Mamy kolejny sukces sportowy. Tym razem wydarzenie jest nam szczególnie bliskie, bo w naszym mieście piłka ręczna jest wszak dyscypliną sztandarową. Wprawdzie w grze reprezentacji nie bardzo to widać, bo nasi przedstawiciele nie występują na mistrzostwach świata w rolach głównych, ale tak już jest w grach zespołowych, że najlepsi zarabiają na życie w ligach zagranicznych. I całe szczęście. Bo rzecz nie tylko w pieniądzach, ale i w poziomie sportowym i organizacyjnym. A może przede wszystkim w mentalności. Tam nasi sportowcy uczą się profesjonalnego podejścia do uprawianego zawodu. W kraju jakoś to nie wychodzi. U nas w Płocku też. Mamy niby najlepszy zespół w kraju, ale warunki rozgrywania meczów… Budowa przyzwoitej hali sportowej zaczyna coraz bardziej przypominać budowę… Przepraszam! Już miałem przywołać przykład sztandarowy, świetnie znany mieszkańcom naszego pięknego miasta, choćby z ostatnich prób… Na szczęście w porę ugryzłem się w klawiaturę. I obiecuję, że więcej wiadomego tematu poruszać na tych łamach nie będę. Nawet gdyby doszło do jakiejś katastrofy i konstrukcja się zawaliła, czy na przykład została wysadzona w powietrze przez jakiegoś doprowadzonego na skraj wytrzymałości nerwowej desperata. Ile można?
Wróćmy jednak do sukcesu piłkarzy ręcznych, bo to jednak przyjemniejszy temat. Graczy mamy już największego światowego formatu, ale działacze jakby z innej epoki… Nie przewidzieli sierotki, że reprezentacja może awansować do finału i w związku z tym trzeba będzie pokonać pewną odległość. Najlepiej oczywiście w warunkach maksymalnie komfortowych, czyli samolotem. No, tak! Ale samolot kosztuje, a budżet związku na rok bieżący nie przewiduje wydatków związanych z sukcesami reprezentacji! W każdym razie nie przewiduje sukcesów aż na taką skalę. Wyjście z grupy – owszem, ale finał? Rozumie się, że taki obrót sprawy to szok dla kibiców. Oni się wiele po naszych reprezentantach nie spodziewali, bo i na jakiej podstawie? Owszem, medale w piłce ręcznej były, ale ostatnio dwadzieścia pięć lat temu! A potem posucha. Nie było nas nawet w finałach wielkich imprez. Dopiero kilka lat temu udało się w mistrzostwach Europy. Za sprawą naszego, płockiego trenera zresztą. Zatem kibice mogli być zaskoczeni, ale działacze przecież są po to, by rozwiązywać różne problemy, nietypowe również. Nie wiadomo na razie jak się sprawa zakończy. Może włączy się minister sportu? Skoro już taka funkcja istnieje…
Finałowa batalia skończyła się ostatecznie zwycięstwem Niemców, ale nie zmienia to faktu, że polskim piłkarzom ręcznym udała się nadzwyczajna sztuka. O tej dyscyplinie sportu gazety sportowe pisały w ostatnim tygodniu nie na 20 a na 1 stronie. Pozostaje mieć nadzieję, że wynik przełoży się na lepszy klimat dla polskiego szczypiorniaka. Bo póki co, jak mówił Wojciech Gąsowski po półfinałowym meczu z Danią, ktoś powinien się wstydzić, że Wisła Płock (która miała na mistrzostwach trzech swoich przedstawicieli: Wleklaka, Kuptela i Kwiatkowskiego) – wielokrotny mistrz Polski w piłce ręcznej, nie ma nawet porządnej hali, na której mogłaby i grać, i trenować.
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze