Reklama

Felieton - Jerzy Ogonowski

15/03/2016 08:44

Nie jestem już młodzieniaszkiem. Dawano, dawno temu ukończyłem wiek, który umożliwiał w ustroju słusznie minionym pełnienie funkcji kierowniczych w ówczesnych organizacjach młodzieżowych. I niestety, coraz bardziej widoczny jest wpływ mijającego czasu na możliwości organizmu. W tym możliwości intelektualne… Z niepokojem stwierdzam, iż nie nadążam za myślą lotną przedstawicieli „mediów głównego nurtu”. A już za mistrzami klawiatury z „najbardziej opiniotwórczego dziennika w kraju”, lokalnego dodatku nie wyłączając… Czytam właśnie tekst poświęcony obchodom Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych w naszym pięknym mieście, a dokładniej – w najstarszej polskiej szkole. Czytam i bezradność mnie w miarę postępu w lekturze paraliżuje coraz bardziej. Atak na dyrektorkę szkoły z powodu dopuszczenia do pojawienia się na scenie przedstawiciela Obozu Narodowo – Radykalnego oczywiście rozumiem. To wszak „skrajna prawica” jeszcze od czasów przedwojennych symbol wszystkiego, co w naszym życiu publicznym najgorsze, z zoologicznym antysemityzmem na czele. Co innego, gdyby na tym miejscu stanął działacz organizacji lewicowej, spadkobierca tradycji Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, której antysemityzm był głęboko obcy. Zwłaszcza w sześćdziesiątym ósmym roku…
Jednak całkowicie przekracza moje możliwości intelektualne „ogarnięcie” takiego oto wywodu: „ I nie twierdził ze sceny, że antysemityzm zarzuca się ONR-owi niesprawiedliwie, bo np. założyciel organizacji, Jan Mosdorf, zginął w obozie koncentracyjnym, pomagając Żydom? Bez wyjaśnienia, że był to przełom w jego życiorysie, bo są historycy, którzy oceniają, że przed wojną był antysemitą?”. Mowa o „człowieku z falangą na ramieniu, członku ONR”, który „tłumaczył uczniom, że w szkole uczy się tylko najpopularniejszej wersji historii, tej, która jest zależna od obecnej polityki”.
To jak to w końcu jest? „Przełom w życiorysie” to rzecz chwalebna, która unieważnia, a przynajmniej minimalizuje „błędy i wypaczenia” z okresu minionego, czy też epizod bez znaczenia? Jeśli śmierć w obozie koncentracyjnym za pomaganie Żydom nie jest wystarczającym argumentem za tym, by chociaż przemilczeć „fakt”, że „są historycy, którzy oceniają, że przed wojną był antysemitą”, to na jakiej zasadzie w odniesieniu do innej postaci historycznej „sprzeciwiamy się temu, by… błąd z młodości zdezawuował go jako narodowego przywódcę”? A „naczelnego ubeka kraju” podnosimy do godności „człowieka honoru”?

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości