Cywilizacja europejska opiera się ponoć na kulturze greckiej, prawie rzymskim i moralności chrześcijańskiej. Oczywiście nie jest to pogląd powszechnie obowiązujący, ale jeden z wielu. Równoprawnych oczywiście, jak to w naszych czasach preferujących multikulturowość i wielość prawd. Wszystkie te kultury są oczywiście równie dla ludzkości cenne, a każda prawda jest jedynie relatywna. Oprócz przytoczonej w powyższym zdaniu oczywiście. Ta jest bezdyskusyjna. Nasi reformatorzy przystępują właśnie do „deesbekizacji”. Uznają byłe „służby” za organizacje przestępcze (wzorem Norymbergi), odbiorą ich funkcjonariuszom przywileje emerytalne, zakażą zajmowania stanowisk… Ktoś jest przeciw? Nie widzę, nie słyszę! Należy się takim owakim… Może się i należy, ale… jesteśmy państwem prawa! Podobno… Praktyki, które u nas stosowane są bez żadnych oporów, przez Rzymian uznane byłyby bowiem za skrajnie barbarzyńskie. Prawo, które działa wstecz, umowy, które można jednostronnie w dowolnym momencie zmienić…
Oczywiście fakt, że byli esbecy mają wysokie emerytury, a ich ofiary klepią biedę może oburzać, wywoływać frustrację, podważać wiarę w sprawiedliwość, być jak najgorzej odbierany z punktu widzenia moralności… Ale prawo jest prawem! Dura lex sed lex! Jeśli esbek popełniał czyny przestępcze – trzeba go osądzić i ukarać, jeśli ma na sumieniu czyny niegodne – nie podawać mu ręki. Ale emerytura? To była umowa dobrowolnie zawarta przez obie strony – państwo (takie, jakie wtedy istniało) i tego esbeka. On się z umowy wywiązał – państwo (mimo, że inne) też musi! Inaczej trzeba się pogodzić z faktem, że państwu wolno będzie pewnego dnia obniżyć emerytury wszystkim do dowolnego poziomu – na przykład ze względu na nieprzezwyciężalne trudności budżetowe. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że amnestia maturalna jest nieważna. I słusznie orzekł! Prawo nie może działać wstecz! Nie tylko wtedy, gdy wprowadza zmiany niekorzystne dla jakiejś grupy. Również w wypadku przeciwnym! Nie zmienia się reguł gry po jej zakończeniu!
Wyobraźmy sobie, że duża firma, zarządzana przez zdolnego menedżera, zmienia właściciela. Czy ma on prawo menedżera odwołać i powierzyć zarządzanie swojemu człowiekowi? Jasne, że ma! Nawet gdyby ten nowy był od starego gorszy i naraził właściciela na straty. Co komu do tego? Jego firma, jego straty, jego problem… A jeśli właścicielem jest państwo? Czy też może dokonywać takich zmian, ryzykując straty?
Przytoczę pewną anegdotę. Na zjazd naszego związku literatów, który odbywał się w Pałacu Kultury przybyły delegacje z bratnich państw. W czasie przerwy do grupki polskich pisarzy podszedł szef literatów radzieckich z nieśmiałym pytaniem:
– Przepraszam towarzysze, gdzie tu mógłbym zrobić siusiu?
– Pan? Wszędzie! – odpowiedział znany pisarz polski.
Czy państwo może?… Państwo? Wszystko!
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze