Reklama

Echa wypadku w Rogozinie

08/12/2015 11:19
Pan Zdzisław odwoził rano wnuczkę do szkoły. Obok niego na fotelu pasażera siedziała synowa, matka dziewczynki. Był typowy jesienny zamglony poranek i nic nie zapowiadało tego, co za chwilę się zdarzyło. A zdarzył się wypadek, który na kilka lat zakłócił spokój rodziny pana Zdzisława. Policja ustaliła, że to poszkodowany jest winien zajścia, a on walczy o potwierdzenie swojej wersji, zwłaszcza że sąd nakazał uchylić postanowienie o umorzeniu i sprawa została przekazana do oceny biegłemu.
Rogozino to niewielka miejscowość, gdzie prawie każdy zna każdego. Wszyscy wiedzą, kto jest dobry, kto zły, kto bogaty, a kto biedny, kto ma wpływy i znajomości, kogo łatwo zastraszyć, a kto się nie da. W podobnej wielkości miejscowościach zwykle trudno jest ustalić prawdę. Zazwyczaj rację ma ten, kto ma władzę.
22 października 2013 roku o godz. 8.20 pan Zdzisław jak co rano od początku roku szkolnego wiózł swoim VW Golfem wnuczkę do szkoły. Jechał spokojnie, wolno. Z ul Mazowieckiej skręcił w ul. Wiejską i za chwilę miał skręcić w ul. Wiosenną. Tuż za nim jechał równie wolno inny samochód, prowadzony przez bezpośredniego świadka zdarzenia.
Kiedy nasz czytelnik podjechał do środka jezdni, jednocześnie włączając kierunkowskaz, nagle z ul Mazowieckiej, z dużą prędkością i z wielkim hukiem, w ul. Wiejską wjechało BMW, jak się później okazało, kierowane przez młodego kierowcę nieposiadającego uprawnień do prowadzenia pojazdów mechanicznych. Na miejscu stwierdzono, że samochód był testowany przed sprzedażą i kierujący chciał udowodnić, jak ogromne możliwości ma pojazd.
Jadące z hukiem BMW wyminęło auto świadka, całkowicie zagłuszając rykiem pracę silnika i wciąż z dużą prędkością jechało prosto ul. Wiejską. Kierowca nie spodziewał się, że na środku stoi gotowy do skrętu w lewo samochód pana Zdzisława. BMW uderzyło w stojącego na środku ulicy VW Golfa. Huk był ogromny. Golf zatańczył na ulicy, obrócił się o 180 st. i zatrzymał nad rowem. Po kilku minutach oszołomiony pan Zdzisław wysiadł z trudem z auta, nie wiedząc do końca, co się stało. Zobaczył tylko samochód świadka, który jakby zastygł z wrażenia i BMW, które zatrzymało się w rowie.
Dziś nie wie, jak to możliwe, ale od razu podszedł do auta i poprosił kierującą o dane osobowe, bo zdawał sobie sprawę, że to ta osoba będzie najważniejszym świadkiem zdarzenia.


Jola Marciniak
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości