Dobrze jest, kiedy felieton nawiązuje do jakiegoś wydarzenia dziejącego się aktualnie. Nie musi to być od razu milowy krok w dziejach ludzkości. Może być rzecz drobna, ale z jakiegoś punktu widzenia warta odnotowania. I takie zdarzenia w każdym czasie mają miejsce, tylko nie zawsze potrafimy je dostrzec, czy też ocenić ich rangę. Bywa i tak, że to, co dziś wydaje się niewarte komentarza, po pewnym czasie okazuje się być jednak wydarzeniem wielkiej wagi. A bywa i odwrotnie.
Niewątpliwie najbardziej sympatycznym zdarzeniem w ostatnim czasie jest „reaktywacja” Adama Małysza. Wiadomo, że gdy Małysz wygrywa, rodacy popadają w rodzaj transu, rośnie wydajność pracy, krowy na skutek kontaktu z pełnym entuzjazmu gospodarzem dają więcej mleka... I tak dalej! Słowem: poziom optymizmu w narodzie podnosi się niczym woda na Odrze w Miedonii przy pierwszych wiosennych roztopach. A Małysz ostatnio nie wygrywał, co wywoływało w narodzie tradycyjne komentarze, że „się skończył”, lub w wersji bardziej życzliwej, że już „swoje zrobił”, a ponieważ ma „swoje lata”, to należy mu się szacunek, ale z oczekiwaniami trzeba być powściągliwym. A tu Małysz znowu skacze daleko, wygrywa, nie schodzi z podium... Odżyły nadzieje na obfity łup na mistrzostwach świata...
Tak, życie jest piękne! Piękne też było pożegnanie z rządowymi posadami dwóch ministrów. I można by się z tego cieszyć, gdyby nie mgła tajemnicy przesłaniająca przyczyny tych dymisji. Obaj mieli wysokie notowania na politycznej giełdzie, jeden zwany jest nawet „trzecim bliźniakiem” dla podkreślenia zażyłości z pozostałymi dwoma... I nagle dymisja. Co się dzieje? Podobno niezgodność poglądów z samym „pierwszym bliźniakiem”, czyli szefem rządu. W jakiej kwestii? Ano, tego właśnie nie wiadomo. Ale żeby się nie dogadać w rodzinie? Jak tak dalej pójdzie, to można się spodziewać dymisji samego premiera. Z powodu niemożności uzgodnienia poglądów z samym sobą...
A nawet gdyby do tak drastycznych posunięć nie doszło, to i tak napięcie rośnie niczym u Hitch*****a, bo wkrótce ujawnienie raportu z likwidacji WSI! Ma ono, tak przynajmniej wynika z wypowiedzi twórców, czy też raczej twórcy tego raportu, spowodować prawdziwy wstrząs, porównywalny nawet z jedenastym września... Osobiście, prawdę mówiąc, nie oczekuję wstrząsów żadnych. Wydaje się, że co ciekawego w tym raporcie było, to już dawno zostało ujawnione w formie przecieków. Słowem: kawałki mięsiwa już wyłowiono, a teraz zaserwuje się publiczności zupę. Może nawet smaczną, ale bez szczególnych niespodzianek. I nie wydaje się, by komuś mogła zaszkodzić. Chłopcy z WSI nadal będą robić swoje, już poza strukturami formalnymi. Co nie oznacza, że mniej skutecznie. Biurokracja krępuje... A publiczność, jeśli zechce, posłucha i poczyta o rozmaitych przekrętach i machlojkach... Nic nowego pod słońcem!
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze