Kiedy ten numer Tygodnika trafi do rąk Szanownych Czytelników, będzie już wiadomo, jak przebiegało świętowanie (bo nie obchody, tych się nie przewiduje) czwartego czerwca. Piszę o dniu, bo są przynajmniej dwie okazje, by uznać tę datę za szczególną w naszej historii. Chronologicznie rzecz biorąc, to po pierwsze „okrągła” (od kształtu pewnego mebla), dwudziesta siódma rocznica pamiętnych, „częściowo wolnych” wyborów do Sejmu i Senatu. Jest w związku z tym pomysł, by uczynić ten dzień symbolicznym początkiem III Rzeczypospolitej. Coś na wzór jedenastego listopada, czyli Dnia Niepodległości. Tym razem miałoby to być, jak mawiał były prezydent, „Święto Polskiej Wolności”. Tyle, że jakoś się nie przyjęło… Ale zwolennicy tej koncepcji nie rezygnują i znów nawołują do „radosnego świętowania”. Wprawdzie nie będzie fioletowych baloników i ptaka z czekolady, ale ma być jakoś radośnie i fajnie. Pomysłodawcy starają się w każdym razie taką atmosferę stworzyć przypominając, jak to dwadzieścia siedem lat temu było. Cóż, inna perspektywa… Coś się przez te lata wydarzyło, czegoś wtedy ludzie nie wiedzieli, a dziś się dowiedzieli… I najwyraźniej chętnych do „radosnego świętowania” nie ma zbyt wielu.
Właśnie, coś się wydarzyło… Trzy lata później, tak się składa, że znowu czwartego czerwca. Tak zwana „noc teczek” i odwołanie rządu, którego minister, w oparciu o sejmową uchwałę lustracyjną z dwudziestego ósmego maja, przedstawił parlamentarzystom listę „osób zarejestrowanych w archiwach po byłej SB jako tajni współpracownicy UB i SB”. Nie było na niej, choć w uchwale lustracyjnej taki wymóg został zapisany, wojewodów, sędziów i prokuratorów. Znalazły się natomiast nazwiska ówczesnego prezydenta, marszałka Sejmu, parlamentarzystów niemal ze wszystkich ugrupowań, szefa doradców premiera, dwóch ministrów i sześciu wiceministrów. Oczywiście zainteresowani zdecydowanie się takiej współpracy wyparli, znajdując przy tym poparcie mediów, również tych „solidarnościowych”, jak „najważniejszy dziennik opiniotwórczy w kraju”, oraz prominentnych przedstawicieli „elit”. Tych samych, które do dziś twardo bronią dziedzictwa „okrągłego stołu”, czy też, jak kto woli, Magdalenki…
I to jest ta druga okazja do świętowania. Nie wiem, czy akurat „radosnego”, ale… Właściwie czemu nie? Niezależnie od tego, co kto sądzi o liście przekazanej wówczas parlamentarzystom, do „mas” drogą oficjalną dotarła wiedza o ciemnych stronach naszej przeszłości. A wiedza to rzecz, którą trudno przecenić. Może zatem jest co świętować…
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze