PiSlamiści, lewackie kreatury, POpaprańcy, ubeckie kreatury, kaczy grody, gorszy sort, mentalne wieśniaki, PiSdzielcy, lemmingi, złodzieje, feminazistki, żydokomuna... Pewna artystka nagrała film „Mów do mnie Polsko, mów”, w którym z ust znanego aktora padają powyższe słowa. Faktycznie, nie żałujemy sobie w tak zwanej debacie publicznej, w mediach, w kinie, teatrze ani w prywatnych rozmowach toczonych w większym i mniejszym gronie. Obrzucają się błotem politycy, nie przebierają w słowach niektórzy dziennikarze czy celebryci. Przejmują ten „zwyczaj” tak zwani zwykli ludzie. W tle, jak widać po przytoczonym zestawie „wyrazów”, spory polityczne i światopoglądowe. Oczywiście spory były, są i będą. I nie da się w nich uniknąć ostrych sformułowań. Jednak nawet ja jeszcze pamiętam, że kiedyś w przestrzeni publicznej przynajmniej obowiązywały wyraźne granice. W mediach nie używało się słów „powszechnie uznawanych za obelżywe”, a jeśli już takie się pojawiały, to domyślnie, pierwsza litera i kropki… Nawet poczciwa dupa mogła się pojawić w druku jako d…, ostatecznie w co bardziej „postępowych” d... a. W kwestiach mówionych w takich sytuacjach pojawiało się charakterystyczne „piiii”. Dziś nikt sobie takimi, przepraszam za słowo, duperelami nie zawraca głowy!
Ba, nawet ksiądz sobie nierzadko pofolguje, o czym mogliśmy się przekonać „nausznie”, oglądając fragmenty nagrań ze słynnej restauracji „Sowa i przyjaciele” z udziałem pewnego znanego księdza, o którym zresztą niektóre media piszą: „Kazimierz S. ksywka ksiądz” … Jak rozmawia młodzież, lepiej nie wspominać! Choć trudno się powstrzymać, gdy człowiek słyszy z ust nieletniej uczennicy okrzyk „a ch… jej w d...”. I to w miejscu jak najbardziej publicznym. W jej naturalnym środowisku!
Po co ja to właściwie piszę? Szczerze mówiąc, nie wiem! Chyba się po prostu starzeję… Nie podoba mi się ten świat bez zahamowań, świat wulgarnych dzieci, młodzieży i kobiet (o „facetach” nie wspominam, bo im jakby zawsze było więcej wolno w „tym temacie”), ale cóż z tego? Nie mam choćby cienia pomysłu na to, jak tę falę brudu powstrzymać, czy choćby odrobinę spowolnić jej bieg. Apelowanie do osób publicznych o opamiętanie się, do polityków, by postawili zdecydowaną tamę prawną, do rodziców, by lepiej wychowywali swoje pociechy? Z wiekiem coraz mniej wierzę w skuteczność takich środków. Tym bardziej, że nie widać, by ktoś na serio podejmował jakiekolwiek wysiłki w tym kierunku. Przeciwnie, wydaje mi się, że skapitulowali rodzice, nauczyciele, dziennikarze, artyści, politycy… Słowem, wszyscy mający wpływ na kształtowanie obyczajów zarówno w sferze publicznej, jak i prywatnej! W takich sytuacjach mówi się, że ostatnia nadzieja w młodych, że to oni jak dorosną i wezmą sprawy w swoje ręce, zmienią ten świat! Cóż, pewnie zmienią… Ale czy w omawianej kwestii będzie to zmiana na lepsze? Prawdę powiedziawszy, „przypuszczam, że wątpię” …
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze