Reklama

Z gazety do bufetu

21/03/2007 13:23

Biskupi niemieccy zszokowali świat swoim oświadczeniem po powrocie z Izraela. Politykę tego państwa wobec mniejszości palestyńskiej odważyli się porównać do polityki niemieckich nazistów z czasów II wojny światowej. Sytuację Palestyńczyków w Ramallah uznali za podobną do sytuacji Żydów w getcie warszawskim. Padły bardzo ostre słowa: „tak nie traktuje się ludzi, ale zwierzęta”, „sytuacja izraelskich Palestyńczyków ma prawie rasistowskie oblicze”. Można sobie tylko nieśmiało próbować wyobrazić, co zobaczyli biskupi, skoro zareagowali w tak kategoryczny sposób. Izrael oczywiście zaprotestował i wyraził oburzenie postawą niemieckich duchownych. No cóż, nie od dziś wiadomo, że nic tak nie kłuje w oczy jak prawda. Dziwić może tylko tempo, z jakim kardynał Lehman tłumaczył, już po faktach, że „nikt nie miał zamiaru porównywać dzisiejszych międzynarodowych problemów do nazistowskich zbrodni i masowej zagłady Żydów”. Gdyby ktoś jeszcze wątpił w skuteczność izraelskiej i pozaizraelskiej dyplomacji żydowskiej, to po tym wydarzeniu sprawy wyjaśniają się ostatecznie.Trzeba zauważyć przy tym, że biskupi niemieccy nie pierwsi poważyli się na takie szokujące, choć trafne porównanie. Zrobił to już 20 lat temu Andrzej Szczypiorski, na dużo mniejszą skalę, w znakomitej powieści pt. „Początek”, gdzie w żydowskiej dziewczynie o imieniu Miriam, którą uratowały polskie zakonnice i przechowały przez czas zagłady pod imieniem Marysia, kiedy już znalazła się na ziemi praojców, wizerunki izraelskich żołnierzy rodziły jakieś dziwne skojarzenia: „nosili berety, panterki i wysokie buty, stali na nogach rozkraczonych, twarze mieli kamienne, dość głupie i pyszałkowate, a palce trzymali na spustach pistoletów”. To były tylko dziwne skojarzenia w prostej i niewykształconej dziewczynie. Bardziej światły i uczony narrator lepiej wiedział, że „tak zawsze stawał człowiek uzbrojony i świadomy swojej siły przed człowiekiem bezbronnym i pokonanym”, między innymi rzymski legionista przed obalonym Machabeuszem, ale i „Stroop na ulicy płonącego getta”. Nie słyszałem, by ambasador Izraela w Polsce protestował przeciwko rozpowszechnianiu wywrotowej powieści w naszym kraju, choć nie uszło mojej uwadze, że z listy obowiązkowych lektur szkolnych niepostrzeżenie w międzyczasie zniknęła.
Co innego jednak wizja literacka, co innego mocny głos hierarchów Kościoła, wstrząsający sumieniami i posadami państw, a przy tym słyszalny na całym świecie. Takiego głosu, niezależnego od uwikłań politycznych i krępujących więzów przeszłości potrzebujemy nie tylko ze strony hierarchów, ale i, nawet częściej, ze strony dziennikarzy. Tymczasem dziś wielu z nich niespodziewanie, wraz z wejściem w życie nowej ustawy lustracyjnej, powtarza za Ewą Milewicz, że woli do bufetu niż do lustracji. To dziwne, bo jeszcze niedawno nie kto inny tylko dziennikarze, którzy odkryli raptem powołanie do oczyszczania Kościoła z niechlubnej peerelowskiej przeszłości i zmusili bpa Wielgusa do ustąpienia, domagali się od tych, którzy przemawiają do tłumów ze współczesnych areopagów postawy jednoznacznie kryształowej. Teraz kiedy przyszło co do czego, puszą się, nadymają, i pod płaszczykiem obrony swej godności nakłaniają do obywatelskiego nieposłuszeństwa. Czyżby słuszne były zatem podejrzenia, że liczne kanonizacje demokratycznych opozycjonistów spod znaku KOR-u były zdecydowanie przedwczesne? Postawa dziennikarzy tego środowiska każe dziś podejrzewać, że zdecydowanie tak. Dlatego wolę jednak widzieć ich w bufecie, może przynajmniej zyska na tym sztuka kulinarna, skoro dziennikarska nie może. Gazet nam ci przecież przybywa, nikt nawet nie zauważy, gdy ubędzie jednej.
 

Wiesław Kopeć

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości