Nie jestem już młodzieniaszkiem. Dawano, dawno temu ukończyłem wiek, który umożliwiał w ustroju słusznie minionym pełnienie funkcji kierowniczych w ówczesnych organizacjach młodzieżowych. I niestety, coraz bardziej widoczny jest wpływ mijającego czasu na możliwości organizmu. W tym możliwości intelektualne… Z niepokojem stwierdzam, iż nie nadążam za myślą lotną przedstawicieli „mediów głównego nurtu”. A już za mistrzami klawiatury z „najbardziej opiniotwórczego dziennika w kraju”, lokalnego dodatku nie wyłączając… Czytam właśnie tekst poświęcony obchodom Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych w naszym pięknym mieście, a dokładniej – w najstarszej polskiej szkole. Czytam i bezradność mnie w miarę postępu w lekturze paraliżuje coraz bardziej. Atak na dyrektorkę szkoły z powodu dopuszczenia do pojawienia się na scenie przedstawiciela Obozu Narodowo – Radykalnego oczywiście rozumiem. To wszak „skrajna prawica” jeszcze od czasów przedwojennych symbol wszystkiego, co w naszym życiu publicznym najgorsze, z zoologicznym antysemityzmem na czele. Co innego, gdyby na tym miejscu stanął działacz organizacji lewicowej, spadkobierca tradycji Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, której antysemityzm był głęboko obcy. Zwłaszcza w sześćdziesiątym ósmym roku…
Jednak całkowicie przekracza moje możliwości intelektualne „ogarnięcie” takiego oto wywodu: „ I nie twierdził ze sceny, że antysemityzm zarzuca się ONR-owi niesprawiedliwie, bo np. założyciel organizacji, Jan Mosdorf, zginął w obozie koncentracyjnym, pomagając Żydom? Bez wyjaśnienia, że był to przełom w jego życiorysie, bo są historycy, którzy oceniają, że przed wojną był antysemitą?”. Mowa o „człowieku z falangą na ramieniu, członku ONR”, który „tłumaczył uczniom, że w szkole uczy się tylko najpopularniejszej wersji historii, tej, która jest zależna od obecnej polityki”.
To jak to w końcu jest? „Przełom w życiorysie” to rzecz chwalebna, która unieważnia, a przynajmniej minimalizuje „błędy i wypaczenia” z okresu minionego, czy też epizod bez znaczenia? Jeśli śmierć w obozie koncentracyjnym za pomaganie Żydom nie jest wystarczającym argumentem za tym, by chociaż przemilczeć „fakt”, że „są historycy, którzy oceniają, że przed wojną był antysemitą”, to na jakiej zasadzie w odniesieniu do innej postaci historycznej „sprzeciwiamy się temu, by… błąd z młodości zdezawuował go jako narodowego przywódcę”? A „naczelnego ubeka kraju” podnosimy do godności „człowieka honoru”?
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze