Ten tekst właściwie powinien się ukazać pod pseudonimem. Temat jest bowiem cokolwiek niebezpieczny. Na razie jestem w drugiej linijce i nie bardzo potrafię przewidzieć, dokąd mnie myśl lotna poprowadzi. Zamierzam bowiem pisać o imigrantach. Dla mojego pokolenia to temat cokolwiek abstrakcyjny. Urodziłem się kilkanaście lat po wojnie, dorastałem i żyję do tej pory w kraju narodowościowo jednolitym… Doświadczenia z kulturową odrębnością jakieś tam posiadam. W dzieciństwie byli to Cyganie (dziś Romowie), na studiach Arabowie, Azjaci i Murzyni (dziś Afro… No, właśnie! Co? Nie Afroamerykanie, bo ci ludzie z Ameryką nic wspólnego nie mieli). Wszystko to byli obywatele zaprzyjaźnionych krajów, budujących socjalizm arabski, czy jakiś inny. Oczywiście z obecnością tych grup wiązały się określone problemy i emocje, ale w porównaniu z tym, co ewentualnie nas obecnie czeka to był mały Pikuś.
Teraz grozi nam napływ elementu nie dość, że kulturowo obcego, to wyznającego, a co najmniej wzbudzającego takie podejrzenie, religię usposobioną wrogo do wszystkich, którzy tego wyznania nie podzielają. Opowieści o pokojowym przesłaniu Koranu i życzliwym dla świata nastawieniu jego wyznawców to oczywiście bajki. Na dodatek światopogląd ów znalazł narzędzie, które umożliwia skuteczne wprowadzanie w czyn zaleceń w owej księdze zawartych, w postaci struktury politycznej i militarnej – Państwa Islamskiego. Toteż wskazana jest daleko posunięta ostrożność w składaniu jakichkolwiek deklaracji w tej sprawie, nie mówiąc już o działaniach. Oczywiście trzeba pamiętać o tym, że i Polacy kiedyś zmuszeni byli szukać miejsca do życia poza własnym krajem, ale i o tym, że nie jechaliśmy do tych krajów, by ich obywateli „przekonywać” do przyjęcia naszego światopoglądu. Zwłaszcza za pomocą maczety, karabinu czy ładunku wybuchowego…
Nie powinno więc być mowy o bezwarunkowej zgodzie na jakieś „kwoty” czy inne łatwe rozwiązania tego typu. Musimy niestety wiedzieć kogo przyjmujemy! Odpowiednie służby muszą „prześwietlić” każdego kandydata do skorzystania z naszej gościnności. Wiem, że to piekielnie trudne, zwłaszcza biorąc pod uwagę jakość naszych służb specjalnych. Ale ludzie, którzy będą w tej sprawie podejmować decyzje powinni mieć absolutną pewność, że dochowali wszelkiej staranności, by Polaków przed zagrożeniem, dobrze przecież znanym, uchronić. Doświadczenia innych krajów powinny im pomóc. Istnieje absolutna konieczność, by tym razem uczyć się na cudzych błędach…
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze