Rozpocznę od cytatu. Obszernego… Bo w zasadzie sam cytowany powyborczy wpis na Facebooku sławnej aktorki, właścicielki dwóch warszawskich teatrów, wystarczyłby za cały felieton. Jeśli dodam komentarz, to tylko z obawy, że Redaktor Naczelny mógłby mi odmówić wypłaty wierszówki… W końcu umawialiśmy się na pisanie felietonów, a nie kopiowanie cudzych tekstów!
Zatem do rzeczy! „Nie chcę zmian, nie chcę rewolucji… Niech wszystko rozwija się i kwitnie tak jak przez ostatnie 25 lat i niech nikt temu nie przeszkadza. Tylko raz zakłócono swobodny bieg wydarzeń i spraw, podczas dwuletniego panowania PiS. Nie chcę powrotu.” I teraz uwaga! „Wtedy co prawda stworzyłam fundację i teatr, bez niczyjej zresztą pomocy (oprócz Waldemara Dąbrowskiego, ówczesnego Ministra Kultury i Sztuki), sama, nikt mi nie pomógł z władz, ale trzeba przyznać – i nie przeszkodził. Potem raz (!) chcieli mi zdjąć ze sceny sztukę… o przyjaźni geja z dziadkiem z Radia Maryja. Nie zdjęłam. Kazali mi więc oddać te kilka złotych, które mi niby (?) do tej produkcji dodali. Zwróciłam. Boję się, że gdyby wygrał PiS, awangarda może się pakować, aktorzy zakrywać golizny, język ugrzeczniać, sprawy krystalizować w stronę prawą, jedyną słuszną. A na dzikość i wolność serca i umysłu trzeba by wziąć leki uspokajające i na przeczekanie.”
To tyle gwiazda. Kombatantka zmagań ze Straszliwym Kaczorem i ofiara pisowskich prześladowań in spe… Współczuję i nie dziwię się, że się boi. Po takiej, słusznie minionej i krótkotrwałej na szczęście traumie... Tylko ówczesny minister raczył się zaangażować w pomoc przy „stworzeniu fundacji i teatru”. Zgroza! W prywatny biznes gwiazdy tego kalibru powinien był się czynnie zaangażować rząd z premierem na czele, Sejm, Senat i kilka instytucji, których z braku miejsca tu nie wymienię, za co serdecznie przepraszam! A tu żaden z wymienionych organów władzy palcem nie kiwnął. A tylko, o ironio, „nie przeszkodził”! Za to po udanym starcie przedsięwzięcia od razu kłody pod nogi! Raz „chcieli zdjąć sztukę ze sceny”… Nie wiemy niestety, w jakiej formie to „chcenie” zostało wyrażone, ale musiała to być forma stanowcza, bowiem po odmowie właścicielki represje się nasiliły. „Kazali… oddać te kilka złotych, które mi niby… dodali”. Żenada! Nie dość, że dali kilka złotych (do całości czy do każdego biletu?), to dali na niby, a oddać trzeba było naprawdę! Na przyszłość radzę w takich przypadkach odpowiadać cytatem ze znanego skeczu: „te kilka złotych to sobie pan minister może wsadzić tam, gdzie pan może pana majstra w d… pocałować”! A tak na marginesie, lepiej kiedy „autorytety lecą Wyborczą”. Bo jak zaczynają mówić „od siebie”, to trudno uciec od pytania o kryteria przynależności do tej „klasy”…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze