Tylko patrzeć jak upłynie mityczne sto dni nowego rządu. Mit ów głosi, że najważniejsze zmiany trzeba wprowadzać na początku, najlepiej w okresie tych trzech miodowych miesięcy. Mniejsza o uzasadnienie… Spójrzmy na rzeczywistość. Nie można powiedzieć, że nowa władza (niekoniecznie należy myśleć w tym miejscu o rządzie) ten okres przespała. Dzieje się sporo, w każdym razie taki przekaz widzimy w mediach. Pytanie, czy „o take Polske” należałoby walczyć? Najważniejsze batalie dotyczą Trybunału Konstytucyjnego, mediów elektronicznych z TVP na czele oraz uprawnień dla policji i służb specjalnych. Właśnie ruszyła kampania „pięć stów na dziecko”. To oczywiście ważne sprawy, z różnych powodów, ale… Polska jest krajem na dorobku, odrabiającym kilkadziesiąt lat ustroju słusznie minionego, któremu zawdzięczamy dzisiejszą pozycję na gospodarczej mapie świata. Pozycję grubo poniżej naszych aspiracji i, trzeba mieć nadzieję, możliwości. Potrzebujemy zatem kolejnych kilkudziesięciu lat dynamicznego rozwoju. Żeby było jasne, trzyipółprocentowy wzrost PKB to nie jest wzrost dynamiczny. To tak naprawdę dreptanie w miejscu!
Co zatem robić, by sprostać powyższemu wyzwaniu? Przede wszystkim, jako skrajny liberał w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, nie wierzę w to, że taki rozwój zapewnią rozmaite pomysły funkcjonariuszy państwa. Czyli urzędników, mówiąc w ludzkim języku. Gdyby wiedzieli oni jak robić biznes, to dziś komunizm kwitłby na ogromnym obszarze globu. Tam wszak cała gospodarka była „robiona przez państwo”. Tak się jednak nie stało. Ten empiryczny dowód powinien przekonać największych niedowiarków, że wszelkie pomysły „wspierania” przedsiębiorców, „znajdowania” ogromnych pieniędzy na inwestycje, itd., itp., nie chce mi się już wymieniać rozmaitych genialnych pomysłów na pobudzanie gospodarki, można spokojnie między bajki włożyć. Podstawowym zadaniem państwa jest zostawienie ludzi biznesu w spokoju. Trzeba sobie przyswoić zapożyczoną od medyków maksymę „po pierwsze nie szkodzić”. Rozwój bierze się z pomysłowości i pracy ludzi. Państwo może co najwyżej tę pomysłowość hamować czy ograniczać. I z tą „działalnością” swoich organów władza musi walczyć. Na początek poprzez likwidację biurokratycznych barier, które w wyniku radosnej twórczości jej poprzedników przez ostatnie dwadzieścia kilka lat (licząc od pamiętnej „ustawy Wilczka” z grudnia 1988 roku) narosły. Czy to możliwe w naszym pięknym kraju? Odpowiedź na to intrygujące pytanie pozostawiam Szanownym Czytelnikom…
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze