Przed tygodniem na tym miejscu gościła polityka światowa. Dziś wracamy na nasze podwórko. Tak się bowiem składa, że w ostatnim tygodniu najciekawsze rzeczy dzieją się w miastach. Zacząć wypada od najważniejszego miasta w Polsce, czyli od stolicy. Od dziesięciu nieomal lat rządy w mieście sprawuje Pani Prezydent, zwana pieszczotliwie „bufetową”. Nie bardzo umiem powiedzieć, skąd wzięło się to określenie, ale kojarzy się z takimi mądrościami ludowymi, jak „sprzedać spod bufetu”, czy „oprzeć sprawę o bufet”. Nie przynoszą one chwały osobie, do której się odnoszą. Wprawdzie Pani Prezydent odżegnuje się od odpowiedzialności za tak zwaną aferę reprywatyzacyjną, obarczając winą urzędników ratusza, ale… Nie wspomina przy tym, że sama, a dokładnie mówiąc jej mąż, jest jednym z beneficjentów owego procederu, jako współwłaściciel kamienicy, którą jego krewny „odzyskał” w co najmniej niejasnych okolicznościach. I trudno za dobrą monetę przyjąć tłumaczenia, że nie udowodniono mu działania niezgodnego z prawem, gdyż dokumenty świadczące o nielegalnych poczynaniach owego krewnego w tej sprawie zaginęły. Wystarczy samo podejrzenie, że takie dokumenty istniały. Prezydent miasta musi bowiem być jak żona Cezara, poza wszelkimi podejrzeniami!
W naszym pięknym mieście też mamy kontrowersyjną sprawę, budzącą emocje mieszkańców. Mam na myśli pomysł zaciągnięcia kredytu bankowego w wysokości stu pięćdziesięciu milionów złotych. Kwota dla przeciętnego obywatela ogromna. A przecież miast już ma długi przekraczające pół miliarda złotych! Władza tłumaczy ten pomysł chęcią wykorzystania na inwestycje środków unijnych, wymagających wkładu własnego, który między innymi w ten sposób byłby sfinansowany. Mają to być, według urzędników ratuszowych, „ważne prorozwojowe przedsięwzięcia”. Padają przy tym przykłady obwodnicy, modernizacji nabrzeża wiślanego, czy rewitalizacji starówki. Niewątpliwie piękne kamieniczki na starówce czy nadwiślańskie bulwary cieszyć będą oko mieszkańca naszego grodu, a wyprowadzenie ruchu pojazdów, zwłaszcza tych najcięższych, poza centrum miasta pozytywnie wpłynie na stan jego układu oddechowego, ale czy te wszystkie atrakcje przyczynią się do rozwoju gospodarczego miasta? Przybędzie nowych miejsc pracy? Pojawią się inwestorzy zagraniczni, czy też ci z innych miejsc naszego pięknego kraju? A może wzrośnie znacząco przedsiębiorczość mieszkańców Płocka? Bo tak chyba powinny wyglądać działania prorozwojowe, nieprawdaż? Jak już zaciągać kredyt, to byłoby miło w efekcie zarobić przynajmniej na jego spłatę…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze