Reklama

Zasiłek pielęgnacyjny się nie należy

06/04/2011 07:48
Każdy chciałby być piękny, zdrowy i bogaty. Niestety, jest to udziałem tylko nielicznych. Wielu cierpi albo na niedostatek, albo na liczne choroby. Brak urody jest tu najmniejszym problemem. Z małą płacą, niską rentą czy emeryturą trudno poradzić sobie w chorobie, bo nie tylko trzeba wydać pieniądze na lekarstwa, ale także zapłacić za pomoc osób trzecich, zwłaszcza w sytuacji, gdy wiek i choroby nie pozwalają na samodzielne życie.
Pani Halina od bardzo wielu lat jeździ na wózku. Nie jest w stanie wykonać nawet najprostszych czynności, które są konieczne do codziennej egzystencji. Zresztą w zaświadczeniu od orzecznika ZUS napisano, że jest całkowicie niezdolna do pracy, potrzebuje całodziennej opieki.
Podobną diagnozę orzecznik ZUS wydał jej mężowi. Napisano, że jest trwale niezdolny do samodzielnej egzystencji, co stwierdzono uwzględniając stopień naruszenia sprawności organizmu, wiek, konieczność stałej długotrwałej opieki i pomocy innej osoby w zaspokajaniu podstawowych potrzeb.
Pani Halina porusza się na wózku, jej mąż jest osobą leżącą. Jedyne, co mógł zrobić bez pomocy innych, to pójść do łazienki, a już opieka nad żoną była zupełnie niemożliwa. Oboje potrzebowali wsparcia niemal przez całą dobę, szanse na znalezienie opiekunki były więc niewielkie. Nikt nie chciał się zgodzić na ciężką pracę za niewielką gratyfikację.
Ktoś życzliwy doradził pani Halinie, żeby postarała się o świadczenie pielęgnacyjne. – Przeczytałam, że o takie świadczenie może ubiegać się osoba niepełnosprawna, która nie ma najbliższych spokrewnionych osób mogących się nią opiekować lub te osoby nie mogą się nią opiekować. Z przepisów wynika, że świadczenie nie przysługuje, gdy osoba wymagająca opieki pozostaje w związku małżeńskim, wtedy mąż powinien opiekować się żoną. Ale nie napisano, co zrobić, gdy oboje wymagają całodziennej opieki i pomocy.
Pani Halina ma bezrobotną od czasu zamknięcia Coteksu córkę. Córka jest wykształcona, ma zawodowe prawo jazdy, ukończyła technikum ekonomiczne, ale pracy nie może znaleźć. Trudno więc się dziwić, że pani Halina pomyślała o córce, by ta postarała się o zasiłek pielęgnacyjny na matkę. 520 zł miesięcznie to nie majątek, ale każdy pieniądz w domowym budżecie bardzo by się przydał. Dodać trzeba, że córka, czy chce, czy nie i tak musi opiekować się rodzicami. Nie ma szans, by sami sobie poradzili.
Jak pomyśleli, tak zrobili. Wystąpili do płockiego MOPS-u wniosku o przyznanie zasiłku.
– W uzasadnieniu, na podstawie dokumentów napisaliśmy, że mąż jest po dwóch paraliżach, po zawale, cierpi na tętniaka aorty jamy brzusznej, ma przewlekłą chorobę nerek, trzepotanie przedsionków, zakażenie układu moczowego, wycięte płuco, miażdżycę zarostową tętnic kończyn dolnych, co było dowodem, że sam potrzebuje pomocy – wymienia listę chorób męża. – Dlatego zdecydowaliśmy się we wrześniu 2010 roku złożyć wniosek do MOPS-u.
Niestety, przyszła odpowiedź odmowna, z której wynikało, że na mężu ciąży obowiązek opieki nad żoną i zasiłek się nie należy. Pani Halina odwołała się od decyzji MOPS-u do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, które orzekło, że uchyla zaskarżoną decyzję w całości i nakazuje przekazanie sprawy do ponownego rozpatrzenia. Powód – odpowiedź została wydana z naruszeniem przepisów. W uzasadnieniu napisano także, że MOPS ma obowiązek zebrania i rozpatrzenia w sposób wyczerpujący całego materiału dowodowego, co w tym przypadku nie miało miejsca.
Na tej jednej decyzji się nie skończyło, bo MOPS wydał kolejną decyzję odmowną, a Kolegium ponownie ją uchyliło. W jednym z rozstrzygnięć Kolegium nakazało MOPS uzupełnić materiał dowodowy i zbadać, czy w tym konkretnym przypadku spełnione zostały ustawowe przesłanki warunkujące prawo do uzyskania tego świadczenia.
MOPS był konsekwentny w swojej decyzji. – Już nawet zaczęliśmy mierzyć centymetrem długość odpowiedzi – opowiada pani Halina. – Metr papieru był potrzebny, by udowodnić, że zasiłek się nam nie należy, bo mąż powinien się mną opiekować. W kolejnym piśmie, po wizycie w domu opiekunek społecznych, napisano, że córka wcale się nami nie opiekuje. Jako dowód podano, że jeśli nadarzy się okazja, to wykonuje pracę zarobkową, zajmując się dziećmi. Ona od 20 lat nie ma pracy, musi z czegoś żyć, jak się trafi opieka nad dzieckiem, to się podejmuje. Powodem odmowy przyznania świadczenia był także fakt, że raz opiekunka nie zastała jej w domu, innym razem napisano, że złamała nogę i nie może mną się opiekować, ale jednocześnie nakazano jej przynieść dokumenty z pośredniaka. Na III piętro w MOPS-ie.
Pani Halina wspomina rozmowę z szefami MOPS-u podczas ubiegłorocznej wigilii. Obiecano jej wówczas pomoc, ale ta nie nadeszła. Kazano jej podliczyć wydatki specjalne, ale potem je kwestionowano. – Powiedziano mi, że płacę za duży rachunek telefoniczny, ale ja przecież nie ruszam się z domu, kontakt przez telefon jest moim kontaktem ze światem, nikt nie ma czasu, by odwiedzać starą, schorowaną kobietę – mówi.
Teraz w rodzinie pani Haliny sytuacja się zmieniła. Jej mąż zmarł i już nie ma kto się nią opiekować. Chce skorzystać z pomocy prawnika, bo co prawda jest wdową, ale może są inne przeszkody. Niedawno dowiedziała się, że chcą ją wysłać na ponowne badania, by stwierdzić, że nie może chodzić, choćby o kulach. – Moje orzeczenie z ZUS obowiązuje do końca życia, ja nigdzie nie pojadę na badania, nie ma tak szerokiego samochodu, by wstawić mój wózek, a ważę około 120 kg i potrzeba przynajmniej dwóch silnych chłopów, by mnie tam wnieść. Jak chcą mnie badać, niech to robią w domu – kończy rozmowę z nadzieją, że jej walka wkrótce się skończy. I że to ona wygra.
Jola Marciniak
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości