Reklama

Zgłoś się do PCK, Caritasu i innych organizacji społecznych

02/06/2010 14:35
Powodzianom z terenu Gąbina i Słubic potrzebne jest wszystko. Teraz artykuły pierwszej potrzeby: woda, żywność, środki czystości, ubrania, pościel. Ale za kilka tygodni np. meble czy sprzęt gospodarstwa domowego, bo w zalanych domach stracili cały dobytek. Na pierwsze potrzeby ma im wystarczyć 6 tys. zł zapomogi. To kropla w morzu. Nadal potrzebują naszej pomocy. Oczywiście można pomagać bezpośrednio, ale lepiej zgłosić się do wyspecjalizowanych organizacji. One lepiej wiedzą komu i w jakim zakresie potrzebna jest pomoc.
Ośrodki pomocy społecznej w Słubicach i Gąbinie przeżywały oblężenie. Powodzianie tłumnie składali wnioski o 6 tys. zł zasiłku.
– Szacowaliśmy, że takich rodzin będzie u nas 350, ale okazało się, że  więcej – mówi Hanna Arkita, szefowa GOPS–u w Słubicach. Gąbiński ośrodek złożył zapotrzebowanie na 2,4 mln zł. To pomoc dla 400 rodzin. W niewielkim pokoju ośrodka cały czas stoi kolejka powodzian. – Teraz jest znacznie lepiej. Ludzi jest trochę mniej. Pracowaliśmy przez kilka dni po 24 godziny na dobę. Teraz można trochę skrócić czas pracy – stwierdziła zachrypniętym głosem pełniąca obowiązki kierownika ośrodka Barbara Grzelak.
Każda z osób stojących w kolejce to element tragicznej historii. Nikt nie potrafi rozmawiać nie płacząc.
– Moja 88–letnia matula i sparaliżowany brat trafili do córki brata. W ich domu w Troszynie wody jest po sufit. A na wiosnę skończyli go remontować. On był już zalany w 1997 r. Nie wiem, czy teraz będzie się nadawał do mieszkania. Inny brat, który nie ma nogi, został ewakuowany do domu pomocy w Koszelewie – opowiada ze łzami w oczach Jan Młodziejewski.
Po policzkach Henryki Szustak i jej córki Anny Macek co chwila płyną łzy. Obie pod niebiosa wychwalają strażaków. – Uratowali nam życie – mówią. Ich domy zalało w Troszynie Nowym. Ich sąsiadka Joanna Mazurska dodaje, że niewiele udało się ocalić. – Z parteru wszystko wynieśliśmy na piętro. Myśleliśmy, że tam będzie bezpiecznie. Niestety, woda wdarła się i tam. Teraz zostało może z jedno łóżko, kilka rzeczy – opowiada. Wszyscy podkreślają, że mogą liczyć na pomoc i że jest ona duża. – Nikt nam nie odmawia. Czasami tłumaczą nam to samo po trzy razy – mówi Anna Macek. Cieszy się, że jej dzieci będą mogły wyjechać na kolonie do Kołobrzegu. Akcję wysyłania dzieci z zalanych terenów na wakacyjny wypoczynek podjęło ministerstwo edukacji. Ale podkreśla, że już są zmęczeni całą sytuacją i chcieliby wrócić do normalnego życia. – Łzy stają mi w oczach, gdy widzę jak ktoś obcina trawę w ogródku. Kiedy ja tak będę mogła? – mówi.
Henryka Szustak i Anna Macek mówią o olbrzymiej solidarności między ludźmi. – Z jednej strony jest płacz i dramat, ale z drugiej bardzo się wspieramy. Kojarzy mi się to z tragedią pod Smoleńskiem. Wtedy łączyła się cała Polska. Teraz przez to nieszczęście my się łączymy w naszej małej społeczności – mówi Anna Macek. Opowiada też, że w tym całym dramacie zdarzają się małe radości: – Mąż pracuje na wałach. Przyszła tam jedna z nauczycielek i pyta go, czy jej dom zalało po komin. Mąż odpowiedział, że nie, że tylko do pół okna. Bardzo się ucieszyła, bo ocalały książki.
Henryka Szustak nie ukrywa, że boi się jechać i zobaczyć, jak wygląda jej dom. – A z drugiej strony mam tylko jedno marzenie, żeby się położyć we własnym łóżku, we własnej pościeli i odpocząć – mówi przez łzy.
Powodzianie po dary mogą się zgłaszać m.in. do gąbińskiej szkoły. Przez pierwsze dni powodzi punkt wydający żywność pracował całą dobę, teraz od 8,00 do 21,00. – Ale my jesteśmy na miejscu, więc zawsze możemy wydać paczkę – mówi pani Ania. – Wczoraj z koleżanką robiłyśmy to o północy. Ale dzisiaj i tak jesteśmy wyspane, bo spałyśmy cztery godziny.
Darów nie brakuje. Cały czas pojawiają się nowe transporty. Wiele osób dzwoni, pyta: jak może pomóc. A pomoc przejawia się w różnoraki sposób. Np. płockie Stowarzyszenie Nasz Kraj przez cały tydzień charytatywnie jeździło i dokarmiało strażaków i wszystkie inne służby biorące udział w akcji ratowania powodzian. W jednym z punktów żywieniowych na wałach znaleźli się pracownicy Małachowianki z dyrektor szkoły na czele. W samej szkole uczniowie przynosili dary dla powodzian. Podobnie było w III LO. Dary można też przynosić do organizacji społecznych. Płocki Polski Komitet Pomocy Społecznej w swojej siedzibie przy ul. Misjonarskiej 22 codziennie od godz. 8 do 22 czeka na darczyńców. Potrzebne są środki czystości i dezynfekcyjne, koce, śpiwory, materace, ręczniki, pościel i trwała żywność. W siedzibie Zarządu Rejonowego PCK w Płocku (ul. Misjonarska 22) czekają także na pomoc rzeczową. Od poniedziałku do piątku w godz. 8–18, w weekendy 10–14. Na przyjmowanie darów gotowy jest też płocki Caritas. Można je przynosić codziennie od 8 do 15 na Sienkiewicza 34. Na dary czekają też w płockim OHP – ul. 3 Maja 18, pokój 201.
Płocki PCK wyszedł po pomoc na ulice miasta. Na Tumskiej ustawiono specjalny namiot, w którym można było zostawić dary. Wolontariusze zbierali pieniądze. Mateusz Kryszkowski i Patryk Staniszewski mówili, że płocczanie chętnie wrzucają pieniądze do puszek. Danuta Lewandowska z PCK dodaje, że czekają na wszelkiego rodzaju dary. – Dziś okazało się, że potrzebne są świeczki i zapałki – mówi.
Do akcji pomocy powodzianom włączył się również kościół. Płocka kuria wyasygnowała 50 tys. zł na zakup najpotrzebniejszych rzeczy dla powodzian. W niedzielę zbierane były do puszek datki dla powodzian.
Grzegorz Szkopek
g.szkopek@tp.com.pl
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości