Reklama

Wyślij malucha na uniwersytet

22/02/2012 09:07
Siedem lat – tyle mają najmłodsi studenci Szkoły Wyższej Pawła Włodkowica. Edukację uniwersytecką rozpoczęli od zajęć warsztatowych z fizyki, chemii, przyrody. Ale już niebawem uczelnia zaproponuje także spotkania z muzyki, plastyki, tańca. Poprowadzą je oczywiście wykładowcy akademiccy. Pierwsze próby nowego projektu mają już swoich zwolenników tak wśród nauczycieli, jak i uczniów płockich szkół. Ci ostatni na razie dostają zamiast indeksów uczelniane certyfikaty, ale i tak najważniejsze jest dla nich to, że rozwijają swoje zainteresowania i odkrywają naukowe tajemnice, o których w normalnym, szkolnym trybie dowiedzieliby się najwcześniej za kilka lat.
Pomysł na to, by mali geniusze już jako uczniowie szkół podstawowych mogli poznać akademicki system nauczania i uczestniczyć w zajęciach wychodzących poza ramy szkolnych programów, wyszedł z Instytutu Studiów Kształcenia Podyplomowego Szkoły Wyższej Pawła Włodkowica. – We wszystkich dużych miastach w Polsce istnieją i z powodzeniem funkcjonują takie ośrodki dla dzieci. Chcielibyśmy ten sprawdzony i cieszący się dużym zainteresowaniem pomysł zaproponować także w Płocku, który obecnie jest białą plamą na mapie ośrodków oferujących w takiej formule zajęcia dla dzieci – mówi Jerzy Żabowski, dyrektor Instytutu Studiów Kształcenia Podyplomowego w Szkole Wyższej Pawła Włodkowica.
Szkoły same nie są w stanie się tego podjąć. Nawet jeśli znajdą wykładowców, to będą miały problemy ze zdobyciem pieniędzy na przygotowanie odpowiednich laboratoriów, sal do zajęć warsztatowych i wygospodarowanie czasu na prowadzenie takich zajęć. – Jeśli powstanie jeden ośrodek dysponujący kadrą, odpowiednim zapleczem lokalowym, wyposażeniem, pomocami dydaktycznymi, to strona organizacyjna i finansowa całego przedsięwzięcia nie będzie tak kosztowna. Dlatego chcemy dalej iść w tym kierunki – mówi Jerzy Żabowski.
Pierwsze spotkania z uczniami płockich szkół potwierdzają, że dzieci chętnie w takich spotkaniach uczestniczą. Z wykładowcami na warsztatach chemicznych i fizycznych spotkali się już uczniowie klasy pierwszej z ZOK „Profesor”, klasy II ze Szkoły Podstawowej nr 11 oraz klasy III z Podstawowej Szkoły Muzycznej. Jest zamysł, aby takie zajęcia prowadzić także dla gimnazjalistów i uczniów szkół ponadgimnazjalnych.
O tajnikach chemii mówiła dzieciakom podczas akademickich lekcji Krystyna Gozdanek, o tajnikach fizyki – Maria Ingwer. – Z dziećmi pracuje się świetnie. Oczywiście trzeba chemię pokazać i mówić o niej językiem dzieci. One podchodzą bardzo emocjonalnie, żywiołowo. Każda rzecz, którą im pokazuję, wzbudza u nich zainteresowanie. Niezwykłe jest to, że przez półtorej godziny z zaciekawieniem śledzą wszystkie chemiczne sztuczki do ostatnich minut spotkania – chwali małych studentów Krystyna Gozdanek.
Najmłodsi uczestnicy zajęć poprzez zabawę kolorem i efektem poznawali chemię. Robili chemiczne smoki, uczyli się, jak podczas reakcji chemicznych powstają wodne kwiaty. Mogli dowiedzieć się, dlaczego zakwaszona herbata zmienia barwę. Dlaczego przybiera inny kolor, gdy dodamy sody, a po zmieszaniu jednego z drugim wydziela się dwutlenek węgla. Nic dziwnego, że po zajęciach wszyscy mali słuchacze chcieli zostać chemikami. – Coś w tym jest i staramy się rozbudzić ich fascynację, która być może zaprocentuje w przyszłości i sprawi, że dzieci rzeczywiście dołączą do grona chemików – mówi Krystyna Gozdanek.
Podczas zajęć fizycznych dzieci usłyszały, dlaczego magnesem wyciągamy z piasku opiłki metalu. Dowiedziały się, co to są wyładowania atmosferyczne, jak działa bateria słoneczna i w jaki sposób z warzyw i owoców można również wytworzyć energię. – Jestem zachwycony, zobaczyłem, że chemia i fizyka jest naprawdę fajna. Najbardziej podobały mi się smoki i to, że w domu przy pomocy płynu do naczyń albo sody można też takie zrobić – mówił po zajęciach Piotr Lutomierski, uczeń klasy I ze Szkoły Podstawowej w ZOK Profesor.
Zajęciom przyglądali się także dyrektorzy kilkunastu płockich szkół podstawowych, których sugestie i spostrzeżenia mają być wskazówkami do wprowadzenia ewentualnych modyfikacji. Ich zdaniem plusem tego typu zajęć jest, że prowadzone są profesjonalnie w małych grupach, każde dziecko ma swój zestaw pomocy dydaktycznych, spotkania odbywają się w superwyposażonych laboratoriach.
Na razie nie wiadomo, jaką nazwę docelowo przyjmą lekcje pokazowe organizowane dla małych studentów. Być może będzie to Uniwersytet dla Dzieci, być może Akademia dla Dzieci. Zajęcia odbywać się będą raz–dwa razy w miesiącu. Jak zapewnia Jerzy Żabowski, Instytut ma wśród swoich wykładowców specjalistów z różnych dziedzin nauki. Zatem uczelnia jest w stanie poprowadzić i przygotować lekcje pokazowe z różnych przedmiotów. Teresa Dobrosielska, pracownik Instytutu Studiów Kształcenia Podyplomowego w SWPW, podkreśla, że takie zajęcia to również dobry kierunek doskonalenia dla nauczycieli. – Zobaczyli inicjatywę uczelni, wykładowców, którzy pokazali, jak pracować, jak uczyć inaczej. Wiem, że pojawią się głosy, iż nie jest możliwe, aby każda szkoła pracowała w tej formule, bo jest mnóstwo zajęć. Sądzę jednak, że obecność dyrektorów i nauczycieli zaowocuje tym, że chociaż niektóre lekcje, na wzór tych ciekawych, uda się przygotować w szkole. Taka wiedza jest najtrwalsza i pozostaje na długo. Teresa Dobrosielska planuje także zapoznać z innowacyjnymi metodami swoich słuchaczy – nauczycieli podczas zajęć prowadzonych na studiach podyplomowych.
Swoje plany dotyczące prowadzenia pokazowych lekcji na wzór zajęć akademickich uczelnia przedstawiła także ratuszowi. – To jest bardzo dobry pomysł. Patrząc na doświadczenia innych miast, można zauważyć, że cieszy się ogromną popularnością. Na tyle, na ile będziemy mogli, będziemy pomysł wspierać – komentował zastępca prezydenta Płocka Roman Siemiątkowski.
Teraz trzeba znaleźć docelową formułę, w jakiej miasto mogłoby w tym przedsięwzięciu uczestniczyć, i porozmawiać o możliwości współpracy.
Teresa Radwańska-Justyńska
t.radwanska@tp.com.pl
fot. Dariusz Ossowski
Uniwersytet dla dzieci w Płocku?
Coraz bardziej realnego kształtu nabiera pomysł realizowania dla uczniów płockich szkół zajęć w formule akademickiej. Co o prowadzonych przez wykładowców akademickich zajęciach, wychodzących poza ramy szkolnych programów, z pomocami dydaktycznymi niedostępnymi dla wielu szkół, sądzą płoccy nauczyciele?

Anna Wiśniewska, dyrektor SP nr 17
Zajęcia bardzo ciekawe, aczkolwiek przeładowane treścią. Myślę, że nie do końca jest możliwość ich wykorzystania w codziennej nauce. Chyba że niektóre elementy. Podziwiam skupienie dzieci, które przez tyle czasu z zainteresowaniem śledziły fizyczne i chemiczne doświadczenia. Zadawały mnóstwo pytań. Pomysł w takiej formule Akademii dla dzieci czy Uniwersytetu dla dzieci jak najbardziej ma rację bytu. Jako rozszerzający dodatkowe zajęcia.

Wanda Cupta, dyrektor SP nr 13 w Płocku
Jest to odskocznia dla dzieciaków. Bo są to zupełnie inne zajęcia niż te, które mają w szkole, zupełnie inne pomoce naukowe niż te dostępne w szkołach.. Z tego, co wiem, podstawa programowa w ogóle nie przewiduje ani zajęć fizycznych, ani chemicznych. W szkole taka formuła jest dla nauczycieli z pasją podczas zajęć dodatkowych. Co do zajęć, to na samym początku brakowało mi celu. Bo nawet dzieci pytały, po co my to robimy. Ale były bardzo zainteresowane i zaangażowane.

Anna Kowalewska, wicedyrektor w SP nr 16
Tematyka tych zajęć dla mnie, jako nauczyciela przyrody, jest szczególnie bliska. Byłam pod ogromnym wrażeniem zainteresowania dzieci. Bo dla uczniów klas 1–3 pojęcia takie jak fizyka czy chemia są dość odległe. Natomiast zainteresowanie ogromne. Dzieci czynnie pracowały, nie tylko oglądały, ale zadawały pytania. A to minilaboratorium to wprost rewelacja. Zastanawiałam się, jaki będzie odzew w domu. Czy mamy nie będą przerażone rozszerzonymi zainteresowaniami dzieci, chcącymi spróbować sił jako mali chemicy. Co do formuły, jak najbardziej – takie lekcje są pożądane. Powinni je oglądać nauczyciele, dyrektorzy i przynajmniej cząstkę przenieść na grunt szkolny.

Agnieszka Harabasz, dyrektor SP nr 15
Atrakcyjność zajęć oceniam na piątkę. Treści naukowe są przekazane dzieciom w sposób bardzo dostępny i przyjazny. Z pewnością rozbudzone zostało u nich zainteresowanie fizyką i chemią. Trochę mam wątpliwości, jakie to ma przełożenie na życie codzienne. Dzieci nie do końca wiedziały, co i dlaczego robią. Gdybym miała przełożyć ten rodzaj zajęć na swoje podwórko, to tylko w formule zajęć pozalekcyjnych. Wielkim marzeniem byłoby, aby każde dziecko miało swój zestaw ćwiczeń, a studenci przychodzący do szkoły na praktyki, w taki sposób przekazywali wiedzę.     (rad)
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości