Reklama

Felieton - Jerzy Ogonowski

04/05/2016 13:05

Nasze położenie geopolityczne nigdy nie dawało powodów do optymizmu, lub choćby poczucia względnego bezpieczeństwa. Różnie się z sąsiadami układało, ale zawsze więcej potencjalnych zagrożeń było z ich strony niż harmonijnej współpracy, o przyjaźni nie wspominając. Wprawdzie „za komuny” ze wszystkich stron otaczały nas „kraje zaprzyjaźnione”, ale w sytuacjach kryzysowych największe obawy wiązały się z ewentualną „bratnią pomocą”… Dziś też jesteśmy karmieni opowieściami o „najlepszym okresie w naszej historii”, o gwarancjach bezpieczeństwa wynikających z przynależności do międzynarodowych sojuszy militarnych, gospodarczych i politycznych. Ile warte są te zapewnienia?
Oto słyszę z telewizora, że nasi zachodni sąsiedzi, a dziś także sojusznicy z NATO nie pozwalają na przejazd żołnierzy z amerykańskich baz, ulokowanych na ich terytorium, na ćwiczenia „Anakonda – 16”, odbywające się w naszym pięknym kraju. Ot, mamy gwarancje! Kto nam teraz zaręczy, że w sytuacji rzeczywistego zagrożenia sytuacja się nie powtórzy? Chodzi podobno o stan niemieckich autostrad… Cóż, wypadałoby jakoś problem rozwiązać, póki tylko z ćwiczeniami mamy do czynienia! I rozwiązanie jest… Nie trzeba nic wymyślać, bo był jeden taki, co nas w tej robocie wyręczył. Mam na myśli korytarz. Eksterytorialny… Nie, nie żeby zaraz zażądać korytarza, czy też sieci korytarzy eksterytorialnych, prowadzących od rzeczonych amerykańskich baz do polskiej granicy. Wystarczy poprosić. Wszak jesteśmy sojusznikami (obawiam się użycia terminu przyjaciele). I tylko do granicy! Dalej jakoś Amerykanie przejadą, choć stan rodzimych dróg ma się nijak do ich niemieckich odpowiedniczek. Ale strzeżonego… I tak dalej…
Optymistyczny akcent w tej całej historii jest taki, że u naszych zachodnich sąsiadów duch przodków, wyrażający się zawołaniem „Drang nach Osten”, najwyraźniej osłabł. Teraz „Osten” oznacza po prostu biznes. Ale jak pokazuje historia, raz na jakiś czas Niemcy dostają „głupawki” i wtedy świat drży w posadach. Trzeba zatem się modlić (wierzący) lub mocno ściskać kciuki (ateiści), by tego ducha nie obudził „Drang nach Westen” muzułmańskich migrantów. Nie da się wykluczyć, że kiedy zostanie przekroczona masa krytyczna incydentów typu wydarzeń sylwestrowych w Kolonii, wszystkie cztery sprawne śmigłowce niemieckiej armii poderwą się do lotu. A wtedy świat znów stanie się areną wojny wszystkich ze wszystkimi, jak sto i siedemdziesiąt pięć lat temu mniej więcej…

Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości