Reklama

Felieton - Jerzy Ogonowski

13/10/2015 12:54

Czym żyje kibic przed ostatnią kolejką eliminacji? Zależy od sytuacji w tabeli… Polski kibic zazwyczaj przewagami przodków, bo aktualna reprezentacja mecz kończący eliminacje rozgrywa o honor. Ale nie tym razem. Gramy o awans! Co więcej, nie musimy nawet wygrać. Wystarczy „zwycięski remis”! Byłoby ironią losu, gdyby padł remis oznaczający porażkę, na przykład dwa do dwóch… Szanowny Czytelnik weźmie ten numer Tygodnika do ręki, znając już wynik. Jaki by on nie był, drużyna pozostanie w grze. Co najwyżej będzie trzeba rozegrać baraż. Co ciekawsze, ten optymistyczny scenariusz zawdzięczamy nie tyle nadzwyczajnym postępom naszych „orłów”, co niezwykłej zupełnie u tej nacji skłonności naszych zachodnich sąsiadów do rozdawania prezentów na lewo i na prawo. Trafiło się i nam… Te trzy bezcenne punkty „ustawiły eliminacje”, jak zwykli mawiać polscy szkoleniowcy, kiedy ich zespół straci bramkę na początku meczu. Nasi poczuli się mocni i nie zmieniły tego nastawienia nawet kolejne remisy z zespołami klasy nader przeciętnej. Drużyna okrzepła, nabrała solidności, dzięki czemu nie przytrafiły jej się wpadki ze słabymi Gruzinami czy Gibraltarem.
Takimi to małymi radościami żyje dziś polski kibic! Małymi? Cóż, młodzi tego nie pamiętają, ale zdarzyła się w naszej futbolowej historii dekada przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, kiedy to walczyliśmy o zupełnie inne cele! To se ne vrati – jak mówią nasi sąsiedzi z południa. Zresztą oni też żyją głównie wspomnieniami z czasów, kiedy byli najlepsi w Europie. Teraz awansowali…. Gdyby naszym się nie udało, byłaby to prawdziwa katastrofa. Nie znaleźć się w turnieju, do którego kwalifikuje się niemal połowa kontynentalnych reprezentacji? I to wtedy, gdy los robi wszystko, by naszych wesprzeć w ich nieudolnych wysiłkach? Nieudolność to określenie, które ciśnie mi się na usta, kiedy przychodzi komentować „wyczyny” naszych artystów futbolu. Reprezentacja Polski, w której nie brak przecież graczy z „nazwiskami”, ogranych w najsilniejszych europejskich ligach, na boisku sprawia wrażenie zlepku cokolwiek zestresowanych młodzieńców, którzy nie są w stanie skoncentrować się na tyle, by rozegrać dziewięćdziesiąt minut bez kompromitujących wpadek. Niezależnie od klasy przeciwnika. Na dodatek każda taka wpadka wytrąca ich z równowagi na długie minuty, a z letargu budzą się dopiero pod presją końcowego gwizdka sędziego, obwieszczającego kolejną katastrofę. Na szczęście w tych eliminacjach los był w takich chwilach łaskawy. Ale co będzie, jeśli Panu Bogu się znudzi i pomocnej dłoni nie wyciągnie?

Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości