Na początek pozwolę sobie postawić tezę, że z tytułową „dobrą demokracją” jest tak jak z yeti. Mówi się o nim, ale nikt go nie widział… Nieprawda? A jakieś przykłady? Jeden podaje znany Szanownym Czytelnikom publicysta, wdzięczny dostarczyciel tematów do niniejszych felietonów. Pisze bowiem „Teraz mamy drugą wielką szansę, by zbudować w Polsce dobrą demokrację”. A kiedy mieliśmy pierwszą? W osiemdziesiątym dziewiątym roku. „Geremek, Mazowiecki, Kuroń, potem Balcerowicz uważali, że zmieniać trzeba skutecznie i trwale… skutecznie i metodycznie wprowadzili demokratyczne i rynkowe zmiany, które obroniły się nawet przed Kaczyńskim i Ziobrą”. Zaprawdę skuteczne i trwałe były to zmiany! Tylko dlaczego rok później lider tej ekipy, jeden ze współtwórców owego wariantu „dobrej demokracji”, przegrał demokratyczne wybory prezydenckie nie tylko z „charyzmatycznym” przywódcą protestów sierpniowych, ale i egzotycznym przybyszem zza oceanu? A dwa lata później w pierwszych wolnych wyborach parlamentarnych założona przez niego partia, z wyżej wymienionymi politykami, zdobyła „aż” sześćdziesiąt dwa miejsca w Sejmie i dwadzieścia jeden w Senacie?
Ale „przeszłość odkreślamy grubą linią”! Jesteśmy świeżo po wyborach. Pamiętamy co się działo w mediach, w Internecie, na wiecach, marszach, spotkaniach wyborczych… Ciągle jeszcze oglądamy uśmiechnięte twarze kandydatów na bilbordach. I co? Może należałoby „odpersonalizować” wybory i zamiast na osoby głosować po prostu na partie czy koalicje? Głosy przeliczałoby się na mandaty, które partie obsadzałyby swoimi działaczami według uznania. Zatem „listy wyborcze”, nieporównanie krótsze, byłyby ustalane po wyborach. I tyle… W ten sposób powołuje się rząd i nikomu to jakoś nie przeszkadza!
I jeszcze jeden ważny problem. Motywacja! Ciągle słyszymy, że do władzy ludzie idą, żeby się „nachapać”, czyli w wersji cywilizowanej, dla pieniędzy. I „trzymają się stołków”, bo „odcięcie od koryta” to po prostu degradacja materialna. Jak temu zaradzić? Może rozwiązaniem byłaby zasada, że obejmując funkcję polityczną, człowiek
otrzymuje wynagrodzenie takie jak na stanowisku, które zajmował przed wejściem do polityki? Z ewentualną waloryzacją w związku ze wzrostem płac w kraju.
Na koniec problem definicyjny. Demokracja to rządy większości przy poszanowaniu praw mniejszości? „Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne” (Art. 32. 1 Konstytucji RP)! Wszyscy! Nie ma szczególnych praw dla kogokolwiek!
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze