A więc Sejm bez wahania zdecydował przytłaczającą większością głosów o finansowaniu z budżetu państwa procedury medycznej znanej pod tajemniczą i nie dla wszystkich zrozumiałą nazwą „in vitro”. A więc całe społeczeństwo, wszyscy pracujący i płacący podatki, moralni i niemoralni, rozumiejący nazwę i niemający o niej zielonego pojęcia, mający wątpliwości natury moralnej, jak i niemający żadnych wątpliwości natury moralnej zrzucą się na ten proceder wzbudzający wciąż sporo kontrowersji. Na szczęście posłowie, w przeważającej mierze szlachetni demokraci i nierzadko chyba wzorowi katolicy, nie mieli żadnych niepotrzebnych wątpliwości. Nie mieli ich też w większości nawet posłowie niby-konserwatywnego PiS-u, dlatego kontrowersyjna ustawa w łatwy sposób przeszła przez parlament. Jeszcze tylko debata w Senacie i na końcu podpis pana Prezydenta, który już zapowiada przychylność dla niej, i już, już mamy tę nadzwyczajną koalicję ponad podziałami w tej jakże wielkiej narodowej sprawie, najważniejszej, bo poddanej jako pierwsza procedurze ustawodawczej w nowym Sejmie. Po odrzuceniu wszelkich „mankamentów natury formalnej i etycznej” pierwsze czytanie i głosowanie odbyło się pomyślnie, ustawa wędruje do komisji, przed nią dwa kolejne czytania i lawina szczęścia z łaski państwa spadnie na nasz nieszczęśliwy kraj, jak z przekąsem powtarza za Księciem z „Lalki” pan Stanisław Michalkiewicz. Posiadający zdolność wzbijania się ponad wszelkie podziały marszałek Hołownia dziękował wszystkim, którzy „niezależnie od poglądów w tej sprawie” dołożyli starań, aby zakończyła się ona tak spektakularnym sukcesem.
Może jakiś dociekliwy uczniak w szkole, choć wątpię, zapyta nauczyciela albo księdza, jakież to można mieć w tej jasnej i klarownej sprawie „różnice w poglądach”, tudzież jakież ta sprawa miałaby wzbudzać „mankamenty natury etycznej”. Bo nikt już o to nie pyta. Ani maluczcy, ani wielcy, ani dyletanci, ani profesorowie uniwersytetów, ani domorośli, ani zawodowi etycy. Nie pytają też głośno ani nie podnoszą żadnych „mankamentów” nasi najczcigodniejsi pasterze. Czyżby się już ostatecznie i dobrowolnie zwolnili z funkcji bycia duchowymi i moralnymi przewodnikami naszego nieszczęśliwego i nie wiadomo czy jeszcze katolickiego społeczeństwa? Nic dziwnego, że milczą jak zaklęci, skoro Duch synodalności, jaki unosi się nad całym Kościołem i nad całym nawet światem każe iść biskupowi nie na czele wspólnoty wiernych, być jej przewodnikiem, autorytetem, światłem, pasterzem, tylko doradza podążać gdzieś z tyłu za nią albo z boku i słuchać głosu „maluczkich”, bo czasem, jak pisze w głośnej broszurze „Gdzie dwóch albo trzech…” ksiądz Zbigniew Maciejewski z naszej prastarej diecezji, to właśnie maluczcy mogą mieć rację, a nie biskup.
No i, okazuje się, że w tej priorytetowej dla być albo nie być naszego biednego kraju sprawie rację muszą mieć maluczcy, bo pasterze milczą jak zaklęci. Widocznie wciąż słuchają i „rozeznają”, co też Duch mówi do nas, a mówi, jak widać, bardzo postępowo i nowocześnie, wybiega tak bardzo „do przodu”, że nawet najświatlejszy z naszych czcigodnych hierarchów, czyli świeżuteńki kardynał Grzegorz Ryś przykładnie i wzorowo milczy. Sekundują mu dzielnie inni doktoryzowani hierarchowie, tęgie głowy, najtęższe w stolicy i poza nią, pozostaje więc nam, którzy mamy jakieś „mankamenty” przykładnie milczeć. No bo jak też się tu wychylać, skoro i sam Duch nie upomina się o te wszystkie zbędne zarodki, które powstają jako produkt uboczny tej szlachetnej procedury medycznej, która „kosztuje od 12 do 17 tysięcy złotych”, a z dojazdem do kliniki „nawet 30 tysięcy”, że nie może się odbywać bez publicznej zrzutki. Nie wszystkim „maluczkim” przyjęte rozwiązania się podobają. Myślę nawet, że już jest w naszym nieszczęśliwym kraju spora grupa ludzi, którym ta nowoczesna koalicja na rzecz przerobienia całego społeczeństwa na jakiś amoralny twór obrzydła, zanim się zdążyła na dobre zawiązać, i która spogląda z nadzieją na jej rozwalenie, zanim zdąży się na dobre uformować. Dziś się śmiejecie, szanowni demokraci, ale też już dziś swoimi demoralizującymi decyzjami podpisaliście na siebie wyrok. Wstyd PSL-u, że do tej duchowej rozwałki Polski tak ochoczo przykładasz rękę.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze