Kiedyś Kisiel wygłosił słynną sentencję: socjalizm polega na bohaterskim pokonywaniu trudności, które nie występują w żadnym innym ustroju. Słowem: ów przodujący system dzielnie zmagał się z problemami, które sam uprzednio stworzył. Czemu przypominam tę jakże celną charakterystykę ustroju słusznie minionego? Cóż, historia lubi się powtarzać. A złośliwi powiadają, że powtarza się jako farsa… Jeśli Szanowni Czytelnicy śledzą wydarzenia na naszej „scenie politycznej” (z powodu afrykańskich upałów nie jest to zajęcie specjalnie sympatyczne), to zapewne zauważyli, że jednym z głównych motywów przewijających się w wypowiedziach ludzi władzy i wspierających ją „elit” jest właśnie bohaterska walka z „Polską w ruinie”. W czym podobieństwo z przytoczonym wyżej przypadkiem? Ano w tym, że owa „diagnoza” to dzieło tejże władzy i owych „elit” właśnie! Pojawiła się w kampanii prezydenckiej i jest wciąż eksploatowana i twórczo rozwijana (choćby w Internecie). Przypisano owo stwierdzenie obecnemu prezydentowi i, siłą rozpędu niejako, jego zapleczu politycznemu. Tymczasem takie hasło w kampanii prezydenckiej po stronie kandydata opozycji się nie pojawiło. Owszem, mówił o konieczności zmian, reform w różnych dziedzinach, czy wręcz naprawy Rzeczpospolitej. Ale nigdy o potrzebie dźwignięcia kraju z ruin!
Kto wymyślił to hasło? Trudno dziś dociec. Jeśli jakiś spec od „pijaru”, to wypada mu pogratulować. Jego dzieło weszło do języka polityki jako kluczowy motyw drugiej już kampanii wyborczej. I trzeba jasno powiedzieć, że oponenci nie znaleźli nań, jak do tej pory, żadnego skutecznego antidotum. Albo go nie dość intensywnie poszukują, co uznałbym za gruby błąd, albo jest to zadanie przerastające pomysłowość ich najlepszych speców od marketingu politycznego. Ale powinni konsekwentnie próbować. Może w odpowiedzi na obrazki w sieci pokazujące efektowne, wzniesione przy udziale pieniędzy unijnych obiekty, pokazać dla kontrastu inne, materialne (zalane metro, spalony most), albo niematerialne (monstrualny dług publiczny, kolejki do lekarzy specjalistów)? W każdym razie nie wolno odpuszczać, bo to wszak „kręgosłup” kampanii wyborczej partii rządzącej. To oczywiście na poziomie żartu. Nie najwyższego lotu, bo wymyślonego na poczekaniu. Ale tłumaczenie na serio, że między ruiną, a budowlą, która w wielu elementach wymaga udoskonalenia, poprawek czy nawet poważnego remontu jest zasadnicza różnica, dla znacznych grup „elektoratu” może być mało przekonujące. Mądrość ludowa powiada wszak, że tylko winny się tłumaczy…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze