Od pierwszego kwietnia, jak donoszą media, Polacy mogą podjąć ważną decyzję. Mogą mianowicie zdecydować, czy część składki emerytalnej przekazywać do Otwartych Funduszy Emerytalnych, czy pozostawić całość w ZUS – ie. Wiadomość dotyczy wprawdzie pierwszego kwietnia, ale nie jest żartem primaaprilisowym. No, w każdym razie nie do końca. Tak jak w dowcipie o radiu Erewań. Mogą, ale nie wszyscy. Ja na przykład nie mogę, bo jestem za stary. Do osiągnięcia wieku emerytalnego brakuje mi mniej niż dziesięć lat. „Część składki”, to też gruba przesada. Mowa bowiem o niecałych trzech procentach „podstawy wymiaru wynagrodzenia”. I z tym przekazywaniem… Lepiej byłoby powiedzieć: zdeponować na pewien czas. Jak długi? A, to już będzie zależeć od kondycji budżetu państwa. Nie trzeba tego tłumaczyć tym spośród przyszłych emerytów, którzy już kiedyś decyzję o oszczędzaniu w OFE podjęli. I zgromadzili na swoich kontach pokaźne sumy. Na tyle pokaźne niestety, że państwo nasze uznało je za warte „zainteresowania”. I połowę (na razie!) przeniosło do ZUS – u. Nie pytając, rzecz jasna, zainteresowanych o zgodę! Oczywiście tych pieniędzy w ZUS – ie realnie nie ma. Są wydawane na bieżące wypłaty emerytur. Przyszły emeryt ma subkonto, na którym zapisywana jest wysokość odprowadzonych składek. Te zapisy są, w odróżnieniu od „zwykłego konta” zusowskiego, dziedziczone. Super, nie? Gdyby jeszcze mieć jakąkolwiek gwarancję, że stan taki jest względnie trwały…
Ale „nie ze mną takie sztuczki, Brunner”! W naszym pięknym kraju zasada dotrzymywania umów oczywiście obowiązuje. Z tym jednak zastrzeżeniem, że „władza” nie postanowi inaczej. Tak to jest w demokracji parlamentarnej, której z takim samozaparciem bronią państwo „kodowcy” z przystawkami… „Niczyje zdrowie, wolność, ani mienie nie jest bezpieczne kiedy obraduje Parlament”. Warto pamiętać tę złotą myśl Marka Twaina. Kiedy rozpoczynałem „karierę zawodową”, oczywiście w państwowej instytucji, jak zdecydowana większość obywateli peerelu, państwo nasze obiecało mi emeryturę w wieku sześćdziesięciu pięciu lat. Upłynęło ćwierć wieku i obietnica przestała być aktualna. Teraz mam pracować do lat sześćdziesięciu siedmiu. Na razie, bo wkrótce czeka mnie „dobra zmiana”. Znowu sześćdziesiąt pięć! Jak długo? Któż to wie? Może do następnych wyborów… Bo zasada ciągłości państwa też u nas nie obowiązuje. Podobnie jak fundamentalna w cywilizacji europejskiej rzymska zasada „prawo nie działa wstecz”. Przychodzi nowa ekipa do władzy i sorry… Jakieś obietnice? To nie my! Czyli „nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi”?
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze