Reklama

Cuda na Jarmarku Tumskim…

28/05/2014 10:41
Salon miasta znów ożył. To jeden z cudów dorocznego, szóstego już Jarmarku Tumskiego. Myszkujących między kramami było wielu i każdy mógł tu znaleźć coś dla siebie. Był nawet meteoryt z Czelabińska i misie maskotki, towarzyszące na ekranie brytyjskiemu komikowi Jasiowi Fasoli. Przy czym chyba największy wybór mieli poszukiwacze specjałów kulinarnych i nalewek, nie brakowało też rękodzieła. Kolekcjonerzy również dopisali.
Płocczanie trochę jednak narzekali, że ceny – jak i meteoryt – prosto z kosmosu. – Za kolczyki 350 zł? – pytały zaskoczone panie przy jednym z kramów. – Ale to jest ręczna robota i wyjątkowa technika. Poza tym gwarantuję, że pani nie znajdzie drugich takich samych – zapewniała sympatyczna artystka z Gdańska. Na Jarmark Tumski przyjechała po raz drugi. Tym razem nie wyjechała z Płocka z torbą pełną pieniędzy. Ale ta torba całkowicie pusta też nie była. Choć oryginalne kolczyki i wisiory nie znalazły nabywców, to wzięcie miały za to zdecydowanie tańsze i bardzo modne ostatnio eleganckie, metalowe zakładki ozdabiane wisiorkami z figurkami kwiatów, kotków czy sów. Można powiedzieć, że to biżuteria… ale dla książek!
Było ich 700,
ale 9 porwał wiatr
W sumie na Jarmarku Tumskim mieliśmy blisko 700 wystawców. Trudno zliczyć, ile osób w ciągu trzech dni odwiedziło ich stragany. Zadania podjęli się członkowie Uhuru Culture. Stanęli w samo południe w niedzielę na początku ul. Tumskiej i przez godzinę liczyli przelewający się tłum. Nie było to proste zadanie, bo na Jarmark Tumski wybierał się cały Płock i okolice. Dodatkowo pogoda dopisała, chociaż sobotni wieczór groził potężną burzą. – Silne podmuchy wiatru zniszczyły 9 namiotów. Część wystawców nawet wcześniej zwinęła stragany, ale generalnie nie można narzekać – dowiadujemy się w sztabie organizacyjnym.
– Nie wiemy jeszcze, jaka dokładnie była w tym roku frekwencja, ale na pewno jesteśmy z niej zadowoleni – podkreśla Paweł Mieszkowicz, pomysłodawca i organizator Jarmarku Tumskiego z ramienia Stowarzyszenia Przyjaciół Muzeum Mazowieckiego. Wszystkie przygotowane kramy zostały zajęte. Nawet te, które udało się w ostatniej chwili uruchomić w Nowym Rynku. – Za udostępnienie miejsca dziękuję zarządowi i członkom Spółdzielni Rzemieślniczej Wielobranżowej. Dzięki nim stanęło dodatkowo około 30 stoisk – tłumaczy organizator.
Bój to był zacięty, a Wisła tylko straszyła
Trzy dni imprezy tradycyjnie podzielone zostały na trzy bloki tematyczne. Pierwszy związany był z historią Płocka i 777. rocznicą lokacji naszego miasta. To z tej okazji prezydent Płocka dostał od kolekcjonerów kilka ciekawych prezentów. Bogdan Kowalczyk z Łódzkiego Stowarzyszenia Kolekcjonerów przekazał certyfikat upamiętniający wydarzenie lokacji Płocka z postacią księcia Konrada Mazowieckiego i widokiem Wzgórza Tumskiego oraz replikę denara Bolesława Chrobrego, na którym po raz pierwszy uwidoczniono nazwę naszego kraju.
Z tego dnia zapamiętamy jeszcze pojedynek przed ratuszem na miecze Marka Owsika (radnego osiedlowego i kierownika artystycznego imprezy) z radnym miejskim Arkadiuszem Iwaniakiem. Bój to był zacięty, w pełnym rynsztunku, w ogromnym upale. Panowie honorowo stanęli na wysokości zadania. A pojedynek zakończył się bez większego uszczerbku na zdrowiu biorących w nich udział. Po ogłoszeniu remisu przez oceniającego walkę Bogdana Kowalczyka panowie uścisnęli swe prawice, co jest pozytywnym prognostykiem na przyszłość.
Niestety, nie udało się w pełni zrealizować w sobotę święta Wisły. Nie przypłynęły na paradę statki. Nie było pokazów ratownictwa wodnego ani zawodów wioślarskich i koncertów szant. Powód? Wysoki stan Wisły i pogotowie przeciwpowodziowe. Ostatecznie okazało się, że rzeka nie wystąpiła z koryta w czasie trwania imprezy, ale lepiej dmuchać na zimne.
A Dzień Wisły i najważniejsze wydarzenie z nim związane, czyli nadanie imienia Stanisława Górnickiego nadwiślańskiemu bulwarowi przesunięte zostały na późniejszy termin.
– Ustalamy termin i szczegóły z prezydentem Płocka. Najprawdopodobniej wydarzenie przeniesiemy w okolice Wianków – mówi Paweł Śliwiński, prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Płocka oraz świeżo wybrany Płocczanin Roku 2014. Na Jarmarku Tumskim przyjmował moc gratulacji, a w dawnym EMPiK-u oprowadzał po wystawie pt. „Ludzie i statki. Historia Płocka Wisłą pisana”. To też tytuł książki, która właśnie została wznowiona. W nowych 500 egzemplarzach znajdziemy dodatkowe 25 stron i niepublikowane dotąd informacje.
– Wspólnie ze Stowarzyszeniem Przyjaciół Muzeum Mazowieckiego wydaliśmy też album „Wiślane bocznokołowce” zawierający 34 sylwetki najsłynniejszych statków wiślanych pływających po płockiej Wiśle. Pokazujemy tu m.in. zdjęcia z lat 30., 60. i 70. – opowiada Paweł Śliwiński. Obydwa wydawnictwa były oczywiście dostępne na stoisku stowarzyszeń.
W trzeci dzień Jarmarku Tumskiego świętowali kolekcjonerzy. Ich rodzina w Płocku znacząco się powiększyła.
– Bardzo się cieszymy, że dołączyło do nas 80 nowych kolekcjonerów, tym razem starych samochodów – mówi Paweł Mieszkowicz. Świetnie zakonserwowane „dziadki”, czyli fiaty 125, maluchy i wartburgi często z łezką w oku oglądaliśmy na parkingu za Antypodkową.
Po jarmarku zostały tylko papierki
Dziś na starówce wszystkie kramy już zwinięte. Po 200 kilogramach krówek zostało parę papierków. – Zostawiliśmy je, bo jest wielu kolekcjonerów, którzy je zbierają. Prześlemy im je niebawem – zaznacza Paweł Mieszkowicz. Czas najwyższy na podsumowania i kolejny jarmarkowy cud. Pieniędzy na imprezę mniej, a impreza równie udana, jeżeli nie lepsza. – To zasługa ludzi, którzy się włączyli w organizację. Było ich więcej niż w ubiegłym roku – podkreślają organizatorzy.
Wkład pracy i zaangażowanie doceniał też prezydent Płocka Andrzej Nowakowski, zaznaczając, że Jarmark Tumski to święto płockich społeczników i organizacji pozarządowych, którzy imprezę wymyślili i wciąż go razem z miastem realizują. Cieszył się też, że dzięki jarmarkowi na ulicy Tumskiej znów jest jak w ulu. Tradycyjnie złapał też za kosz z krówkami Tumkami, by częstować nimi gości.
A powód do dumy ma też mały jarmarkowy gazeciarz. Przez trzy dni w upale i skwarze roznosił „Express Tumski”. Gazeta była darmowa, ale sympatycznemu chłopcu ludzie i tak dawali datki. Uzbierała się całkiem niezła sumka – 400 zł, w tym kilka eurocentów, a do tego pleciona czterolistna koniczynka, stos oscypków i pączków. Janek Jaworski, uczeń czwartej klasy SP nr 6, postanowił całą kwotę przeznaczyć na rzecz rehabilitacji Sandry Szelągowskiej – dziewczynki w śpiączce.
Ile gazet rozdał? – Jak gwiazd na niebie, tego nie da się policzyć – mówi spryciarz. Chyba będziemy za nim tęsknić… Mamy nadzieję, że spotkamy się z nim znów za rok.
Blanka Stanuszkiewicz-Cegłowska
fot. D. Ossowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości