Publikacja w „Rzeczpospolitej” pt. „Zgorszenie w diecezji płockiej” z 3-4 marca br. otworzyła w płockim Kościele puszkę pandory. Potem poszło już lawinowo. Jednego dnia władze seminarium i kurii wszystkiemu zaprzeczały, aby następnego złożyć do prokuratury zawiadomienie o przestępstwie. Z pierwszego artykułu w ogólnopolskim dzienniku wynikało, że o wszystkim wiedział ówczesny biskup płocki ks. prof. Stanisław Wielgus. Z pewnością jednak o wielu sprawach wiedzieli wychowawcy Wyższego i Niższego Seminarium Duchownego oraz tzw. środowiska kościelne. Temat homoseksualny od lat pojawiał się w kuluarowych rozmowach osób, które działały w płockim Kościele, bądź były z nim związane w jakikolwiek inny sposób. Z pierwszego artykułu w dzienniku wynikało, że płoccy hierarchowie od lat tuszowali sprawy związane z wykorzystywaniem seksualnym kleryków przez księży. Agnieszka Rybak i Jarosław Olechowski pisali o księdzu, który molestował podopiecznych w Seminarium i podczas letnich spotkań z klerykami. Gdy 6 lat temu dowiedziały się o tym władze diecezji, ksiądz musiał odejść z WSD, ale wciąż wykładał w Płockim Punkcie Konsultacyjnym UKSW. Dziennik ustalił, że o molestowanie seksualne i gwałty oskarżanych jest kilku księży. Bp Roman Macinkowski, obecny administrator diecezji, odmówił „Rzeczpospolitej” komentarza w tej sprawie. Już w poniedziałek 5 marca br. afera homoseksualna w płockim Kościele „zasłużyła” sobie na program „Warto rozmawiać” Jana Pośpieszalskiego w TVP 1. Wystąpił w nim ksiądz (nie zgodził się pokazać swojej twarzy, zmieniono mu głos), który mówił o lobby homoseksualnym w diecezji płockiej. Na antenie przeczytano nadesłane przez rektora WSD ks. Bogdana Czupryna i rzecznika kurii ks. Kazimierza Dziadaka lakoniczne komunikaty, że „wedle rozeznania”, nie ma przypadków molestowania ani w seminarium, ani w diecezji. Szybko okazało się jednak, że tym razem milczenie nie będzie złotem. W kolejnych publikacjach „Rzeczpospolitej” ukazała się m.in. rozmowa z anonimowym mężczyzną, którego molestował proboszcz. O problemie informował kurię, ale sprawa została „zamieciona pod dywan”. W międzyczasie do redakcji dziennika zgłaszały się kolejne osoby, które informowały już kurię o księżach molestujących seksualnie podopiecznych. Wielu duchownych anonimowo potwierdziło te doniesienia, ale odważny okazał się tylko jeden – wikariusz parafii w Mławie ks. Zbigniew Paweł Maciejewski, w przeszłości pracownik kurii. Znakiem ostrzegawczym dla płockiego Kościoła mogło już być zatrzymanie w lipcu 2006 r. księdza, który zajmował się rozsyłaniem przez internet zdjęć pornograficznych z udziałem dzieci. Prokuratura postawiła mu zarzut rozpowszechniania materiałów pedofilskich. Był też przypadek innego księdza, wykładowcy w Niższym i Wyższym Seminarium Duchownym, który molestował podopiecznych m.in. podczas wakacyjnych obozów (to o nim pisała „Rzeczpospolita”). Za karę został zdegradowany z wysokiego stanowiska w kurii i trafił na podciechanowską parafię. W ciągu całego tygodnia ogólnopolska i lokalna prasa na bieżąco relacjonowały, co nowego ustalono w sprawie afery homoseksualnej m.in. o tym, że początki problemów z homoseksualnymi księżmi w diecezji sięgają lat 70. To wtedy, za sprawą liberalnej postawy ówczesnego biskupa, księża o homoseksualnych skłonnościach „wchodzili w związki z seminarzystami przygotowującymi się do stanu duchownego. Ci zaś, kiedy zostawali kapłanami, powielali te wzorce”. (Rzeczpospolita z dnia 5 marca). Duchowni, którzy molestowali swoich podopiecznych, cały czas są duszpasterzami młodzieży i opiekunami ministrantów. W prasie zaczęły się pojawiać inicjały księży – czynnych homoseksualistów. W Płocku i diecezji skłonności wielu z nich były tajemnicą poliszynela. Nieoficjalnie więc o palącym problemie mówili wszyscy, oficjalnie – wszyscy milczeli. A półgębkiem wypowiadane opinie nie musiały być traktowane poważnie. W końcu przecież coś się może komuś tylko wydawać. Co innego jest jednak być homoseksualistą, a co innego nakłaniać do homoseksualizmu innych. Zgodnie z watykańską instrukcją z 2005 r. na temat homoseksualizmu, nie wolno dopuszczać do seminariów i święceń osób, które mają głęboko zakorzenione tendencje homoseksualne lub wspierają kulturę gejowską. Biskup mówi: nie W Płocku nie przestrzegano tej zasady. W każdym razie zbyt mało stanowczo stawiano veto postawom homoseksualnym. Czy dlatego, że przejawiający podobne skłonności księża piastowali wysokie urzędy w płockiej kurii? Po kolejnych publikacjach w prasie hierarchowie przestali milczeć. Bp Roman Marcinkowski w wywiadzie udzielonym lokalnemu dziennikowi płockiemu, zapytany o to, czy władze diecezji tuszowały afery seksualne, odpowiada krótko – „nie” i jest zaskoczony, gdy słyszy inicjały kolejnych księży, ale decyduje się na wszczęcie postępowania wyjaśniającego. Rektor WSD zdecydowanie odrzuca telewizyjny zarzut istnienia lobby homoseksualnego, ale decyduje się na skierowanie do Prokuratury Rejonowej w Płocku zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez dwóch księży, obecnie w seminarium nie pracujących. Rektor NSD ks. Tomasz Kadziński (które obecnie mieści się w Sikorzu), twierdzi, że nie docierały do niego sygnały o molestowaniu kleryków. Tymczasem zawiadomiona o przestępstwie prokuratura czeka na zgłoszenie się do niej molestowanego przed laty kleryka. Dziś jest już pełnoletni, więc sam musi złożyć wniosek o zajęcie się tą sprawą. Czy innym poszkodowanym starczy odwagi na przypomnienie tych trudnych wydarzeń sprzed lat? Aby przeciąć gordyjski węzeł, do prokuratury muszą zgłosić się sami. Tymczasem z dnia na dzień „krąg podejrzanych” powiększa się. W płockim seminarium i kurii z pewnością nie mamy do czynienia z kulturą homoseksualną. Miała tam miejsce raczej daleko idąca tolerancja wobec postaw homoseksualnych. Oprócz afery seksualnej, Kościół płocki na swoich barkach nosi także aferę finansową, związaną z nadużyciami w diecezjalnym Caritas – chodzi o nadużycia związane z wydatkami pieniędzy z PFRON, rzędu ok. 1,7 mln zł. Ale podobno wielki post to najlepszy okres do tego, aby założyć na siebie wór pokutny. Anonimowy ksiądz z programu „Warto rozmawiać” stwierdził, że sprzymierzeńcami w sprawie homoseksualnej są media. Gdyby nie one, problem czynnych księży – homoseksualistów w jednej z najstarszych diecezji w Polsce wciąż pozostałby ukryty. Elżbieta Grzybowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze