Oto pan M. Ludzie, z którymi czasami się spotyka, określają go – dusza człowiek. Każdemu pomoże, naprawi, jest złotą rączką, przekaże dobre słowo. Najbliżsi, rodzina, bracia nie są w stanie go zaakceptować, bo jest alkoholikiem i to takim, który właściwie nie chce pomocy. Pasuje mu to, co jest. Mieszka w niezłych warunkach, razem z siostrzenicą, zarabia jakieś grosze, które wystarczają na alkohol, nie płaci żadnych rachunków. Sąsiedzi mają go dosyć, narzekają, że załatwia potrzeby fizjologiczne gdzie popadnie, niszczy wszystko, co jest w jego zasięgu. A wójt mówi: – Trzeba człowiekowi pomóc, nie można go spisywać na straty. Mieszkanie socjalne tylko wyrzuci go poza nawias społeczeństwa.
Pani A. mieszka w Łącku. Zajmuje 4-pokojowe mieszkanie, które dostała w testamencie od swoich dziadków. Niestety mieszkanie dostała w spadku razem z wujkiem, wspomnianym wcześniej panem M., najstarszym synem nieżyjących już właścicieli mieszkania.
Nasza czytelniczka skarży się, że nie może sobie z wujkiem poradzić. – On nigdy się nie usamodzielnił. Mieszka ze mną, ale żyjemy osobno. Sąsiedzi stale się skarżą, że jest uciążliwy, ale trudno im się dziwić - załatwia się na klatce, jak przychodzi pijany, to niszczy, co mu w ręce wpadnie. Jest dobrze znany w okolicy. Ci, którzy tylko czasem mają z nim do czynienia, dadzą mu czasem parę groszy, czasem jakąś robotę na czarno. Nikt go nie zatrudni na stałe, bo nie jest w stanie dotrzymać swoich zobowiązań – wylicza pani A.
Pan M. ma dwóch braci, ale ci nie chcą mieć z nim nic wspólnego. Choć przynajmniej jeden z nich ma niezłe warunki mieszkaniowe, to nie chce wziąć go do siebie. - Przed sądem obaj twierdzili, że nie mają warunków, by zabrać brata do siebie. A do mnie mówią, że skoro wzięłam mieszkanie po dziadkach, to wujek jest teraz moim problemem – tłumaczy.
Więcej w kolejnym wydaniu Tygodnika Płockiego.
Jol.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze