Jak to jest z bezpieczeństwem obywateli naszego pięknego kraju? Na pierwszy rzut oka wydaje się, że całkiem nieźle. Jesteśmy członkiem Paktu Północnoatlantckiego, słyszymy zapowiedzi, że będzie on bronił „każdego centymetra kwaratowego” terytorium państw członkowskich... Na szczycie w Wilnie zapadła decyzja o powołaniu trzystutysięcznego korpusu gotowego do wkroczenia do akcji natychmiast po ataku na jednego z członków. Wydajemy potężne pieniądze (pożyczone) na uzbrojenie własnej armii, która ma też liczyć trzysta tysięcy głów. To czego się bać?
Zacznijmy od końca. Właśnie w naszą przestrzeń powietrzną wleciały dwa białoruskie śmigłowce. Wojskowe, żeby było jasne. I tak sobie latały przez kilkanaście minut, nie niepokojone przez naszą obronę powietrzną. Ba, żaden system nadzoruący granicę ich nie zauważył! Wcześniej równie swobodnie fruwały po naszym niebie rakiety zza wschodniej granicy. Skończyło się na dwóch ofiarach śmiertelnych. A gdyby to była rakieta z ładunkiem nuklearnym wycelowana w Warszawę? Jaka jest powierzchnia stolicy liczona w centymetrach kwadratowych?
No dobrze, dziś może tak to wygląda, ale budujemy najsilniejszą armię lądową w Europie… Na pewno? Szczerze wątpię. Najsilniejszą armię lądową na naszym kontynencie będzie miała Ukraina. Uzbrojoną po zęby nowoczesnym sprzętem, wyszkoloną przez zachodnich specjalistów, zaprawioną w bojach. Oczywiście po zakończeniu w taki czy inny sposób działań wojennych. I powinniśmy zadawać sobie pytanie, co zrobi z tym potencjałem. W czyich rękach się on znajdzie, czyli kto będzie rządził w Kijowie? Oczywiście dziś my jesteśmy w NATO, a nasz wschodni sąsiad nie, ale i to może się zmienić, jeśli dzisiejsze zapewnienia kierowane pod adresem Ukraińców zamienią się w czyny. A wtedy… Grecja i Turcja należą do sojuszu od 1952 roku, co nie przeszkodziło w konflikcie zbrojnym między tymi krajami o Cypr dwadzieścia dwa lata później!
Ale zostawmy te rozważania. Póki co wojna za wschodnią granicą trwa i końca nie widać, za to u innego sąsiada gromadzą się hordy najemników, które wkrótce mogą stworzyć realne zagrożenie. Co wtedy? Jak zareaguje nasza dzielna armia, przyszła potęga europejska? Jeśli z terytorium Białorusi padną strzały w kierunku naszych wojaków strzegących granicy, odpowiedzą ogniem? Czy tak jak w przypadku opisanych wyżej incydentów i ten pozostanie niezauważony? A jeśli spróbują forsować zaporę, używając jako osłony imigrantów? I co na to NATO, które zapowiedziało, że atak wagnerowców na państwo członkowskie poraktuje jako działania Rosji? Wypowie Moskwie wojnę?
I to by było na tyle. Jeśli Szanownych Czytelników nastraszyłem, to... jesteśmy w środku sezonu ogórkowego!
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze