Pan Zdzisław odwoził rano wnuczkę do szkoły. Obok niego na fotelu pasażera siedziała synowa, matka dziewczynki. Był typowy jesienny zamglony poranek i nic nie zapowiadało tego, co za chwilę się zdarzyło. A zdarzył się wypadek, który na kilka lat zakłócił spokój rodziny pana Zdzisława. Policja ustaliła, że to poszkodowany jest winien zajścia, a on walczy o potwierdzenie swojej wersji, zwłaszcza że sąd nakazał uchylić postanowienie o umorzeniu i sprawa została przekazana do oceny biegłemu. Rogozino to niewielka miejscowość, gdzie prawie każdy zna każdego. Wszyscy wiedzą, kto jest dobry, kto zły, kto bogaty, a kto biedny, kto ma wpływy i znajomości, kogo łatwo zastraszyć, a kto się nie da. W podobnej wielkości miejscowościach zwykle trudno jest ustalić prawdę. Zazwyczaj rację ma ten, kto ma władzę. 22 października 2013 roku o godz. 8.20 pan Zdzisław jak co rano od początku roku szkolnego wiózł swoim VW Golfem wnuczkę do szkoły. Jechał spokojnie, wolno. Z ul Mazowieckiej skręcił w ul. Wiejską i za chwilę miał skręcić w ul. Wiosenną. Tuż za nim jechał równie wolno inny samochód, prowadzony przez bezpośredniego świadka zdarzenia. Kiedy nasz czytelnik podjechał do środka jezdni, jednocześnie włączając kierunkowskaz, nagle z ul Mazowieckiej, z dużą prędkością i z wielkim hukiem, w ul. Wiejską wjechało BMW, jak się później okazało, kierowane przez młodego kierowcę nieposiadającego uprawnień do prowadzenia pojazdów mechanicznych. Na miejscu stwierdzono, że samochód był testowany przed sprzedażą i kierujący chciał udowodnić, jak ogromne możliwości ma pojazd. Jadące z hukiem BMW wyminęło auto świadka, całkowicie zagłuszając rykiem pracę silnika i wciąż z dużą prędkością jechało prosto ul. Wiejską. Kierowca nie spodziewał się, że na środku stoi gotowy do skrętu w lewo samochód pana Zdzisława. BMW uderzyło w stojącego na środku ulicy VW Golfa. Huk był ogromny. Golf zatańczył na ulicy, obrócił się o 180 st. i zatrzymał nad rowem. Po kilku minutach oszołomiony pan Zdzisław wysiadł z trudem z auta, nie wiedząc do końca, co się stało. Zobaczył tylko samochód świadka, który jakby zastygł z wrażenia i BMW, które zatrzymało się w rowie. Dziś nie wie, jak to możliwe, ale od razu podszedł do auta i poprosił kierującą o dane osobowe, bo zdawał sobie sprawę, że to ta osoba będzie najważniejszym świadkiem zdarzenia.
Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze