Zbliżają się święta i tak zwani przez reprezentantów „elity” zwykli ludzie (szczególnie celował w używaniu tej formułki były premier, a obecnie „prezydent Europy”), mają urwanie głowy. Porządki, zakupy, prezenty… Nie wiadomo w co ręce włożyć! A tu jeszcze zaproszenie jednego z liderów opozycji, skierowane z trybuny sejmowej, na wiec przed siedzibą Trybunału Konstytucyjnego w obronie tej szacownej instytucji, konstytucji, demokracji i czego tam jeszcze… Skupmy się jednak na powodzie zasadniczym, to jest wyrażeniu sprzeciwu wobec „zamachu na Trybunał”. Zamach ów przejawia się najwyraźniej w ignorowaniu przez rządzącą „arytmetyczną większość”, jak wyraził się onegdaj polityk opozycji za czasów rządu SLD – PSL, orzeczeń tegoż Trybunału. Orzeczenia owe dotyczą procedury wyboru sędziów, którzy powinni zastąpić kończących kadencję poprzedników. Mniejsza o szczegóły… Pojawiają się bowiem wątpliwości, być może wynikające z mojej ignorancji prawniczej. Otóż Trybunał ma orzekać z pominięciem rzymskiej zasady „nemo iudex in causa sua”. Nikt nie może być sędzią we własnej sprawie! A tutaj panowie sędziowie mają (pośrednio, ale jednak) zadecydować, czy fajnych kolegów im dokooptowano do składu… Oczywiście dostrzegam inne aspekty sprawy, ale czy już ten jeden nie każe wątpić, czy państwo sędziowie mogą być w tej sytuacji absolutnie obiektywni? Czy nie powinni jednak umyć rąk i powiedzieć: przepraszamy chłopaki, ale to jest wasza piaskownica! My się w te gierki nie mieszamy! Niech sprawę rozstrzygają sądy powszechne, administracyjne, czy też pojedynek waszych przywódców na miecze albo topory!
Oczywiście to taki żarcik, ale i tak rzecz sprowadza do wyegzekwowania wydanego orzeczenia. Dawniej sprawa była prosta. Jeśli szlachcic miał spór z sąsiadem, szedł do sądu po wyrok, a jak już miał papier w ręku, zwoływał znajomych, rodzinę, sąsiadów i kogo tam jeszcze i przy pomocy narzędzi, które każdy szlachetnie urodzony nosił przy boku dokonywał egzekucji orzeczenia sądowego. Proste i skuteczne… Od tego czasu jednak świat się ucywilizował i za czynności egzekucyjne odpowiada komornik, policja czy inne organy państwa. Ale to w sporach między „osobami fizycznymi”, czy też „zwykłymi ludźmi”. A między samymi „organami”? Tu sprawa się komplikuje. Bo jeśli organy wykonawcze są w ręku jednej opcji politycznej, a trybunały „trzymają” oponenci, to mamy sytuację, którą najlepiej ilustruje słynna sentencja z „Misia” niezapomnianego Stanisława Barei. „Ja tutaj jestem kierownikiem tej szatni! Nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi?”
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze