Dużo dzieje się na scenie politycznej. Mimo wakacji. Powstają nowe partie i „ruchy”. Najwięcej emocji towarzyszy oczywiście narodzinom formacji sygnowanej nazwiskiem Pawła Kukiza. Gdyby udało się jej osiągnąć w wyborach parlamentarnych wynik zbliżony do rezultatu patrona z wyborów prezydenckich, oznaczałoby to „rozbetonowanie” sceny politycznej. Działania zmierzające do wprowadzenia do gry nowej siły politycznej oczywiście trwają. W naszym pięknym mieście też. Miałem okazję obserwować spotkanie w celu… Cóż, nie bardzo potrafię precyzyjnie odpowiedzieć na pytanie, w jakim celu zwołano to zgromadzenie. Co więcej, obawiam się, że organizatorzy również nie do końca wiedzieli… Próbowano powołać (bo słowo „wybrać” nie byłoby tu właściwe, jako że kojarzy się z głosowaniem, a nic takiego się nie wydarzyło) różne osoby i grupy osób w bliżej niesprecyzowanym celu (kontakty z centralą, przekazywanie informacji, koordynowanie działań?). Długo trwały słowne przepychanki, nikt nie panował nad zgromadzeniem, było dużo emocji… W efekcie mniej więcej połowa uczestników spotkania opuściła salę przed czasem.
Słowem: doskonała ilustracja działania demokracji bezpośredniej. Tak musi być, ale jeśli całe przedsięwzięcie ma się zakończyć sukcesem, trzeba nad tym chaosem panować od początku. Wprawdzie odsetek „elektoratu” uczestniczący w takich spotkaniach jest niewielki, ale wieści pocztą pantoflową szybko się rozchodzą, wyrządzając niepowetowane szkody wizerunkowe. Zawsze na pierwszym spotkaniu musi być osoba, która dokładnie wie, co chce osiągnąć. Drogi do celu mogą być różne. W przypadku wyborów personalnych można od razu wdrożyć procedurę demokratyczną, od powołania komisji skrutacyjnej, zgłaszania kandydatów po głosowanie. Ale można też forsować wcześniej przygotowanych kandydatów albo ochotników spośród zebranych. W tym wypadku trzeba obiecać, że po pewnym czasie odbędą się wybory zgodnie z zasadami obowiązującymi w systemach demokratycznych. Koncepcja „struktury bez struktur” w praktyce rzadko się sprawdza. O ile w ogóle…
Ja, jak Szanownym Czytelnikom dobrze wiadomo, nie jestem miłośnikiem demokracji. A już w żadnym wypadku demokracji rozpasanej. Szczególnie w sytuacji, kiedy nowa formacja usiłuje wejść na rynek polityki, stanowiąc przy tym zagrożenie, niekiedy bez przesady można dodać przymiotnik „śmiertelne” dla podmiotów już istniejących. Staje się ona obiektem bezpardonowych ataków w obronie istniejącego porządku i musi być naprawdę „silna i zwarta”. I oczywiście „gotowa na wszystko”…
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze