jakby wzrosła, skumulowała się w czasie, obejmując nie tylko dwa hiszpańskie miasta – Barcelonę i małe Cambrils – ale także finlandzki Turek, niemiecki Dusseldorf i francuską Marsylię. Te ostatnie wydarzenia pokazują także, jak zmienia się podejście do zamachów terrorystycznych w Europie, jakby spowszedniały, rozpamiętuje się je coraz krócej, nie wzbudzają też jakichś poważnych dyskusji na temat przyczyn, charakteru tych zjawisk i sposobów radzenia sobie z nimi. Nie ostudziły też zapału postępowych środowisk do sprowadzania na kontynent europejski nowych rzesz „uchodźców”, nie zakończyło się też postępowanie przeciwko Polsce za odmowę uczestniczenia w programie ich relokacji. Te wszystkie dramatyczne wydarzenia nie studzą też zapałów postępowych Polaków, którzy żadną miarą nie potrafią wybaczyć katolsko-faszystowskiemu reżimowi, jaki aktualnie rządzi krajem, jego podejścia do kwestii „uchodźców”.
Większość ludzi myśli jednak inaczej, dostrzegając w nasilającym się problemie migracji zjawisko wielce niebezpieczne dla kulturowej tożsamości całej europejskiej cywilizacji, o obliczu której zdecydowało przed wiekami przyjęcie chrześcijaństwa. Nieprzypadkowo za wchłanianiem rzesz uchodźców są dziś w Europie ci, którzy już odrzucili chrześcijaństwo jako zbyteczny balast krępujący rozwój liberalnej Europy, natomiast blokują ten proces najmocniej chrześcijanie przekonani o potrzebie obrony właśnie samego chrześcijaństwa przed zawsze wrogo do niego ustosunkowanym islamem. I nie robią tego z powodu nienawiści, tylko właśnie z powodu posiadania głębszej świadomości potrzeby obrony fundamentalnego dziedzictwa, które jest dziś wyjątkowo zagrożone, a które ukształtowało Europę i bez którego nigdy już nie będzie sobą. Ale ponieważ wojna cywilizacyjna, jaka się w tej chwili toczy, przebiega nie tylko pomiędzy cywilizacją chrześcijańską i islamską, ale ma miejsce także w obrębie samej cywilizacji chrześcijańskiej, problemy te są tak słabo rozumiane.

Wiesław Kopeć

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.


 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości