Minął czas obietnic, zaczęło się życie. Również w naszym pięknym mieście. Wprawdzie siłą rozpędu świeżo wybrani posłowie jeszcze budują nam drogę szybkiego ruchu S 10, połączenie kolejowe z Modlinem, obwodnicę… Ale powoli te głosy będą się wyciszać. Co nie znaczy, że zapadniemy w stan hibernacji. Pomysłom wyborczym towarzyszą bowiem inicjatywy lokalne. Ostatnio Pracownia Miast. Wcześniej zagospodarowywaliśmy Nowy Rynek, Stary Rynek, ożywialiśmy Tumską… Teraz równie ważne tematy. Rewitalizacja centrum. Jakie powinno być, żeby jak najlepiej służyło miastu i mieszkańcom? Jak zatrzymać młodych w mieście? Płock 2030 – jakiego miasta chcemy za 15 lat? Same ważne pytania… Tylko kto ma dość kompetencji, by udzielić na nie odpowiedzi? I wystarczającą moc sprawczą, by te odpowiedzi „stały się ciałem”? Owszem, urzędnicy mogą stworzyć koncepcję, poprzedzoną szeroką debatą społeczną, rzecz jasna, następnie wprowadzić wypracowane tą metodą rozwiązania w czyn i…
I wyjdzie tak, jak z Tumską! Przed modernizacją jakieś życie się na ulicy tliło. Po remoncie, który zamienił żywą tkankę miejską, tworzoną latami, można by rzec, siłami natury, w kamienno – marmurowo – żelazną pustynię, na lata skutecznie odstraszono płocczan od kontaktów z tym miejscem. Życie nocne (i dzienne poniekąd też) kwitnie na sąsiedniej Grodzkiej i Starym Rynku. Głównie dzięki inwencji prywatnych przedsiębiorców, którzy otwierają tam restauracje, kluby, pizzerie, dbają by coś się w nich działo… Przez cały rok! Przecież trzeba zarabiać na życie… Cóż, jako zdeklarowany liberał (konserwatywny, nie postępowy), niezłomnie wierzę w ludzką inwencję twórczą, pomysłowość, przedsiębiorczość… Mowa o przedsiębiorczości prywatnej oczywiście. Zupełnie natomiast nie mam przekonania do biurokracji. Nie wierzę w urzędnika i urząd jako taki! Owszem, zupełnie bez biurokracji świat współczesny obyć się nie może. Skrajny indywidualizm był możliwy, być może, u zarania ludzkości. Teraz są rzeczy, które musimy robić wspólnie. Najlepiej, by była to wspólnota dobrowolna, działanie wolnych obywateli dla dobra zbiorowości. Czasem jednak potrzebny jest przymus. Ulicę w mieście trzeba zbudować i utrzymywać w stanie używalności „pod przymusem”. Wiejską drogę do kilku gospodarstw można zrobić, jak to się drzewiej mówiło, w czynie społecznym… Spór o granice tego podziału towarzyszy ludzkości od zawsze i trudno się spodziewać, by kiedykolwiek doczekał się ostatecznego rozstrzygnięcia…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze