Reklama

Ciało obce

Wraca dyskusja o aborcji. Dyskusja trudna między innymi dlatego, że adwersarze mówią różnymi językami. Przykładem może być wymiana zdań między dwójką parlamentarzystów na antenie jednej ze stacji radiowych. Pani poseł podkreśliła, że aborcja to kwestia wyboru rodziny, kobiety. Jej adwersarz, też parlamentarzysta: Jesteśmy przeciwko zabijaniu małych, bezbronnych dzieci. Niezależnie od tego, czy są to chłopcy, czy dziewczynki, nawet jeśli są chore.  Wiem, że chcielibyście mieć prawo do tego, by decydować kogo zabijać, a kogo nie.  Nie, niech pan nie przegina. Halo, halo, tu Ziemia! - apelowała posłanka. Proponuję, żeby w ten sposób nie dyskutować. Aborcja to jest zabieg medyczny, terminacja ciąży – próbował mediować prowadzący rozmowę dziennikarz.

Widać jak na dłoni, że pogodzenie tak skrajnie różnych stanowisk jest w zasadzie niemożliwe. Mówią różnymi, nieprzekładalnymi językami  i jak tu skłonić drugą stronę do dyskusji merytorycznej? Cóż, próbować trzeba… Kobiety żądają dostępu do aborcji pod hasłem „prawa do decydowania o  własnym ciele”. Czy słusznie? Oczywiście to rzecz do dyskusji. Ja na przykład pozwolę sobie stwierdzić, iż w tym wypadku należy mówić o ciele obcym. Płód, czy to w fazie „zlepku komórek”, zarodka, zygoty, czy jak byśmy ów byt nazwali jest w organizmie kobiety ciałem obcym, czasowo z tym organizmem powiązanym. Jak szwy po operacji, odłamek po postrzale, śruby łączące kości po skomplikowanym złamaniu, bajpasy, brodawka czy komórki rakowe. 

Reklama

Czy ciało obce można z organizmu usunąć? Na ogół tak, jest to nawet pożądane. Ale są wyjątki. Żaden lekarz nie wykona takiego zabiegu na życzenie, jeśli to oznacza zagrożenie zdrowia lub życia... Po pierwsze nie szkodzić, jak mówił Hipokrates! 

To argument pierwszy. Drugi jest taki, że ta „część ciała kobiety” ma współwłaściciela – pana bez udziału którego, bezpośredniego lub pośredniego, nie mogłaby się pojawić. I fakt, że ów współudział był wynikiem przypadku, czy lepiej powiedzieć „wypadku przy pracy” albo gorzej – przemocy, nie zmienia istoty rzeczy.  Osobnik ów jest, jakby to nie zabrzmiało, współtwórcą przedmiotu naszych rozważań. Gdyby zatem miało dojść do podejmowania decyzji o losach owego „przedmiotu”, należałoby wpierw ustalić, czy jego stanowisko powinno być brane pod uwagę? I wydaje się, że absolutnie tak, poza skrajnymi przypadkami...

Reklama

Piszę te słowa jako ojciec (i dziadek). Nie wyobrażam sobie, bym w jakichkolwiek okolicznościach mógł być pozbawiony prawa do współdecydowania , i powiedzmy to wyraźnie, współodpowiedzialności za los własnych dzieci. Na jakimkolwiek etapie ich życia. Również wtedy, kiedy jeszcze były  w fazie powiązania z ciałem kobiety, własnej matki.

 

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości