Reklama

Dwie premiery u „Szaniawskiego”. „Ubu Król, czyli Polacy” Jarry’ego, „Motyle są wolne” Gershego. Komu absurd, komu czułość

To druga realizacja „Ubu...” w płockim teatrze i kolejna w inscenizacji Marka Mokrowieckiego. Powrócił do tekstu, który prezentował w początkach swojej dyrekcji, ponieważ jest „ponadczasowy, wciąż aktualny i dotyka rzeczy uniwersalnych”. „Ubu...” pasuje o dziwo i do Gombrowicza („Iwona, księżniczka Burgunda”), i do Gogola („Martwe dusze 2.0, czyli Cziczikow loguje się ponownie”) prezentowanych w tym sezonie. Pozostaje tylko jedna kwestia - czy młoda publiczność na porannych spektaklach odbierze to przedstawienie jako bekę, czy znajdzie w nim pokazaną w krzywym zwierciadle rzeczywistość.

Na premierze w paryskim teatrze (1896 r.) muza i mecenaska artystów Misia Godebska demonstracyjnie opuściła salę, choć autor tłumaczył, że rzecz ma miejsce w Polsce, czyli nigdzie. Nie było nas wtedy na mapie Europy, ale być może zafascynowany Szekspirem młody Jarry odkrył geograficzną nazwę Polska w „Hamlecie” i postanowił użyć jej w swojej sztuce. „Ubu...” przetłumaczył genialnie Boy-Żeleński (wydanie polskie 1936) nieco łagodząc język autora, który rzecz napisał dosadniej. Ale „merdre” (grówno) w swoim przekładzie pozostawił.

Tekst Jarry’ego wydali w wersji angielskiej Themersonowie w swojej londyńskiej oficynie Gaberbocchus Press. Ilustrowała Franciszka, która później zrobiła scenografię i kostiumy do inscenizacji Michaela Meschkego w Marionetteatern w Sztokholmie (1964 r.). Mogliśmy je oglądać w Płocku (rodzinnym mieście Stefana) podczas Festiwalu Themersonów.

Reklama

Ubu – „awanturnik wyrosły nie wiadomo skąd” – pochodzi jednak z Francji. W Polsce, zaczynając od stanowiska rotmistrza dragonów króla Wacława, robi karierę „po trupach”. Ubrany w rozchełstany podkoszulek i podtrzymujące spodnie szelki aktor (Łukasz Mąka) przypomina postacie ze sztuk Mrożka. W zdobycznym kasku wygląda niczym opancerzona dynia. Wygłasza mowy w stylu dyktatorów –

„(…) Powiem wam tedy panowie, że fynanse idą nieźle. Wszędzie widzi się płonące domy i ludzi uginających się pod ciężarem naszych fynansów”. „On jest naprawdę głupi” – stwierdzi nawet Ubica.

Reklama

To ważna rola Mąki, który przez cały spektakl prawie nie schodzi ze sceny. Znakomitą partnerkę ma w Ubicy. Magda Tomaszewska niejednokrotnie udowodniła, że potrafi się przeobrażać. Jest perfekcyjna. Bardzo wyraziście zagrała sprytną wulgarną wiedźmę, co wyjdzie z każdej opresji. Zna na wylot Ubu, podsyca jego żądzę władzy i pieniądza. Zostanie Królową.

W roli Byczysława, syna zamordowanego prawowitego władcy Wacława, zwrócił uwagę Aleksander Maciejczyk, a Barbara Misiun (Królowa Rosamunda) otrzymała brawa za znakomitą etiudę do arii „E lucevan le stelle” Pucciniego (opracowanie muzyczne Krzysztof Misiak).

Reklama

Mokrowiecki realizacją „Ubu Króla” powrócił do tego, co lubi. Preferując repertuar współczesny („Bóg” Woody’ego Allena, „Operetka” Gombrowicza), udowodnił, że nadal świetnie odnajduje się w języku groteski. W najnowszej inscenizacji z elementami komedii i kabaretu jest jednak mniej zabawy. Na zasłanej kapuścianymi głowami scenie (intrygująca scenografia Krzysztofa Małachowskiego – głów jest tyle, co widzów) szuka relacji między władzą a społeczeństwem. Czy to się udało?

Po przewrotach, bitwach, zmianach głowy szlachty, sędziów i finansistów, którzy nie godzą się na nowy system, podwójne podatki itp., lecą do jamy. Można bawić się w wojnę używając papierowych samolocików (w trakcie spektaklu aktorzy rzucają je w stronę widowni). A jeśli to drony?

Reklama

 

Jak motyle...

Do sztuki „Motyle są wolne” powraca również Dariusz Poleszak-Hass. Premiera – także na Scenie Kameralnej im. Jana Skotnickiego – w 2024 roku otworzyła Festiwal Kultury i Sztuki dla Osób Niewidomych. Teraz spektakl firmuje Teatr Dramatyczny im. Szaniawskiego. Występują płoccy aktorzy, nową scenografię przygotował Krzysztof Małachowski, a muzykę – Marcin Rumiński.

„Motyle są wolne” amerykańskiego dramatopisarza Leonarda Gershe wystawione najpierw w Paryżu ( 1972), później wielokrotnie na Broadwayu, spopularyzował film z Goldie Hawn i Edwardem Albertem. Świetnie napisana sztuka o miłości z błyskotliwymi dialogami gości często w repertuarze teatrów i nadal ma publiczność. Płocka inscenizacja nie gubiąc nic z przesłania, podkreśla jej wdzięk, lekkość i czułość.

Reklama

Pochwały należą się całej czwórce wykonawców. Na najwyższym miejscu podium staje Don (Jakub Matwiejczyk). Zagrał młodego mężczyznę, który chce się uwolnić spod kurateli nadopiekuńczej matki (Magdalena Tomaszewska). Nie epatuje, nie podkreśla swojej dysfunkcji (urodził się niewidomy). Gdy spotyka Jill (Magda Kuśnierz-Komarnicka), chce kochać jak każdy młody człowiek. Nawet jeśli ta miłość przyniesie cierpienie, wyjdzie po niej silniejszy. Zrozumie to matka – pisarka i nie przestając się martwić o jedynaka, pozwoli mu pójść własną drogą.

Jest w relacjach bohaterów dużo delikatności mimo pierwszych wynikających z lęku nieporozumień. Nawet reżyser awangardowego teatru (Dariusz Poleszak-Hass), który jeszcze nie odniósł sukcesu, zrozumie wybory uciekającej przed prawdziwym uczuciem niedoszłej aktorki Jill.

Reklama

W tej romantycznej komedii (wizualizacja Artur Świetlik) po scenie fruwają barwne, wolne motyle.

 

Fot. Waldemar Lawendowski

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 24/04/2026 14:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości