Reklama

Felieton - Jerzy Ogonowski

10/05/2016 09:29

Często powtarzamy rozmaite stwierdzenia tak oczywiste, że nie ma potrzeby ich uzasadniania. Nie trzeba specjalnie dowodzić choćby tezy, że biurokracja w ostatnim dwudziestoleciu rozwija się nam wspaniale! Kwestionować tę oczywistość mogliby chyba tylko bezpośrednio zainteresowani, czyli zatrudnieni w tym „sektorze” gospodarki narodowej. Ale wystarczy sięgnąć do danych statystycznych, by dyskusję zamknąć… Stanowisk „biurowych” przybywa w tempie imponującym i to zarówno w sektorze publicznym, jak i, o zgrozo, w prywatnym. Swoiste sprzężenie zwrotne! A wszystko to w dobie dynamicznej komputeryzacji. Komputer miał wszak zastąpić urzędnika, a nawet całą armię urzędników. Czyli powstrzymać, a z czasem ograniczyć rozwój biurokracji. Miał… Ale życie jest brutalne… Co się bowiem zmieniło w związku z rozwojem informatyki?
Odpowiedzi na to pytanie udzielić może poniższa obserwacja. Bo nic tak nie przekonuje, jak osobiste doświadczenie. I takie też chciałbym Szanownym Czytelnikom opisać. Sala obsługi klientów w banku. Dużym, prywatnym, z udziałem kapitału zagranicznego… Nazwy oczywiście nie wymienię, ale sądzę, że można w tym miejscu podstawić dowolną… Przed panią urzędniczką siedzi małżeństwo w wieku… Powiedzmy, że pierwszą rocznicę ślubu świętowali jakiś czas temu. Biorą kredyt. Pani urzędniczka udziela obszernych wyjaśnień. I bardzo dobrze! Klient powinien podejmować decyzję w pełni świadomie. Potem następuje etap najbardziej nas tu interesujący, czyli zawarcie umowy. Wkracza komputer, który właśnie „zastępuje“ urzędnika. To znaczy produkuje ilości papierów nieosiągalne przez najbardziej biegłego”maszynopisa”. Wyrzuca kolejne pliki kartek, zapisane dwustronnie drobnym drukiem, które nasza urzędniczka podsuwa klientom do podpisu. Tu parafka, tam podpis imieniem i nazwiskiem… Oczywiście bez czytania. Pani urzędniczka informuje ich w sobie tylko zrozumiałym języku, co właśnie mają na pulpicie. A oni, cóż im pozostało, posłusznie podpisują… Po czym następuje przerwa na wystukanie kolejnych tajemniczych haseł na klawiaturze i drukarka „wypluwa” nowy stos kartek. I tak dalej, i tak dalej… Nie liczyłem, ale ci Państwo złożyli dobre kilkadziesiąt podpisów. A ja z coraz większym zdumieniem obserwowałem tę scenę, zadając sobie pytanie, w czym te kilkadziesiąt podpisów jest lepsze od jednego, złożonego na ostatniej stronie… Przed czym bank się w ten sposób zabezpiecza? Bo na pewno nie przed tak zwanymi „złymi kredytami”. W tym przypadku wszystko jest prostsze. Przychodzi „kolega” do prezesa albo dyrektora…

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości