Reklama

Zmarła aktorka Zdzisława Bielecka-Piórkowska (1932-2023)

Zagrała wiele ról w różnych teatrach. Najbardziej lubiła Izoldę z „Tristana”, Celinę Bełską z „Domu kobiet”, Klarę w „Ślubach panieńskich”, Amandę Wingfield w „Szklanej menażerii”. Była aktorką rzetelną i swój zawód traktowała poważnie. Pamiętna Matka w „Dwóch teatrach” i Pani Linde z „Ani z Zielonego Wzgórza”.

Debiutowała rolą Hesi w „Moralności pani Dulskiej” Gabrieli Zapolskiej w teatrze objazdowym. Od tej właśnie postaci wzięło się imię „Hesia”, pod którym była znana w teatrach. W 1955 roku zaangażowała się do Estrady Lubelskiej. Zdała egzamin aktorki estradowej i zagrała m.in. Adę w „Lekkomyślnej siostrze” oraz Justynę w „Mężu i żonie”. Kilka lat później przystąpiła do aktorskiego egzaminu eksternistycznego dla aktorów dramatycznych, przeszła do Teatru im. Osterwy w Lublinie, następnie do Kalisza. Zagrała m.in. Izoldę w „Tristanie i Izoldzie” i Augustynę w „Lecie w Nohant”. W 1964 roku znalazła się w zespole Państwowego Teatru Dramatycznego w Wałbrzychu (Klara w „Zemście”). Kilka sezonów grała w Teatrze im. Solskiego w Tarnowie. Zagrała Klarę w „Ślubach panieńskich”, Pannę Młodą w „Weselu”, Karolinę w „Przedwiośniu”, Marcysię w „Don Juanie”, Justynę w „Nad Niemnem”. Zaśpiewała też rolę Huguette du Hamel w „Królu włóczęgów”.

Potem były Kielce (Anusia w „Śnie srebrnym Salomei”, Claire w „Pokojówkach”, Krystyna w „Pannie Julii”, 1974) i Gniezno z rolą Heleny w „Odprawie posłów greckich”. W 1981 roku wygrała plebiscyt „Ekspresu Poznańskiego” na najpopularniejszego aktora.

Reklama

Jesienią zaangażowała się do Teatru im. Szaniawskiego w Płocku. Miała zostać tylko dwa lata. Została znacznie dłużej. - W tym mieście czuję się dobrze. I niech tak będzie – podkreślała. Rozpoczęła od roli Anieli w „Damach i huzarach” w reż. Marii Kaniewskiej. Kolejne to: Charlotta w „Wiśniowym sadzie”, Halucyna Bleichertowa w „Onych” Witkacego, Pani Pernelle w „Świętoszku”, Amanda Wingfield w „Szklanej menażerii” (1987). Za rolę Matki w „Dwóch teatrach” w reżyserii Andrzeja Marii Marczewskiego i Celiny Bełskiej w „Domu Kobiet" w reżyserii Macieja Dzienisiewicza oraz „szczególną wierność teatrowi lokalnemu” odebrała w 1989 roku Srebrną Maskę Płockiego Towarzystwa Przyjaciół Teatru. W 2012 r. – Nagrodę im. Rajmunda Rembielińskiego za całokształt pracy twórczej.

U „Szaniawskiego” zagrała ponownie w „Pokojówkach” w reż. Janusza Hamerszmita, tym razem Panią (1991). Jubileusz 40-lecia pracy scenicznej uczciła rolą Klary w „Wizycie starszej pani” Dürrenmatta w reż. Marka Mokrowieckiego. Była majestatyczną „Królową Śniegu” i doskonałą Panią Linde w „Ani z Zielonego Wzgórza”. - Ilekroć, czekając w kulisie, słyszałam głos Ani odmawiającej ułożoną przez siebie modlitwę, nie mogłam ukryć wzruszenia. Marylą była niezapomniana Krysia Michel. Świetnie nam się razem grało – mówiła w jednym z wywiadów.

Reklama

W ostatnich sezonach wystąpiła jeszcze jako Dama w „Hamlecie”, Ptak wCalineczce”. Zagrała epizodyczną rolę w „Procesie” (2014). Po przejściu na emeryturę grała jeszcze Panią Gąsowską w „Szatanie z siódmej klasy”.

Młodzi aktorzy uczyli się od Zdzisławy Bieleckiej-Piórkowskiej warsztatu. - Do mieszkania Hesi na nadwiślańskiej Skarpie wpadałam w każdej wolnej chwili, a moja mentorka raczyła mnie tam herbatą i anegdotkami teatralnymi ze swojego artystycznego życia. Patrzyłam na nią szeroko otwartymi oczami i chłonęłam. Była dla mnie wzorem i symbolem aktorstwa – wspomina Beata Łuczak.

Reklama

Była aktorką rzetelną. Przyjmowała prawie każdą rolę, poza Czerwonym Kapturkiem. - Raz tylko, ale to nie było w Płocku, nie chciałam być Czerwonym Kapturkiem. Powiedziałam, że tego nie zagram. Czerwony Kapturek z niskim głosem i takim wzrostem? Absolutnie nie. Nigdy nie robiłam nic na siłę. Zawsze zostawiałam sobie małą przestrzeń wolności. Nie szukałam w tym zawodzie rozgłosu ani kariery. Chciałam robić to, co umiem i co mi serce kazało.

Kiedy pierwszy raz poprosiłam o wywiad – zgodziła się chętnie, ale zastrzegła, że nie będzie oceniać środowiska aktorskiego. Przypominała swoje zabawne wyjazdy z Estradą i spektakl „Moralność pani Dulskiej”. Komentowała przechowywane w albumie zdjęcia, szczególnie portret złotowłosej Izoldy. Opowiadała o zwierzętach, które bardzo lubiła. Elegancka, przyciągająca wzrok, umiała nosić każdy sceniczny kostium.

Reklama

Ostatni raz widzieliśmy ją na scenie 14 kwietnia 2019 roku, po spektaklu „Dwa teatry” w reżyserii Mokrowieckiego. Otrzymała kwiaty od kolegów i kreującej rolę Matki Hanny Zientary-Mokrowieckiej. Hania podziękowała Hesi za tamtą Matkę z przedstawienia „Dwóch teatrów” w 1984 roku.

Latem odwiedziłam Zdzisławę Bielecką-Piórkowską w Domu Seniora Leonianum w Sikorzu, gdzie mieszkała. Nie opuszczała już łóżka. W milczeniu słuchała mojej opowieści o jej płockich rolach. Ale tak naprawdę nie wiem, czy słowa do niej docierały. W nieruchomej twarzy tylko niezmienione piękne oczy wpatrywały się w gościa.

Reklama

Odeszła 4 grudnia 2023 roku. Spocznie na cmentarzu w rodzinnej Łodzi.

Lena Szatkowska

Na zdjęciu Zdzisława Bielecka-Piórkowska

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości