Ten optymistyczny tytuł wynika z obserwacji dokonanej dzisiejszego poranka. Obudziłem się, wyjrzałem za okno, a tam drzewka w ogródku całe w bieli. No, ładnie! Znowu przymrozek. To była pierwsza myśl. A patrzyłem bez okularów. Dokładny ogląd skorygował to stwierdzenie. To nie przymrozek. Drzewka pokryły się kwiatami! Szok! Przyznają Szanowni Czytelnicy, że natura nas nie rozpieszcza. Zwłaszcza pod względem ekonomicznym. Nie chciała, żeby na Mierzei Wiślanej był przekop i kosztowało nas to parę ładnych miliardów. Nas? A kto płaci za państwowe inwestycje? Tak! „Pani płaci, pan płaci, my płacimy”. Złota myśl inżyniera Mamonia… A teraz bez litości doi nie pozwalając na wyłączenie ogrzewania i tym samym obniżenia kosmicznych rachunków za gaz. I co na to Greta Thunberg? Nic, milczy… Czyżby w Szwecji panował jakiś mikroklimat? A może w ramach jakiegoś „Szwedzkiego Ładu” tamtejsze państwo nadopiekuńcze rekompensuje obywatelom wzrost cen surowców energetycznych z nawiązką? Tak czy inaczej powiało optymizmem i maturzyści mogą po cichu liczyć, że natura sobie o nich przypomni i kasztany na czwartego maja jednak zakwitną!
To tyle w kwestii klimatu, ale wiosna to nie tylko pora roku. To także runda wiosenna rozgrywek futbolowej „ekstraklasy”. Runda szczególna, bo ostatnia przed występem naszej reprezentacji na katarskim Mundialu. Co prawda udział graczy z rodzimej „ekstraklasy” w występach mundialowych reprezentacji będzie co najwyżej symboliczny. Może któryś z nich zasiądzie na ławce rezerwowych w którymś z meczów? Oby nie był to tylko mecz ”o honor”! Tak na marginesie, z terminarza mundialowego wynika, że ewentualne spotkanie „o honor” to byłaby potyczka z Argentyną. Nie jest dobrze!
Ale wróćmy do „ekstraklasy”, bo tutaj sytuacja jest nadzwyczaj interesująca i jeszcze do niedawna trudna do wyobrażenia. Nie dość, że o tytuł trwa zacięta walka między trzema zespołami i jest wysoce prawdopodobne, że tak będzie do ostatniej kolejki, to jeszcze wśród tej trójki dwa to absolutni nowicjusze. Nie dość, że nigdy tytułu mistrzowskiego nie zdobyli, to nie było takiego sezonu, że mieli na to realne szanse do samego końca rozgrywek. I o ile klub ze Szczecina jest na najwyższym szczeblu rozgrywek zadomowiony od lat, to ten spod Jasnej Góry można uznać za prawdziwego nowicjusza. A to co się dzieje na górze tabeli to niejedyna anomalia tegorocznych rozgrywek. Równie zaskakująca jest pozycja trójki zespołów, które przez całe lata dominowały w rodzimym futbolu i mają na koncie w sumie ponad trzydzieści mistrzowskich tytułów. O innych sukcesach, również na arenie europejskiej nie wspominając. Kiedy my, starzy kibice patrzymy na ligową tabelę, to mamy wrażenie, że świat stanął na głowie. Legia, Górnik, Wisła (ta z Krakowa) w strefie spadkowej? Jednocześnie? To przecież tak, jakby w Hiszpanii o utrzymanie walczyły w jednym sezonie Real, Barcelona i Atletico!
Co się dzieje? Gdzie szukać przyczyn tych anomalii? Oczywiście to robota dla fachowców. Ja mogą tylko snuć rozważania jako kibic – amator. Na przykład porównywać politykę zatrudnienia szkoleniowców. W czołówce mamy Raków i Pogoń, w których pracują rekordziści „ekstraklasy” pod względem ciągłości zatrudnienia. Odpowiednio sześć i pięć lat. Pytanie za złotówkę. Ilu szkoleniowców zatrudniał w tym samym okresie klub ze stolicy? A ten spod Wawelu? Może to jest częściowa przynajmniej odpowiedź na postawione wyżej pytanie? No tak, ale klub z Poznania też za bardzo od tych dwóch nie odstaje, a jest w trójce walczących o mistrzostwo… Cóż, jedna jaskółka wiosny nie czyni (że pozwolę sobie pozostać w formule dzisiejszego tekstu).
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze