To miał być wielki piłkarski wieczór przy Łukasiewicza, ale los okazał się wyjątkowo okrutny dla Nafciarzy. W przedostatniej kolejce PKO Bank Polski Ekstraklasy Wisła Płock uległa na własnym terenie Górnikowi Zabrze 0:1. Choć na trybunach panowało prawdziwe święto, a kibice stworzyli niezapomniane widowisko, z boiska zeszliśmy pokonani. O wszystkim zadecydowały centymetry.
Zanim na dobre rozgorzała walka na murawie, show skradli ci, którzy są z klubem na dobre i na złe. Kibice Na trybunach zaprezentowano efektowną, przygotowaną z wielką pompą oprawę. Chwilę później stadion rozświetlił się blaskiem dziesiątek rac.
Samo spotkanie zaczęło się od bardzo ostrożnej gry z obu stron. Pierwsi przed szansą stanęli goście – w 10. minucie z dystansu uderzał Josema, ale na szczęście niecelnie. Pięć minut później groźniej strzelał Kubicki, jednak Rafał Leszczyński pokazał pełen profesjonalizm, pewnie łapiąc piłkę.
Mecz obfitował w twardą walkę w środku pola. W 23. minucie sędzia Wojciech Myć musiał uspokoić nastroje, karząc żółtą kartką kapitana Wisły, Łukasza Sekulskiego, za faul taktyczny. Górnik szukał swoich szans m.in. po rzucie rożnym i strzale głową Olkowskiego, ale do przerwy kibice goli nie oglądali.
Prawdziwe emocje i piłkarski dramat nadeszły po zmianie stron. Druga połowa zaczęła się od ostrych ataków zabrzan. Między słupkami dwoił się i troił Leszczyński, który w kapitalnym stylu bronił strzały Hellebranda (49’) oraz Chłania (58’).
W okolicach 70. minuty Nafciarze ruszyli do zmasowanego ataku i byli o krok od eksplozji radości na trybunach. To, co wydarzyło się w 73. minucie, kibice będą wspominać jeszcze długo. Najpierw po strzale Krystiana Pomorskiego i rykoszecie piłka zatrzęsła poprzeczką! Dosłownie kilkanaście sekund później, w tej samej akcji, kapitalną przewrotką popisał się Giannis Niarchos – stadion zamarł, ale piłka po raz drugi ostemplowała obramowanie bramki!
Niewykorzystane sytuacje zemściły się w najgorszy możliwy sposób. Już dwie minuty później (75’) Górnik przeprowadził zabójczą akcję. Maksym Chłań uderzył precyzyjnie od słupka, nie dając szans Leszczyńskiemu. Wisła próbowała gonić wynik do końca. W 89. minucie wolej Žana Rogelja mógł dać nam remis, ale futbolówka poleciała prosto w ręce bramkarza gości, Marcela Łubika.
Porażka boli, tym bardziej że była to ostatnia okazja, by podziękować kibicom za wsparcie w meczu domowym w sezonie 2025/26. Szansa na rehabilitację i godne zamknięcie rozgrywek już za tydzień. W sobotę, 23 maja o godzinie 17:30, Nafciarze zmierzą się na Enea Stadionie z Lechem Poznań.
Bramka: 0:1 – Maksym Chłań 75’
Składy:
WPŁ: 12. Rafał Leszczyński – 25. Nemanja Mijušković, 35. Marcin Kamiński, 13. Quentin Lecoeuche – 19. Dion Gallapeni, 30. Wiktor Nowak, 14. Dominik Kun (77. 8. Dominik Sarapata), 6. Krystian Pomorski, 21. Žan Rogelj – (60. 77. Said Hamulić) 99. Deni Jurić, (68. 9. Giannis Niarchos) 20. Łukasz Sekulski (C).
GÓR: 1. Marcel Łubik – 16. Paweł Olkowski, 26. Rafał Janicki (C), 20. Josema, (70. 64 Erik Janza) 67. Ondrej Zmrzly – 14. Jarosław Kubicki, (70. 18. Lukas Ambros), (70. 10. Lukasz Podolski) 13. Lukas Sadilek – (78. 17. Kamil Lukoszek) 33. Maksym Chłań, 23. Sandro Liseth, (78. 15. Massimo) 33. Yvan Ikia Dimi.
Żółte kartki: Sekulski, Mijusković, Lecoeuche – Ambros.
Sędzia: Wojciech Myć (Włodawa).
Fot. Dariusz Ossowski
Żródło - Wisła Płock.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze