Właśnie wróciłem z kilkudniowego urlopu do naszego pięknego kraju. Nic się oczywiście w tym czasie nie zmieniło, przynajmniej „optycznie”. Nie zdążyłem przejrzeć serwisów internetowych, zatem dziś o sprawach bieżących nie napiszę. Wiem, ż trwają Igrzyska, mamy trzy medale, w tym jeden złoty, kilka spektakularnych, nieoczekiwanych porażek, że Wisła kontynuuje dobrą, jak na beniaminka passę, w lidze… To tyle. O wydarzeniach politycznych w zasadzie nie umiem napisać nic. Zatem kilka wakacyjnych refleksji… Przebywałem w byłych „demoludach”, zatem trudno uciec od porównań. Jak jest u nas, a jak u nich? W „mediach głównego nurtu” obowiązuje jedna „narracja”. Jak to dobrze, że wybraliśmy jedynie słuszna drogę! Zmiana ustroju nastąpiła pokojowo, bez ofiar. W gospodarce również sukces, który zawdzięczamy wyborowi, oczywiście jedynie słusznemu, znanemu powszechnie pod nazwą „planu Balcerowicza”. Potem kurs na Pakt Północnoatlantycki i Unię Europejską… I udało się! Inaczej niż niektórym sąsiadom…
Oczywiście trudno się nie cieszyć. I nie porównywać do innych, z którymi przed transformacją dzieliliśmy wspólny los, czyli życie w „realnym socjalizmie”. W takich krajach spędzałem wakacje. Pobieżne z natury rzeczy obserwacje pozwalają stwierdzić, że dziś w krajach tych ludziom nie żyje się dramatycznie gorzej niż w Polsce. Owszem, domy nie tak okazałe, samochody z trochę niższej półki, polbruk na chodnikach trochę gorszej jakości… Nie ma, przynajmniej na prowincji, zagranicznych sieci handlowych ani banków… To tyle na temat dnia dzisiejszego. A historia?
Trochę od naszej różna. Mowa o dwóch krajach powstałych z rozpadu byłej Jugosławii. Zatem najpierw trwająca cztery lata wojna bałkańska, zbrodnie, zniszczenia… Pokój z dziewięćdziesiątego piątego roku oznaczał, że każde z nowo powstałych państw mogło się rozwijać według własnej recepty. I dwa wspomniane wyżej kraje, podobne pod względem powierzchni i potencjału ludnościowego, Chorwacja i Bośnia poszły swoimi drogami. Pierwsza, podobnie jak Polska, jest członkiem NATO (od roku 2009) i Unii (od trzech lat). Druga do żadnego z tych układów nie należy. Różnic między nimi, jako się rzekło, nie widać. Przynajmniej gołym okiem. Co z powyższego opisu wynika? Czy chcę powiedzieć, że wojna jest równie dobra, jak przemiany pokojowe? Tylko tyle, uporczywie wmawiane nam teorie „jedynie słusznej drogi” trzeba traktować z dystansem. Hasło „Balcerowicz i Unia, albo śmierć”, że sparafrazuję klasyka, proponuję wyrzucić na śmietnik historii…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze