Jeden z najpiękniejszych literackich opisów Dnia Zadusznego znajdujemy w pierwszym tomie „Chłopów” Reymonta. Genialna powieść czytana była we wrażych czasach PRL-u w całości nawet w klasach matematycznych liceów, obecnie wolne, demokratyczne państwo polskie nie ma nic przeciw, żeby uczniowie przeczytali zaledwie pierwszy z czterech tomów, a mogą też nie czytać wcale. A szkoda, ponieważ w czasach, kiedy ze wszystkich stron zagraża nam banalizacja tego, co ważne i święte, godne szacunku, pielęgnowane od wieków, przypomnienie tamtych zadusznych obyczajów, a przede wszystkim tej niezwykłej, pełnej powagi atmosfery towarzyszącej świętowaniu, mogłoby dać do myślenia młodym, którzy bezmyślnie w tym bardzo nieodpowiednim czasie bawią się w jakieś „halloweeny”, urządzają pokazy horrorów, przebierane maskarady czy zabawy w rodzaju „połowinek” albo „ćwiartek”.
Kiedy rozchodzą się drogi rodziców i dzieci, kiedy szkolny katecheta ma ograniczony wpływ na duchowość dzieci i młodzieży, wielka literatura czytana uważnie i dokładnie, a nie pobieżnie i na wyrywki, nie tylko zresztą na lekcji języka polskiego, ale i na religii, historii, wiedzy o kulturze, mogłaby pokazać młodym należne miejsce tego, co umyka ich uwadze.
Jest to o tyle ważne, że musimy na nowo przemyśleć, na jakim ideale wychowawczym nam zależy. Jaki model wychowania młodego Polaka chcemy w tych liberalnych czasach zrealizować. Czy wyprodukujemy całkowicie oderwanego od fundamentalnych, chrześcijańskich korzeni naszej cywilizacji, zanurzonego w prawidłach kapitalistycznego rynku „pracownika”, oddanego wytwarzaniu i konsumowaniu dóbr materialnych, który jest niezdolny do jakiejkolwiek refleksji na temat spraw tak ważnych jak sens życia czy los pośmiertny? Czy zgodzimy się, aby naszą przestrzeń publiczną, głównie w mediach, w sklepach, w szkole, wypełniły obce naszej tradycji, obrażające przyzwyczajenia starszych „halloweenowe” zwyczaje z gruntu obce naszej kulturze, które to, co święte i poważne, zamieniają w głupkowatą zabawę?
Często się powtarza przy takiej okazji na usprawiedliwienie, że „to tylko zabawa”. W porządku, niech będzie zabawa, ale chodzi o to, że są sprawy, których pod żadnym pozorem w zabawę zamienić nie wolno, właśnie dlatego, że zabawa odbiera im powagę i sens.
Dlatego zaglądam jeszcze raz do pierwszego tomu „Chłopów” i zanurzam się w opisy Dnia Zadusznego. I zdumiewa mnie ta szczególna atmosfera, pełna „bolesnej cichości, która omotała serca”, pełna „cichości rozpamiętywań żałośliwych i wspominek o tych, co już byli odeszli tam, pod te brzozy zawieszone, pod te czarne, pochylone krzyże”. Mieszkańcy Lipiec „wzdychali i podnosili szare, jak ta ziemia, twarze i topili oczy beztrwożne w tajemnicy, i szli spokojnie składać ofiary i pacierze za zmarłych. Wieś była jakby zatopiona w ciężkiej, żałośliwej ciszy”.
A dziś? Czy łatwo zgodzimy się na to, by bezduszna komercja, która chce przy każdej okazji upchnąć swoje tandetne błyskotki, zagłuszyła w nas, a przede wszystkim w naszych dzieciach tę majestatyczną ciszę, z której chcą się przebić do naszych dusz rozbłyski Tajemnicy, bez której jesteśmy puści, zagubieni, narażeni na to, by łatwo było nas uczynić „nawozem historii“
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze