Reklama

Felieton - Jerzy Ogonowski

20/09/2017 13:48

PiSlamiści, lewackie kreatury, POpaprańcy, ubeckie kreatury, kaczy grody, gorszy sort, mentalne wieśniaki, PiSdzielcy, lemmingi, złodzieje, feminazistki, żydokomuna... Pewna artystka nagrała film „Mów do mnie Polsko, mów”, w którym z ust znanego aktora padają powyższe słowa. Faktycznie, nie żałujemy sobie w tak zwanej debacie publicznej, w mediach, w kinie, teatrze ani w prywatnych rozmowach toczonych w większym i mniejszym gronie. Obrzucają się błotem politycy, nie przebierają w słowach niektórzy dziennikarze czy celebryci. Przejmują ten „zwyczaj” tak zwani zwykli ludzie. W tle, jak widać po przytoczonym zestawie „wyrazów”, spory polityczne i światopoglądowe. Oczywiście spory były, są i będą. I nie da się w nich uniknąć ostrych sformułowań. Jednak nawet ja jeszcze pamiętam, że kiedyś w przestrzeni publicznej przynajmniej obowiązywały wyraźne granice. W mediach nie używało się słów „powszechnie uznawanych za obelżywe”, a jeśli już takie się pojawiały, to domyślnie, pierwsza litera i kropki… Nawet poczciwa dupa mogła się pojawić w druku jako d…, ostatecznie w co bardziej „postępowych” d... a. W kwestiach mówionych w takich sytuacjach pojawiało się charakterystyczne „piiii”. Dziś nikt sobie takimi, przepraszam za słowo, duperelami nie zawraca głowy!
Ba, nawet ksiądz sobie nierzadko pofolguje, o czym mogliśmy się przekonać „nausznie”, oglądając fragmenty nagrań ze słynnej restauracji „Sowa i przyjaciele” z udziałem pewnego znanego księdza, o którym zresztą niektóre media piszą: „Kazimierz S. ksywka ksiądz” … Jak rozmawia młodzież, lepiej nie wspominać! Choć trudno się powstrzymać, gdy człowiek słyszy z ust nieletniej uczennicy okrzyk „a ch… jej w d...”. I to w miejscu jak najbardziej publicznym. W jej naturalnym środowisku!
Po co ja to właściwie piszę? Szczerze mówiąc, nie wiem! Chyba się po prostu starzeję… Nie podoba mi się ten świat bez zahamowań, świat wulgarnych dzieci, młodzieży i kobiet (o „facetach” nie wspominam, bo im jakby zawsze było więcej wolno w „tym temacie”), ale cóż z tego? Nie mam choćby cienia pomysłu na to, jak tę falę brudu powstrzymać, czy choćby odrobinę spowolnić jej bieg. Apelowanie do osób publicznych o opamiętanie się, do polityków, by postawili zdecydowaną tamę prawną, do rodziców, by lepiej wychowywali swoje pociechy? Z wiekiem coraz mniej wierzę w skuteczność takich środków. Tym bardziej, że nie widać, by ktoś na serio podejmował jakiekolwiek wysiłki w tym kierunku. Przeciwnie, wydaje mi się, że skapitulowali rodzice, nauczyciele, dziennikarze, artyści, politycy… Słowem, wszyscy mający wpływ na kształtowanie obyczajów zarówno w sferze publicznej, jak i prywatnej! W takich sytuacjach mówi się, że ostatnia nadzieja w młodych, że to oni jak dorosną i wezmą sprawy w swoje ręce, zmienią ten świat! Cóż, pewnie zmienią… Ale czy w omawianej kwestii będzie to zmiana na lepsze? Prawdę powiedziawszy, „przypuszczam, że wątpię” …

Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości