Nie lada atrakcji dostarczyli szerokiej publiczności samorządowcy, którzy nie „wyrobili się” ze złożeniem wymaganych przez prawo oświadczeń. Dokładniej mówiąc dostarczył ich jeden reprezentant tego środowiska. Bowiem ani liczba – około stu pięćdziesięciu osób, ani informacja, że nie zrobił tego we właściwym czasie wójt Pcimia Dolnego (przepraszam mieszkańców tej miejscowości za rutynowe przywołanie jej nazwy) nie wywołałyby żadnych emocji (nie licząc oczywiście odczuć mieszkańców poszczególnych gmin). Co innego prezydent stolicy! Wbrew wypowiedziom przedstawicieli rządzącej większości nie jest to stanowisko traktowane jako jedno ze stu pięćdziesięciu! I tu można się dziwić. Jak to? A gdzie szumne deklaracje o równości wobec prawa? No, tak! Dziwić się można, ale z drugiej strony to nie o równość wobec prawa przecież chodzi. Emocje to nie chłodna analiza i stąd też Warszawa to nie Pcim!
Jednak pozostaje zdumienie wynikające z konfrontowania litery prawa i woli większości. Prominentny reprezentant opcji rządzącej utrzymuje, że skoro prezydent stolicy nie spełnił wymogu ustawy, to z mocy prawa prezydentem nie jest! Pani Prezydent twierdzi z kolei, że skoro została demokratycznie wybrana, to wolą większości jest, by to ona rządziła stolicą dopóki nie zakończy się droga sądowa prowadząca do ustalenia, czy prawo zostało naruszone. Wygląda na to, że państwo prawa i państwo demokratyczne to zgoła dwie rzeczy różne! I co ma w takiej sytuacji myśleć tegoż państwa obywatel? Ja osobiście wolę jednak rządy prawa od rządów większości, czyli według określenia klasyka (-czki) „przypadkowego społeczeństwa”. Pod warunkiem wszakże, iż jest to prawo porządne, a nie uchwalone ad hoc, pod aktualne potrzeby, przez większość reprezentantów tego „przypadkowego społeczeństwa”.
I jeszcze jedno. Dziwię się komentarzom głoszącym, że „jakiś papierek” ma być pretekstem do pozbawienia człowieka stanowiska, że to kara niewspółmierna do winy… I kto to mówi? Gdzie byli dotychczas ci „reprezentanci społeczeństwa”, którym nadmiar papierów i rozrost biurokracji przeszkadza? Czyż to nie oni z każdą kadencją produkują tych papierów więcej i więcej? I to papierów nikomu niepotrzebnych, czyli szkodliwych dla wszystkich, a na dodatek uruchamiających lawinę kolejnych pozwoleń, zaświadczeń, sprawozdań… I nagle tyle zamieszania z powodu jednego „kwitu”, akurat jak najbardziej potrzebnego dla przejrzystości władzy. I tłumaczenie, że Pani Prezydent wcale tego oświadczenia składać nie musiała (to po co złożyła?), bo mąż nie „wykonuje” działalności gospodarczej na terenie gminy Warszawa. A cały ambaras z powodu słowa „wykonuje”, które pojawia się w ustawie o samorządach, a nie ma go w ustawie o działalności gospodarczej. Ot, takie małe niechlujstwo ustawodawcze! Ale czy można się dziwić, że takie „niedoróbki” się pojawiają, skoro ustawy wychodzą spod ręki reprezentantów „przypadkowego społeczeństwa”, którzy edukację prawną odbywają zazwyczaj wtedy, kiedy zostaną przyłapani na prowadzeniu samochodu w stanie cokolwiek „nieświeżym”?
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze