Reklama

Zakochany Broniewski

15/02/2017 14:42
Twój aż do grobowej deski rycerz posępnego oblicza...

– Na Pięknej 9 zaczęła się nasza miłość. Także w lirykach przewijając się wraz z wierszami dla córki bzdurki, naszej Anki. Byliśmy małżeństwem do roku 38, przyjaciółmi do końca życia Władysława, gdy głosem już schrypłym wskutek nieuleczalnej choroby gardła czytał mi swe najtragiczniejsze wiersze o nieżyjącej Ance, tylko przez telefon, w środku nocy, czy o ledwie szarzejącym mokotowskim świcie – wspominała Janina Broniewska, pierwsza żona poety. Potem były Maria, Wanda i kilka romansów. Ale w wierszach ocalały tylko najtrwalsze uczucia.
W 1912 roku piętnastoletni uczeń Gimnazjum Polskiego, Władek Broniewski, wpisał do sztambucha kolegi z ławy szkolnej Karola Jagodzińskiego wierszyk o panieneczce z Udziałówki, która „ma staniczek dosyć wcięty/Ładną buzię, zgrabną nóżkę,/Słowem – ważne dokumenty. Krótki rymowany tekst jest dowodem, że gimnazjaliści z zainteresowaniem spoglądali na dziewczęta z Pensji Udziałowej prowadzonej przez Marcelinę Rościszewską. Nie wiemy, w której z panien wówczas kochał się Broniewski. Bardziej obchodziły go konspiracja i harcerstwo. Za trzy lata porzuci szkołę, pójdzie z grupą kolegów do legionów i na długi czas zostanie żołnierzem. Później zamieszka w Warszawie.
Zanim na stałe związał się ze stolicą, spędził szczęśliwe dzieciństwo w rodzinnym domu przy ulicy Warszawskiej (obecnie Kościuszki 24). Pisarz Leonard Życki, rówieśnik Broniewskiego, wspominał: „Lubiłem atmosferę tego domu, z portretami przodków, którzy zginęli w powstaniach, ze starymi, uroczymi meblami, z dobrze nastrojonym fortepianem, z stojącym tuż obok dębem, który jeśli jacyś barbarzyńcy nie wyrąbią, ma szansę postać jeszcze przez kilkaset lat”.
W domu panowały cztery kobiety: mama, babcia i dwie siostry. Matka prowadziła stancję, babka dawała lekcje gry na fortepianie. Usiłowała nauczyć też ukochanego wnuka, ale jej się nie udało. Po latach lekcje z babką i melodia Mazurka powrócą w wierszu „Mazurek Szopena”. W ten sposób poeta ocalił pamięć ukochanej babki, która jeszcze długo w listach troszczyła się o jego przyszłość i informowała, co słychać w Płocku.

A babka mi to grała
na starym fortepianie
w pokoju, gdzie fotografia
dwóch braci rozstrzelanych.
Bracia w czarnych czamarach
leżą w płockim ogrodzie,
a babka niedawno zmarła
niespodziewanie gdzieś w drodze.

Władysław Broniewski chodził do ośmioklasowego męskiego gimnazjum (dzisiejszej Jagiellonki).

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości