Drżyjcie organizatorzy imprez rozrywkowych. Nie możecie być pewni dnia ani godziny. Nieważne, że koncert na powietrzu nie jest biletowany, że służy szeroko pojętemu dobru społecznemu, że organizator nie czerpie z nich korzyści majątkowych. Zawsze znajdzie się jakiś kruczek prawny, z którego jasno wyniknie, że Stowarzyszenie Autorów ZAIKS ma prawo pobrać stosowne opłaty. Tak było w Gąbinie.O majowych Dniach Gąbina i odbywających się wówczas koncertach przedstawiciel ZAIKS-u w Płocku dowiedział się z prasy lokalnej. Nie tracił czasu. Policzył artystów, po czym zjawił się w Gąbinie z ustawą o ochronie praw autorskich, skądinąd słuszną, ale... Organizację dwudniowej imprezy miasto powierzyło łódzkiej agencji artystycznej. Agencja dotarła do artystów, opracowała program, czuwała nad tzw. całokształtem imprezy. Dostała za to 24 tys. zł. Na tej podstawie Stowarzyszenie Artystów szybko policzyło, że skoro 4 tys. zł wynosi prowizja dla agencji, a ta z kolei 20 tys. zł zapłaciła wszystkim wykonawcom, to jemu należy się 10 % tej sumy, a więc 2 tys. zł. Dlaczego? Na mocy wymienionej ustawy: - ZAIKS nie pobiera pieniędzy za imprezy, jeżeli nikt ich nie dostaje - wyjaśnia pracownik Dyrekcji Okręgowej ZAIKS w Warszawie. - W tym przypadku zapłatę otrzymał zespół i agencja. Dyrektor Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury w Gąbinie wyjaśnia, że gmina podczas koncertu na rynku nie zarobiła ani grosza - nie miała żadnego dochodu: - Ustawa o prawie autorskim jest niejasna. Dni Gąbina nie były (i nigdy nie są) organizowane w celach zarobkowych: nie było biletów, wstęp wolny. Jeden z paragrafów wymienionej ustawy mówi o tym, że jeżeli impreza nie ma charakteru dochodowego, to nie podlega pod ustawę. ZAIKS jest jednak odmiennego zdania: - To prawda, że na tego typu imprezach nie ma biletów, ale poza tym zarabiają wszyscy, którzy przy niej pracują, na przykład specjaliści od nagłośnienia. Wszyscy, oprócz autora i kompozytora - pracownik Stowarzyszenia motywuje jego racje. W skrócie wygląda to tak, że gdy kompozytorem piosenki jest Ryszard Rynkowski, a jej autorem Jacek Cygan, obaj powinni dostać za to pieniądze, nie zaś tylko ten, który jest wykonawcą. Tak więc Rynkowskiemu płaci agencja, a ZAIKS stara się o to, aby pieniądze dostał także Cygan. Na pierwsze oficjalne pismo z Warszawy Gąbin po uzyskaniu opinii radcy prawnego, odpowiedział, że nie czuje się prawnie zobowiązany do zapłaty zażądanej kwoty. ZAIKS odpowiedział, że podtrzymuje swoje żądania. Kolejne "pisemne" zmagania zakończyły się groźbą Stowarzyszenia, że sprawa trafi do sądu. Potem do Urzędu Gminy trafiła prośba o podanie dokładnych danych M-GOK, co jest potrzebne podczas składania wniosku do sądu. M-GOK jest jednak jednostką organizacyjną miasta i gminy Gąbin. W tej sytuacji sądzona będzie gmina. Po pewnym czasie pojawiła się propozycja, aby sumę z 2 tys. zł zmniejszyć do 500 zł. Póki co jednak nie ma na ten temat jednoznacznej odpowiedzi. Co będzie dalej, wie tylko Opatrzność. Z pewnością ustawa o prawie autorskim nie należy do najbardziej czytelnych, jej poszczególne przepisy są niejednoznaczne i mogą być interpretowane na wiele sposobów. Potwierdzeniem tego jest fakt, że warszawska Dyrekcja Okręgowa ZAIKS-u rozpatruje wiele podobnych, spornych spraw. (eg)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze