Zagrała wiele ról w różnych teatrach. Najbardziej lubiła Izoldę z „Tristana i Izoldy”, Celinę Bełską z „Domu kobiet”, Klarę w „Ślubach panieńskich”, Amandę Wingfield w „Szklanej menażerii”. Była aktorką rzetelną i swój zawód traktowała poważnie. Pamiętna Matka w „Dwóch teatrach” i Pani Linde z „Ani z Zielonego Wzgórza”.
Debiutowała rolą Hesi w „Moralności pani Dulskiej” Gabrieli Zapolskiej w teatrze objazdowym. Od tej właśnie postaci wzięło się imię „Hesia”, pod którym była znana w teatrach. W 1955 roku zaangażowała się do Estrady Lubelskiej. Zdała egzamin aktorki estradowej i zagrała m.in. Adę w „Lekkomyślnej siostrze” oraz Justynę w „Mężu i żonie”. Kilka lat później przystąpiła do aktorskiego egzaminu eksternistycznego dla aktorów dramatycznych, przeszła do Teatru im. Osterwy w Lublinie, następnie do Kalisza. Zagrała m.in. Izoldę w „Tristanie i Izoldzie” i Augustynę w „Lecie w Nohant”. W 1964 roku znalazła się w zespole Państwowego Teatru Dramatycznego w Wałbrzychu (Klara w „Zemście”). Kilka sezonów grała w Teatrze im. Solskiego w Tarnowie. Zagrała Klarę w „Ślubach panieńskich”, Pannę Młodą w „Weselu”, Karolinę w „Przedwiośniu”, Marcysię w „Don Juanie”, Justynę w „Nad Niemnem”. Zaśpiewała też rolę Huguette du Hamel w „Królu włóczęgów”.
Potem były Kielce (Anusia w „Śnie srebrnym Salomei”, Claire w „Pokojówkach”, Krystyna w „Pannie Julii”, 1974) i Gniezno z rolą Heleny w „Odprawie posłów greckich”. W 1981 roku wygrała plebiscyt „Ekspresu Poznańskiego” na najpopularniejszego aktora.
Jesienią zaangażowała się do Teatru im. Szaniawskiego w Płocku. Miała zostać tylko dwa lata. Została znacznie dłużej. - W tym mieście czuję się dobrze. I niech tak będzie – podkreślała. Rozpoczęła od roli Anieli w „Damach i huzarach” w reż. Marii Kaniewskiej. Kolejne to: Charlotta w „Wiśniowym sadzie”, Halucyna Bleichertowa w „Onych” Witkacego, Pani Pernelle w „Świętoszku”, Amanda Wingfield w „Szklanej menażerii” (1987). Za rolę Matki w „Dwóch teatrach” w reżyserii Andrzeja Marii Marczewskiego i Celiny Bełskiej w „Domu Kobiet" w reżyserii Macieja Dzienisiewicza oraz „szczególną wierność teatrowi lokalnemu” odebrała w 1989 roku Srebrną Maskę Płockiego Towarzystwa Przyjaciół Teatru. W 2012 r. – Nagrodę im. Rajmunda Rembielińskiego za całokształt pracy twórczej.
U „Szaniawskiego” zagrała ponownie w „Pokojówkach” w reż. Janusza Hamerszmita, tym razem Panią (1991). Jubileusz 40-lecia pracy scenicznej uczciła rolą Klary w „Wizycie starszej pani” Dürrenmatta w reż. Marka Mokrowieckiego. Była majestatyczną „Królową Śniegu” i doskonałą Panią Linde w „Ani z Zielonego Wzgórza”. - Ilekroć, czekając w kulisie, słyszałam głos Ani odmawiającej ułożoną przez siebie modlitwę, nie mogłam ukryć wzruszenia. Marylą była niezapomniana Krysia Michel. Świetnie nam się razem grało – mówiła w jednym z wywiadów.
W ostatnich sezonach wystąpiła jeszcze jako Dama w „Hamlecie”, Ptak w „Calineczce”. Zagrała epizodyczną rolę w „Procesie” (2014). Po przejściu na emeryturę grała jeszcze Panią Gąsowską w „Szatanie z siódmej klasy”.
Młodzi aktorzy uczyli się od Zdzisławy Bieleckiej-Piórkowskiej warsztatu.
- Do mieszkania Hesi na nadwiślańskiej Skarpie wpadałam w każdej wolnej chwili, a moja mentorka raczyła mnie tam herbatą i anegdotkami teatralnymi ze swojego artystycznego życia. Patrzyłam na nią szeroko otwartymi oczami i chłonęłam. Była dla mnie wzorem i symbolem aktorstwa – wspomina Beata Łuczak.
Reklama
Była aktorką rzetelną. Przyjmowała prawie każdą rolę, poza Czerwonym Kapturkiem.
- Raz tylko, ale to nie było w Płocku, nie chciałam być Czerwonym Kapturkiem. Powiedziałam, że tego nie zagram. Czerwony Kapturek z niskim głosem i takim wzrostem? Absolutnie nie. Nigdy nie robiłam nic na siłę. Zawsze zostawiałam sobie małą przestrzeń wolności. Nie szukałam w tym zawodzie rozgłosu ani kariery. Chciałam robić to, co umiem i co mi serce kazało.
Kiedy pierwszy raz poprosiłam o wywiad – zgodziła się chętnie, ale zastrzegła, że nie będzie oceniać środowiska aktorskiego. Przypominała swoje zabawne wyjazdy z Estradą i spektakl „Moralność pani Dulskiej”. Komentowała przechowywane w albumie zdjęcia, szczególnie portret złotowłosej Izoldy. Opowiadała o zwierzętach, które bardzo lubiła. Elegancka, przyciągająca wzrok, umiała nosić każdy sceniczny kostium.
Ostatni raz widzieliśmy ją na scenie 14 kwietnia 2019 roku, po spektaklu „Dwa teatry” w reżyserii Mokrowieckiego. Otrzymała kwiaty od kolegów i kreującej rolę Matki Hanny Zientary-Mokrowieckiej. Hania podziękowała Hesi za tamtą Matkę z przedstawienia „Dwóch teatrów” w 1984 roku.
Latem odwiedziłam Zdzisławę Bielecką-Piórkowską w Domu Seniora Leonianum w Sikorzu, gdzie mieszkała. Nie opuszczała już łóżka. W milczeniu słuchała mojej opowieści o jej płockich rolach. Ale tak naprawdę nie wiem, czy słowa do niej docierały. W nieruchomej twarzy tylko niezmienione piękne oczy wpatrywały się w gościa.
Odeszła 4 grudnia 2023 roku. Spoczęła na cmentarzu w rodzinnej Łodzi.
Fot. Teatr Dramatyczny w Płocku
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze