Reklama

Walka w dużej i małej skali

09/06/2020 15:00

Mamy szczęście, u nas nie trzeba dla zaprowadzenia porządku wyprowadzać wojska na ulice, w Ameryce trzeba. Wstrząsające obrazy napływają od wielu dni ze Stanów Zjednoczonych, gdzie czarnoskóre hordy, finansowo i organizacyjnie wspierane najprawdopodobniej przez znanych filantropów, wypowiedziały wojnę republikańskiemu prezydentowi Ameryki. To nie jest wojna przypadkowa. To, że bandycka dzicz dostaje wsparcie od tych władz lokalnych, które pozostają w rękach demokratów, dowodzi, że walka o prezydenturę w USA, a wybory już w tym roku, przybrała postać „akcji bezpośredniej”. Tego jeszcze Ameryka nie widziała od początku swego istnienia. Plan wykorzystania pandemii do obalenia prezydenta nie powiódł się. Przywódca USA, którego koronawirus miał obalić, wyszedł ze zmagań z nim i ze Światową Organizacją Zdrowia zwycięsko, stąd to potężne uderzenie w Amerykę, w Prezydenta i w cały konserwatywny, to znaczy racjonalny i Boski porządek świata, przeciwko któremu staje do walki porządek antyludzki i antychrystowy, jak go ostatnio odważnie zidentyfikował papież Benedykt XVI.
Oczywiście fałszywa „polityczna poprawność” kolportowana także przez nasze politpoprawne medialne gadzinówki nakazuje wierzyć, że w Ameryce czarny antyrasizm w ten sposób walczy z rasizmem białych, tymczasem rozlewa się tam na niespotykaną skalę rasizm generowany przez czarnych przeciwko białym. Ofiarą rozszalałego, zdziczałego tłumu padają sklepy, restauracje, salony samochodowe należące do białych, palone są kościoły, zagładzie ulegają całe ulice z przylegającymi zabudowaniami, czarnoskórzy pastwią się nad białymi, niszczą dorobek ich życia. To, co ujrzeliśmy w tych dniach, przechodzi ludzkie pojęcie. Ktoś usiłuje zamieszki przenieść na kontynent europejski. Doszło do rozruchów w Wielkiej Brytanii, a także do ataku na ambasadę amerykańską w Atenach. Nie powinno być litości dla degeneratów, którzy chcą wysadzić w powietrze nasz świat.
U nas walka antycywilizacji z cywilizacją rozgrywa się na całkiem innym poziomie, w sposób znośnie kulturalny. My mamy naszą małą prowincjonalną skalę, czyli wybory prezydenckie, w których złamano prawo z konstytucją na czele, ale to, o dziwo, tym razem przez ortodoksyjnych wyznawców praworządności zostało przyjęte z należytym zrozumieniem. Jakie to miłe, że kiedy łamanie konstytucji jest korzystne, nie trzeba płakać, palić świeczek przed sądami czy Bóg wie gdzie. Nie trzeba, bo sprawy zaczęły układać się po myśli. Udała się podmiana kandydatki na kandydata, gładko poszło procedowanie ustawy wyborczej w senacie, pospolite ruszenie zbierze podpisy w tydzień. Zadowoleni muszą być z tego mocodawcy kandydata z pewnej grupy, która już rok temu namaściła go na przyszłego prezydenta. Jeśli się mu powiedzie, to antychrześcijańskie „wartości europejskie” zwyciężą i u nas, i to zwyciężą głosami polskich katolików. Ach, ci masoni, oni to potrafią zmieniać świat. Metody zawsze dobierają do okoliczności. W Ameryce akurat trzeba palić, niszczyć, zabijać, tam sprawy dojrzały do „akcji bezpośredniej”, u nas jeszcze po tak radykalne środki sięgać nie trzeba, choć kto wie, co się wydarzy, jeśli plan awaryjny z podmianą kandydatów nie przyniesie spodziewanego efektu, przez co opóźni się „wyzwolenie mniejszości”, a na to luminarze postępu pozwolić nie mogą. I tu może zajść potrzeba radykalizacji środków. Na „obronę praworządności” przecież nikt się już nie nabierze.

Wiesław Kopeć

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości