To już ostatni felieton przed wyborami! Najnowszy sondaż pokazuje, że będziemy mieli parlament sześciopartyjny. Bez Nowoczesnej, ze Zjednoczoną Lewicą, KORWIN – em i PSL – em na granicy progu. Czyli mogą zostać tylko trzy… A biorąc pod uwagę wysoce prawdopodobne przejęcie bezpartyjnych posłów z listy komitetu Kukiz’15 przez jedno z wiodących ugrupowań, albo dwa po trochu, możemy prognozować, że wkrótce po wyborach w parlamencie będziemy mieć model amerykański, dwupartyjny! Nie jest to zły wzór, hasło „drugiej Ameryki” nie brzmi mniej optymistycznie niż „druga Polska”, „druga Japonia” czy „druga Irlandia”. Albo i „Budapeszt nad Wisłą” (uwaga dzieciaki, to nie jest cytat z podręcznika do geografii!). Ale to mniej prawdopodobny scenariusz. „Peesel” jak zawsze pokona poprzeczkę, choćby mocno drgała po zahaczeniu. Czyli wszystko zostanie po staremu, choć w nowych dekoracjach. Już pisałem, jak mi się wydaje, na tych łamach, że prawdziwa zmiana na naszej scenie politycznej polegałaby na tym, że do parlamentu nie dostanie się Związek Zawodowy Działaczy Chłopskich, czyli PSL właśnie! Ta zmiana promieniowałaby na cały kraj. Skończyłoby się obsadzanie swoimi stołków na szczeblu województwa (wyjąwszy instytucje kontrolowane przez urzędy marszałkowskie), a z czasem i te na poszczególnych szczeblach samorządowych (wybory dopiero za trzy lata, ale warto byłoby poczekać)…
Nie ma natomiast żadnych szans na zmianę pokoleniową, niezależnie od tego, jak się wybory zakończą i kto w ich następstwie będzie rządził. Władza, ta prawdziwa, trafi w ręce świetnie nam znanych starych wyjadaczy. Przywódcy obu wiodących na scenie politycznej ugrupowań mają dziś pozycję niepodważalną, a jeśli po wyborczej porażce nastąpi zmiana lider partii dziś rządzącej, to rola ta nie przypadnie w udziale człowiekowi z pokolenia czterdziestolatków. Nie widać w nich osobowości, młodych talentów zdolnych do skutecznej walki o przywództwo. Na dobrowolną abdykację „starych” też trudno liczyć. Nawet jeśli wykonują posunięcia taktyczne, delegując na młodsze panie obowiązki bycia „twarzą” kampanii wyborczej. A w przypadku lidera największej partii opozycyjnej może i szefa przyszłego rządu. Nie wydaje się bowiem, by przyszła pani premier miała pełną swobodę w kształtowaniu składu owego rządu i kierowania nim w zgodzie z własnymi pomysłami. Trzeba się pogodzić z faktem, że prawdziwą zmianę pokoleniową mamy w pałacu przy Krakowskim Przedmieściu. W Alejach Ujazdowskich sprawy potoczą się zgodnie z maksymą „czasem trzeba wiele zmienić, by wszystko zostało po staremu”…
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze